Znajdziesz tutaj fanfiction'y z k-pop'owymi zespołami/wokalistami, jak i z domieszkami innych zespołów.
Jeśli komentujesz to znaczy, że interesuje Cię nasza praca i chcesz dalej czytać. :)
Znajdują się tu treści erotyczne i odmienne orientacje!

środa, 28 października 2015

#.12. Kyung/Zico - Block B

Notatka od autora: Oto fan fiction z Kyungiem i liderem z Block B ^^ Mam nadzieję,że spodoba się wszystkim czytającym i również mam nadzieję,że lubicie ten paring. Bardzo mało można znaleźć opowiadań z nimi,dlatego postanowiłam napisać to. :)




Perspektywa Zico.

-Możesz szybciej otwierać te drzwi?
-A chcesz mieć fanki w domu?
-Ugh.
Dłoń Kyunga przesunęła się wyżej na moim udzie.
-Dobra,dawaj kurwa te klucza i spieprzajcie. Już!
Zabrałem,a raczej wyrwałem pęk kluczy U-kwonowi. Chłopak coś tam gadał i reszta zespołu zbiegła po schodach w dół. Otworzyłem drzwi po czym trzasnąłem nimi i zacząłem zdejmować zimowe ubranie. Nagle mój chłopak wyrosnął przede mną w samych bokserkach i pomógł mi z cholernym zamkiem kurtki. Szybko ją zdjął po czym od razu zniknęły spodnie i mój sweter. Sam szybko pozbyłem się bokserki i złączyłem swoje usta z ustami Kyunga. Ten złapał mnie za ręce i zaczęliśmy iść w stronę kanapy w salonie. Rzuciłem go na nią i usiadłem na jego biodrach. Złączyłem nasze usta w namiętnym pocałunku i dłońmi dotykałem jego ciala. Kyung wplótł swoje dłonie w moje włosy. Pocałunkami przeszedłem na jego szyje,robiąc mu solidne malinki. Perspektywa dwóch tygodni wolnego tak pięknie brzmi. Jeszcze nie mamy planów z Kyungiem na spędzenie ich.
-Z-zico.
Jego głęboki jęk wyrwał mnie z zamyśleń. Och. Dłonią stymuluje jego już bez żadnych przeszkód w postaci bielizny członka. Bardziej pochyliłem się nad nim i perfidnie ścisnąłem jego członka. Ten tak pięknie przede mną jęknął.
-Mhm.Doszedłeś.
Zlizałem to co mam na dłoni i Kyung zdjął ze mnie bokserki. Trochę mu pomogłem i ten złożył parę pocałunków na moich obojczykach.
-Poczekaj.
Wyszeptałem i wyjąłem spod kanapy prezerwatywę.Już wszędzie je poupychałem.
-No to..
Uśmiechnąłem się do niego i zacząłem bardzo powoli wchodzić w niego. Cały tydzień bez seksu. To było naprawdę straszne. Delikatnie palcem zabrałem jego pojedyncze łzy. Ucałowałem te cudowne usta i mocniej pchnąłem. Donośny krzyk wydostał się z ust chłopaka. Potem na szczęście same jęki i moje imię było słychać w pomieszczeniu.
-No Kyung.Już prawie.
Kolejne mocniejsze pchnięcie i złączenie ust. Już prawie doszedłem,jeszcze chwilka. Kyung już doszedł. Już. J-j-już..
-Aaaaa! O mój boże.

Perspektywa Kyunga.

Mocniej ścisnąłem pęk włosów Zico i zacząłem przypatrywać mu się jak osiąga orgazm. Jednak ja skądś znam ten krzyk. Poderwałem się do góry mówiąc cicho do Zico by wyszedł ze mnie.
-Zico.Zico,już. Wyjdź ze mnie, Zico!
Krzyknąłem i zrzuciłem go z siebie. Wstałem i szczęka mi opadła . Moi rodzice. Moi rodzice patrzą się teraz na mnie bo Zico stracili z punktu widzenia. Spojrzałem się za siebie i ujrzałem Zico lezącego na dywanie i coś tam mamroczącego. Oczywiście skula się. Ehh. Szybko ubrałem swoje bokserki,które leżały na stoliku.
-Mamo..tato.
Stanąłem przed nimi.
-Chcieliśmy zrobić niespodziankę.
-I zrobiliście,naprawdę. Chodźcie do kuchni. Zrobię wam co_ do picia i wrócę zobaczyć co z Zico.
-To on jest tym Twoim chłopakiem?
-Naprawdę przepraszamy synu. Przeszkodziliśmy.Wam no..w czymś ważnym.
-Nie martw się tato i mamo z nikim innym nie uprawiałbym seksu.
Chciałem wyjąć szklanki,ale mama przytrzymała mnie za ramię. Jest kurwa wyższa ode mnie w tych szpilkach. Ugh.
-Możesz najpierw umyć ręce?
-Tak.
Mruknąłem i umyłem ręce.
-Wy zawsze tak na ostro?
-Słucham?
Spojrzałem zdziwiony na ojca.
-Noo. Szyja,tors,plecy.
Szybko spojrzałem na moją klatkę piersiową. Faktycznie. Dość dużo tych malinek.
-To kawa czy herbata?
Przerwałem tą cholerną ciszę.
-Kawę synku.
-No to ja też.
-Ok.To czujcie się jak u siebie w domu,a ja idę się ubrać i zobaczę jak z Zico.
Jak wyszedłem z łazienki dosłownie pobiegłem do salonu.
-Zico. Zico.
Zacząłem nim szturchać i w końcu nasze spojrzenia spotkały się.
-Uchhh.Już lepiej? Doszedłeś sam?
-Musiałem.Kto przyszedł?
-Moi rodzice przyjechali.
Ten wytrzeszczył oczy i zaczął się ubierać. Przeszliśmy do przedpokoju,gdzie jest reszta a raczej początek naszych ciuchów. 
-To moje drugie spotkanie z nimi i oni już widzieli nas razem kurde. Ehh.
Zico ubrał swój sweter i zniknął w naszym pokoju. Oparłem się o ścianę i westchnąłem.
***
-Dzień dobry. Naprawdę przepraszam za to noo. Mhm.
Zico nagle wpadł do kuchni,gdzie siedzę z rodzicami. Mama uśmiechnęła się do niego i Zico usiadł obok mnie. Złapałem go za rękę,zaciskając ja.
-Nie martwcie się.
Moja mama uśmiechnęła się do lidera.
-Długo już jesteście ze sobą?
-Wprawdzie zaczęło już się coś dziać jak mieszkaliśmy w Ameryce. Ale jak wróciliśmy tutaj i udało nam się być w zespole nie chcieliśmy niczego pokazywać,ale jakieś pół roku temu zostaliśmy razem.
Wytłumaczyłem i oczywiście kolejna fala pytań.
-A co Twoi rodzice na to,ze jesteś homoseksualista?
-Od wyjazdu do Ameryki nie widziałem się z nimi.Jedynie z bratem.
Mama spojrzała niepewnie na ojca. Zico do tej pory nie pozbierał się po tym jak jego rodzice zaczęli go wyzywać i wyrzucili z domu.
-Przepraszam,że zapytałam. Przykro mi.
-Nic się nie stało Pani Park.
Ten się uśmiechnął do jedynej kobiety w tym domu i mama zrobiła nam kolacje. Dobrze jest wrócić do rodzinnych posiłków.
***
Perspektywa Zico.
Objąłem Parka od tylu,przytulając się do niego. Właśnie stoi i przygląda się pięknym płatkom śniegu. W końcu pada śnieg.
-Dziwnie dzisiaj wyszło.
-Faktycznie.
Mruknąłem i pocałowałem go w czubek głowy.
-Reszta wróciła już?
-Widziałem tylko U-Bomba.
-Musisz czytać te opowiadania?
-Fajne są. Niektóre czasem są tak napisane. Tak realistycznie wszystko się zgadza co do niektórych osób.
Przewróciłem tylko oczami i delikatnie łapiąc jego brodę,odwróciłem jego głowę w swoją stronę. Spojrzałem na jego usta i złączyłem je ze sobą.
-Szkoda,że nie dane było mi skończyć w Tobie.
Uśmiechnąłem się,a Kyung zarumienił. Lubię doprowadzać go do takiego stanu. Złożyłem pocałunek na jego żuchwie i potem na szyi. Cichy syk wydobył się z ust mojego rapera. Uśmiechnąłem się jeszcze szerzej i zrobiłem kolejną malinkę. Kyung zaczął pchać moje ramiona do tyłu,więc wstałem, a on za mną. Złączył nasze usta i zaczął gdzieś mnie prowadzić. Uderzyłem plecami o oparcie naszej kanapy i Kyung usiadł mi na udach. Moje dłonie automatycznie znalazły się na jego plecach,by po chwili przenieść się na pośladki. Kyung podniósł się i opadł na moje biodra. Dłońmi znalazł się pod moją koszulką. Oderwałem się od jego ust,czując,że tracę powietrze. Łapiąc go jak najwięcej, szeroko się uśmiechnąłem. Dłońmi odpiąłem jego pasek i guzik od spodni. Złapałem za szlufki i zacząłem je ściągać. Kyung pomógł ki unosząc się co chwilę. Znów połączyliśmy usta i moje dłoni znalazły się pod pośladkami mojego chłopaka.
-Kyungie,Zico czyy.
Oderwałem się od ust Kyunga i zobaczyłem jego minę jak zamiera. Zrobiłem malutki ruch głową,by ujrzeć jego ojca w drzwiach. Jego wzrok jest utkwiony na moich dłoniach w bokserkach Parka.
-Kyung pomożż..
-Ja pierdole.
Zakląłem i schowałem twarz w jego szyi. Ta sytuacja bardzo ki się nie podoba.
-Ten. My. Choć kochanie.
Mama Kyunga przejęła inicjatywę. Gdy drzwi się zamknęły,Kyung opadł na mój tors,śmiejąc się. Lekko zdziwiony,wyjąłem swoje dłonie i umieściłem na jego talii. Oderwałem go od siebie,patrząc pytającym wzrokiem.
-Nigdy moi rodzice nie przyłapywali mnie, ani mojego kuzyna,który też jest homoseksualny. Mieszkał z nami przez pół roku. Ciągle przyprowadzał kogoś. A jak jestem w Tobą,rodzice drugi raz w tym samym dniu,przyłapali nas.
Gdy skończył monolog,zszedł ze mnie i wrócił na swoje miejsce,przy ogromnej szybie. Mruknąłem nieprzyjemnie,czując moją bolącą powoli erekcje.
-Kyung noo. Podnieciłeś mnie.
-Ręczna robota kiedyś ci starczała.
-Ale teraz wolę Twoją ręczną robotę,albo ustną.
Ostatnie słowo wyszeptałem,podchodząc od niego. Prawie siedziałem na kuckach,gdy Kyung kazał mi się podnieść. Jego ręce powędrowały w gorę,ale nagle wstał i zamknął drzwi na klucz. Wrócił na miejsce i odpiął moje spodnie. Ocenił sytuację na 7 punktów z 10 możliwych. Powoli ściągnął moje bokserki i zajął się naszym przyjacielem. Drobny jęk wydobył się z mojego gardła,gdy raper wsadził penisa do swoich ust. Oparłem się o szkło,unosząc głowę do góry. Coraz bardziej urywane oddechy zakłócały dźwięki z ust Kyunga. Jego pomruki pomogły mi wyobrazić sobie jak biorę go na kanapie,gdy jest pode mną. Mocno przegryzłem wargę i umieściłem swoją dłoń w jego włosach. Trochę za mono pociągnąłem go za nie, bo prawie wypadł mu mój penis z ust. Może jednak ten dzień zakończy się dojściem?

sobota, 12 września 2015

#.11. BAEKYEOL - EXO - PART ONE

Notka od autora:

Część pierwsza two-three-four? shota. Mam nadzieję,że zaciekawi Was początek. ;)




Nie za wolno,lecz i nie za szybko wszedłem do ogromnej sali. Uśmiech od razu pojawił się na mojej twarzy. Josh popchnął mnie w tłum tańczących ludzi. Również złapał mnie za ramię i zaczął prowadzić do stolika. W końcu wyszedł po mnie. Ten klub ma ponad 500 miejsc siedzących. Ludzie pijani mają dobrą pamieć co do teraźniejszości lub bliskiej przyszłości i przeszłości. Bo trafić do stolika porządnie schlanym to naprawdę trzeba dobrze pamiętać. A w tym klubie tym bardziej. Już z daleka zauważyliśmy jak nasi znajomi machają do nas. Również krzyczą, ale nic nie da się tutaj usłyszeć. Dlatego wszyscy mają telefonu w dłoniach. Usiadłem obok jakiejś dziewczyny. pierwszy raz ją tu widzę, zapewne ktoś zaprosił ją do naszego grona. Przegryzłem wargę,patrząc jej w oczy. Podziała? Posłałem trochę złośliwy uśmieszek. Ta tylko pochyliła głowę w prawą stronę i z uśmiechem zmierzyła mnie wzorkiem od góry do dołu i z dołu do góry.
-Skarbie. 
Jej dłoń znalazła się na moim ramieniu. Zaczęła je pocierać. Czując,że raczej da się nabrać,pochyliłem się nad nią i....
-Widać,że jesteś gejem. 
Przewróciłem oczyma i wróciłem do wcześniejszej postawy. Do wszystkich przyszła w tym samym czasie wiadomość. Oczywiście każdy dopadł się do telefonu. Ja nawet nie wiem w której kieszeni jest,dlatego spojrzałem na ekran telefonu, dziewczyny siedzącej obok mnie. 
''Widać i czuć z daleka. Polecam po kolei spojrzeć się najpierw na lewo a potem na prawo. <3 Kooocham Cię Baek..''
Automatycznie zwiesiłem wzrok na Chanie. Jak napisał tak wszyscy zaczęli patrzeć. Poczekałem trochę i sam zrobiłem to z czystej ciekawości. Och. Zaśmiałem się, widząc jakiś trzech chłopaków, wgapiających się w nasz stolik i głownie w moje ciało. Po drugiej stronie złapałem kontakt wzrokowy z czerwono włosom dziewczyną. obok niej stoi chłopak i rozmawiają,patrząc się na mnie. Czworokąt i trójkąt. Dzisiaj mam ochotę zapoznać kogoś i nie iść na chybił traf do łóżka. Czasem naprawdę bywa trudno po stosunku. Wymagają czegoś czego nie mogę im dać. I nie chodzi tylko o bliższe poznanie się. Również o pogardę do mnie,że to niby ja zmanipulowałem kogoś, co zawsze jest kłamstwem. Tylko raz sam kogoś zacząłem uwodzić i udało się. 
-Baekhyun nie zamyślaj się tak, lepiej wypijmy po shocie. 
-To dawaj. 
Głośno odpowiedziałem do ucha Josha. Chan jako najmłodszy powiadomił barmana o naszym zamówieniu. Uniosłem brwi, widząc dziewięć kieliszków z czystym alkoholem. Wszyscy unieśliśmy je i wypiliśmy. Dłonią przejechałem po włosach, dyskretnie rozglądając się. Chyba jeszcze trochę się napije i dopiero pójdę tańczyć. Oprócz tych trójkątów i innych figur geometrycznych nie widzę,by ktoś się mi przyglądał. Wypiłem szklankę whisky i jakiś drink, który poleciła mi dziewczyna siedząca obok mnie. Razem z nią,Alexem i HyukJae wybraliśmy się na parkiet. I tak co jakiś czas wracaliśmy do stolika, by znów napoić swój organizm kolejnymi procentami i znów na parkiet. 

***

Czując ogromną gulę w gardle, przebudziłem się. O nie, nie. Nie mogę teraz wymiotować. Mocniej złapałem prześcieradło,pragnąc by uczucie zwymiotowania ustało. Przełknąłem to co chciało ze mnie wyjść i delikatnie przejechałem palcami po dolnej powiece. Och. Mój eyeliner mocno się nie rozmazał. Ziewnąłem i zawadziłem o coś dłonią. Przechyliłem głowę w prawą stronę i ujrzałem dość ładnie wyrobiony tors. Przygryzłem wargę i powiodłem wzrokiem wyżej. Szyja w czerwonych plamkach i głowa za moją poduszką. Ponownie powiodłem jego ciało spojrzeniem,zatrzymując się na lini ciemnych włosków. Dalej przeklęta kołdra zasłania. A jestem ciekaw, co tam miałem zeszłej nocy w sobie. Podskoczyłem na tyle na ile moje ciało mi pozwoliło i wstrzymałem oddech.
-Z kim ja to dzisiaj miałem przyjemność spędzić noc. 
Z każdym wypowiadanym słowem, moja poduszka traciła w długości. Uniosłem wzrok i znów podszedł mi alkohol do ust. Zrobiłem duże oczy, widząc tak dobrze znajomą twarz. Na jego twarzy wykwitł uśmiech. Wolną dłonią przeczesał włosy i omiótł wzorkiem moje odkryte ciało. Również zerknąłem na swój tors i brzuch. Jego trochę malinek. Ja pierdziele. Nigdy bym nie pomyślał,że spotkamy się w takiej sytuacji.
-Miło mi Cię znów widzieć Baekhyun i to w takiej sytuacji, lecz trochę gorzej z pamięcią z dzisiejszej nocy.
Mój kuzyn przewrócił się na plecy i rozciągnął ramiona i bark. Jako iż jestem mądrą osobą, on jest totalnym debilem, porównując go do mnie. Ukończyłem szkołę średnią w najlepszym liceum w Seulu i z najlepszą średnią z całej szkoły. On za to znalazł się w szkole muzycznej. Teraz jest na ostatnim roku. Nie mam nic do muzyki, sam trochę się tym interesuje, ale tam bardziej uczą jak przetrwać niż wzbogacać ich o wiedzę codzienną.  Mocne westchnięcie wydostało się z moich ust. Nie wiem jakim to sposobem, ale w tym samym czasie zaczęliśmy podnosić się z łóżka. Jakoś dałem radę,uważając by alkohol nie wydostał się tą stroną którą nie powinien. A raczej nie górną częścią ciała. Odwróciłem się w stronę łóżka i krzyknąłem. To jest niemożliwe. Trochę zszokowany uwiesiłem wzrok na jego oczach. 
-Więcej niż 25 centymetrów. Jak to możliwe,
Posłałem mu pytające spojrzenie. Ten jak zwykle zaśmiał się. Uśmiech odkąd pamiętam nigdy nie opuszczał jego twarzy, Ciekawe co tam ma pod kopułą. 
-Taki duży penis był dzisiaj we mnie. O matko boska. 
Kucnąłem po bokserki i założyłem je na siebie. Następnie odziałem się w moje rurki i czerwoną koszulę. Nie mogłem zapiąć ją do końca, bo niektóre guziki są całkowicie wyrwane, bądź są na strzępku nitki. 
-Nie wierze.. Pamiętasz coś?
Zwróciłem się do niego, a ten drapiąc się po karku,zamyślił się. Jego tors jest wspaniały. Cholera jasna. Czemu ja nie pamiętam nic z tej nocy. Tego jak go dotykałem i jak penis moich marzeń był we mnie. 
-Nie za bardzo. 
Westchnąłem i jakimś cudem znalazłem moją komórkę, gdzieś niedaleko wyjścia z pokoju.
-Baekhyun.
Odwróciłem się w jego stronę.
-Hyung. Jestem twoim hyungiem.
Twardo powiedziałem i włożyłem telefon do kieszeni. Jak dobrze,że mam trochę banknotów. 
-Mam nadzieje,że następnym razem na trzeźwo będziesz krzyczał jak ci dobrze.
Kręcąc głową z niedowierzania wyszedłem z pokoju. Jednak samowolnie uśmiechnąłem się. W końcu taki sprzęt mógł mnie pieprzyć. 

***

-Mamo!! Ktoś dzwoni do drzwi!
-A czemu ty nie możesz otworzyć?
-Jestem zajęty!
-Masz natychmiast zejść!
-Ughhh. 
Z powrotem ubrałem bokserki i spodnie. A zapowiadało się miłe popołudnie. Schowałem moje zabawki do szuflady i przekręciłem kluczyć. Kluczyk znalazł się na swoim miejscu i wyszedłem z pokoju. Zszedłem po schodach i dotarłem do kuchni. 
-Nie wierzę.
Warknąłem. Co on tu robi. Zapowiada się cholera brak masturbacji przez najbliższy tydzień. Na samą myśl jęknąłem.
-Czemu nie powiedziałaś mi?
-Bo ty jak zwykle byłeś zajęty.
-Mamo.
Użyłem swojego twardego tonu, ale ta nawet nie zwróciła na mnie uwagę. Oparłem się o ścianę i postanowiłem nie odzywać się. Poczekam aż przywita się ze swoim HYUNGIEM. Przez następne dziesięć minut wwiercałem w niego wzrok, aż się doczekałem.
-A no własnie! Baekhyunieee. Witaj. 
Wyskoczył z krzesełka i wziął mnie w swoje ramiona. Jego silne ręce uniemożliwiły mi jakikolwiek ruch. A potem będzie na mnie,że nie odwzajemniłem uścisku.
-Hyung do cholery jasnej.
Warknąłem i po jakimś czasie puścił mnie.
-Baekhyun, Mam nadzieję,ze miło spędzimy ten czas. 
Czy mi się wydawało czy on z pewnym pożądaniem wypowiedział to zdanie? Spojrzałem na mamę,ale ta zajęta jest krojeniem ciasta. Przegryzłem wargę i złapałem go na tym,że przyglądał się temu drobnemu nawykowi. 
-Upssss.
Syknąłem, stając mu na stopie. Ten jęknął z bólu i od razu usiadł na swoim miejscu. Naprawdę. Nie dam rady tyle bez użycia moich zabawek,bądź poodtykania swojego penisa.

***

-No to Baekhyun. Zaprowadzisz mnie do swojego pokoju?
-Ughh.
Mruknąłem i wstałem z kanapy. Dyskretnie spojrzałem na niego-poprawia swoją bluzkę,która idealnie opina jego tors. Przegryzłem wargę i otworzyłem drzwi, wchodząc pierwszy. Usiadłem na swoim biurku i zacząłem obserwować go. Zamknął drzwi i postawił swoją walizkę przy mojej szafie na całą jedną ścianę. Obejrzał się w lustrze, poprawiając włosy i kucnął przed swoim bagażem. Po rozpięciu zamka i wyjęcia jakiegoś zawiniątka, z cwaniackim uśmieszkiem podszedł do mnie. Stanął naprzeciw mnie,dotykając swoimi udami moje kolana. Spojrzałem na pudełeczko i potem w jego oczy.
-Mały prezencik dla Ciebie.
Położył mi kartonik na kolanach. Zdziwiony znów spojrzałem na pakunek. Rozerwałem papier i potem otworzyłem wieczko pudełka. Nie wierze, po prostu nie wierzę. Już z krzykiem na ustach, podnosiłem głowę, gdy ChanYeol z tym cholernym uśmiechem, wyjął ten przedmiot. Moim oczom ukazał się case na telefon. Wziąłem go w dłoń i obejrzałem napisy na nim. Jest naprawdę fajny. Potem dotknąłem tego pierwszego przedmiotu, który najpierw wpadł mi w oczy.
-Czemu?
Zerknąłem na moja szufladę ze wszystkimi zabawkami.
-Skąd wiedziałeś,że przyda się?
-A jakoś tak.
Posłał mi ciepły uśmiech i dłonią pogłaskał moje kolano. Chciałem coś powiedzieć, ale miły dreszcz przeszedł przez mój kręgosłup. Przegryzłem wargę i sięgnąłem po telefon. Nałożyłem case na niego i z ponownym zdziwieniem oznajmiłem,że jest naprawdę ciekawy.
-Dziękuję Chany. Naprawdę dziękuję.
-Nie ma za co. Too mogę spać razem z tobą?
-Co!
Krzyknąłem schodząc z biurka, co oznaczało,że popchnąłem go wprost na moje łóżko.
-Och, tak szybko?
Puścił mi oczko i jeszcze wygodniej ułożył się na moim łóżku. przybrał naprawdę seksowną pozę i samowolnie zatrzymałem wzrok na jego kroczu. Podniecił się trochę. Pragnąc się trochę z nim podroczyć, przegryzłem wargę i zacząłem do niego podchodzić. Nachyliłem się nad jego ciałem, mając z nim cały czas kontakt wzrokowy. Nasze twarzy znalazły się naprzeciw siebie. ChanYeol co chwile zerkał na moje usta. Nagle podniosłem się i po prostu wyszedłem z pokoju i poszedłem do łazienki wziąć prysznic i zadbać o swoje ciało. Po drodze słyszałem długi jęk mojego kuzyna.

***

-Ok.. Naprawdę nie sądziłem,że ograsz mnie.
-Za mało wierzysz we mnie.
-A czy ja w ogóle w Ciebie wierzę?
-Mam nadzieje.
Mruknął i zmienił płytę w Play Station.
-Co wybrałeś?
-Battlefield.
-Które?
-Co?
Z małym zdziwieniem spojrzał na mnie. Również spojrzałem na niego z udawanym zdziwieniem.
-Dwójka,trójka,czwórka?
-Emmm.
Zmieszany wziął pudełko w dłoń.
-Trójka. Lubisz?
-Bardzo. Ogram Cię.
-Hah. Zobaczymy.
Z powrotem usiadł na kanapie i wzięliśmy pady w dłonie. W pierwszej rundce pokonałem go, a drugiej już byłem bliski wygranej, gdy moja mama weszła do salonu i stanęła przed nami.
-Noś cholera jasna!
Wykrzyknąłem, patrząc na mamę karcąco.
-Prawie go pokonałem!
-Baekhyun! Uspokój się. Chciałam wam coś powiedzieć.
Uśmiechnęła się do nas miło i usiadła na fotelu.
-Dzisiaj wyjeżdżam w delegację, więc mam nadzieję,że nie zabijecie się. Bo wiem, jak ostatnio się skończyło.
Trochę karcąco spojrzała na mnie, ale potem z uśmiechem zaczęła patrzeć się w oczy Chanyeola.
-Zostawiłam w kuchni pieniądze dla Was na ten czas. Ogólnie będziecie sami przez prawie tydzień, więc mam nadzieję,że dobrze wykorzystacie ten czas. Tylko proszę bez bicia. Ano i zamówcie pizze czy coś. Zaraz przyjedzie po mnie Mike i będziemy jechać, więc bawcie się dobrze.
W głośnym westchnięciem wstałem i przytuliłem mamę.
-Miłego wyjazdu.
Mruknąłem i zapytałem ChanYeola czy będziemy dalej grać. Ten odpowiedział,że to obojętne, więc wyłączyłem Play Station. Mama wyszła z domu, żegnając się z nami. Zamknąłem po jej wyjściu drzwi i wszedłem do kuchni. Włożyłem pieniądze do kieszeni i nalałem sobie soku pomarańczowego. Spojrzałem pytająco na mojego kuzyna czy też chciałby, ale ten prostym ruchem oznajmił mi, że nie ma w tym momencie ochoty. Usiadłem obok niego przy stole,odkładając szklankę na stół.
-Pizza,McDonald,KFC?
-A ty na co masz ochotę?
Oparł głowę na łokciu i oblizał swoje wargi. Nerwowo zagryzłem wargę i poprawiłem się na krześle. Cholera jasna. Ten brak masturbacji źle ze mną robi.
-Ja bym zjadł pizzę z pieczarkami i podwójnym serem.
-No to może być. Mam numer do dobrego lokalu. Chcesz małą,średnią czy dużą? Sos, picie?
-Niech będzie średnia, Coka Cola Zero i sos czosnkowy.
-OK.
Wyjął swój telefon z kieszeni i zaczął składać zamówienie z jakiejś pizzerii. Wypiłem do końca sok i odstawiłem szklankę do zlewu. Palcem pokazałem mu,że będę w swoim pokoju. Wszedłem do niego, upewniając się czy są zamknięte. Mam góra dwie minuty. Etui do moich sztucznych członków znalazło się w mojej dłoni, a potem w mojej ukochanej szufladzie. Posłałem tęskniące spojrzenie mojej kolekcji. Jeszcze trochę. Zamknąłem szufladę i schowałem kluczyk. I w tym momencie wszedł Yeol. Odetchnąłem i usiadłem na łóżku, opierając się o ścianę.
-Góra pół godziny.
-Ok.
Przejechałem dłonią po moich włosach, patrząc na Chanyeola. Usiadł obok mnie i jego dłoń znalazła się na mojej. Wziął ją i zaczął bawić się moimi palcami.
-Przypomniałeś sobie coś z tamtej nocy?
Moje średnice zapewne rozszerzyły się i od razu utkwiłem wzrok w Yeolu.
-Emm. Nie myślałem nad tym.
Skłamałem. Tak naprawdę próbowałem sobie coś przypomnieć, ale wyszło jak wyszło.. Nic nie pamiętam.
-A może chciałbyś mieć nowe wspomnienia?
Posłał mi flirtowski uśmiech i dłonią powiódł po moim udzie. Nawet nie wiesz jak bym chciał. Dwadzieścia pięć centymetrów! Dwadzieścia. Pięć. Warknąłem na niego i strzepnąłem jego dłoń.
-Ty lepiej myśl o jedzeniu, a nie ruchaniu. Bo kolejnego posiłku możesz się nie doczekać.
Wstałem w łóżka i schowałem pieniądze od mamy. Oparłem się o blat biurka i zacząłem głęboko oddychać. Tak mi trudno bez masturbacji..

środa, 12 sierpnia 2015

#.10. BaekYeol - EXO

Notka od autora:
Mam nadzieję, iż taki one shot przypadnie Wam do gustu!




Zawsze miałem słabość do takich jak on.

Męski, przystojny, wysoki, jasne farbowane włosy i przebijające się przez nie ciemne odrosty, silne, szerokie i umięśnione ramiona, umięśniony tors, tatuaże na ramieniu i nadgarstku, duże dłonie, długie palce, wąskie, ponętne biodra, długie, ogolone nogi, umięśnione łydki, duże stopy i...... Właściwie to nie wiem. I właśnie to mnie stresuje i zabiera sen z powiek. Nie wiem jakie jest jego przyrodzenie.
  Długie? Krótkie? Średnie? Grubsze? Cieńsze? Z dużą główką? Z średnią główką? Z małą główką? Czy jest szybko stające? Czy jest wolno stające na baczność?



Wyszykowany specjalnie dla niego, wyszedłem z domu i wsiadłem do już czekającej taksówki. Zatrzasnąłem drzwi po sobie i podałem adres kierowcy. Ten lekko zdziwiony i speszony, spojrzał na mnie w lusterku. Posłałem mu arogancki uśmiech i ten włączył licznik czasu i ruszyliśmy. Przez całą drogę wpatrywałem się w nagłówek przede mną, myśląc o dzisiejszej nocy. Zerknąłem na duże cyfry z przodu auta. 21:22. Jak zawsze na czas. Zapłaciłem kierowcy i podając mu pieniądze, wypowiedziałem zdanie, które chyba -wnioskując po jego minie- zapamięta do końca życia. "Polecam wpaść Panu następnym razem." Wysiadłem i z głową uniesioną do góry, przemierzyłem drogę od ulicy do wejścia do klubu. Kiwnąłem głową w stronę ochroniarza, a ten zmrużył oczy co oznacza jedno - Park ChanYeol jest w środku i czeka na mnie, nie wiedząc o tym.


Zaśmiałem się na żart jakiegoś chłopaka stojącego obok mnie i posłałem mu kwaśny wyraz twarzy. Ten rozumiejąc aluzję, westchnął i oddalił się ode mnie. Napiłem się alkoholu z mojego kieliszka typowego do drinków, nie odrywając wzroku od jego postaci. Prawie wyplułem moją zawartość ust, gdy nasze spojrzenia spotkały się. A gdy zlustrował swoimi pięknymi i pikantnymi oczyma moją osobę myślałem, że kieliszek wypadnie mi z dłoni. Ledwo połknąłem słodki napój i nagle wszystko zostało drastycznie przerwane. Aaron zabrał mi naczynie i włożył taki sam kieliszek, lecz z innym kolorem. Mój kieliszek z truskawkowym drinkiem znalazł się na tacy kelnera, który akurat przechodził obok nas.
 -Cytrynowo-jagodowy.
Złapałem z nim kontakt wzrokowy i bardzo dyskretnie powąchałem zawartość kieliszka.. Jak na razie zapach ma ładny.
 -Patrzył się na Ciebie.
 -Wiem.
 Tym razem zamiast wąchać zawartości kieliszka, wypiłem go do końca.
-Czyżby Baekhyun potrzebował odwagi?
Cisnąłem mu puste naczynie w dłonie i nie patrząc na niego skierowałem się w stronę Park ChanYeola. Patrząc mu w oczy, zagryzłem swoją dolną wargę i stanąłem przed nim.
-Park ChanYeol.
-Byun Baekhyun.
-Pragnę z-
Zaciąłem się i po prostu złapałem za pasek jego spodni, przyciągając jego ciało do mojego.
-Chcę wiedzieć jaki jest Twój penis.



Zawsze miałem słabość do takich jak on.

Męski, przystojny, wysoki, jasne farbowane włosy i przebijające się przez nie ciemne odrosty, silne, szerokie i umięśnione ramiona, umięśniony tors, tatuaże na ramieniu i nadgarstku, duże dłonie, długie palce, wąskie, ponętne biodra, długie, ogolone nogi, umięśnione łydki, duże stopy i...
Długi, grubszy, ze średnią główką i szybko stojący na mój widok, dotyk dłoni i ciepłego podniebienia.

piątek, 26 czerwca 2015

#.9. I.M - Monsta X

Drugi fanfic mojego autorstwa przed Wami, jak można przeczytać w tytule bohaterem jesteś Ty i I.M z Monsta X C: Jak tam wszyscy uczcili ostatni dzień szkoły? Mam nadzieję, że dobrze się bawiliście i jesteście gotowi na dwa miesiące odpoczynku. Także miłego czytania i pozdrawiam serdecznie wszystkich :D



Westchnęłaś przeciągle po przeczytaniu wiadomości od swojego chłopaka – Changkyuna. Byliście umówieni na godzinę 18 przez wejściem do kina, mieliście iść na nowy film - Jurrasic World. Lim napisał jednak, że nie przyjdzie. Napisał to jakąś godzinę po tej właściwej, wyznaczonej na wasze spotkanie. A ty stałaś jak głupia przed tym kinem i martwiłaś się o niego.
                Odpisałaś mu szybko, że nie ma sprawy i wyjdziecie gdzieś następnym razem, potem schowałaś telefon do torebki. Zacisnęłaś dłonie w pięści i starałaś się zwyczajnie wyjść z kina. Twoje oczy jednak szybko zapełniły się łzami, którymi zaraz zaczęłaś się również dławić.
                Powolnym krokiem szłaś przez park. Oświetlało cię pomarańczowe światło zachodzącego słońca. Pomimo, że widok był dzisiaj wyjątkowo piękny, ty i tak nie potrafiłaś się nim cieszyć. Zwyczajnie wróciłaś do domu, gdzie po wzięciu tabletek na ból głowy, runęłaś na miękkie posłanie i zasnęłaś.
***
                Wstałaś z nowym pokładem energii. Sen dobrze ci zrobił, więc zaraz po prysznicu, zabrałaś się za przyrządzanie śniadania. W tym samym czasie napisałaś do Changkyuna czy ma dzisiaj jakieś konkretne plany.
                Jedząc kanapkę praktycznie się nią zakrztusiłaś po przeczytaniu jego odpowiedzi. Chłopak bowiem napisał, że nie i prosił byś przyszła do niego do domu. Napisałaś mu wiadomość, że będziesz za jakąś godzinę i rzuciłaś lekko nadgryzioną kanapkę w kąt. Szybko przebrałaś się w ładniejsze ubrania i umalowałaś idealnie. Wybiegłaś wręcz z domu w skowronkach. A to wszystko dzięki Changkyunowi.
***
                Wysiadłszy z autobusu skierowałaś swoje kroki w kierunku jego mieszkania. Wtedy z rytmu wybiła cię nowa wiadomość. To znowu Changkyun. Prosił cię o zrobienie małych zakupów po drodze, gdyż nie miał on nic aktualnie w lodówce.
                Westchnęłaś lekko, gdyż byłaś już przed jego klatką, ale i tak zawróciłaś do sklepu. Droga szła ci opornie, gdyż specjalnie założyłaś szpilki, a nie byłaś specjalistką od chodzenia w nich. Co jednak mogłaś począć?
                Po kupieniu składników na ulubione danie Changkyuna rozpoczęłaś drogę powrotną do mieszkania chłopaka. Ostatecznie przez krzywy chodnik i ciężkie reklamówki straciłaś równowagę i torby wyleciały ci z rąk.
                - Cholera. – przeklęłaś i zaczęłaś powoli pakować z powrotem produkty do siatek.
                - Pomogę ci. – usłyszałaś nagle czyjś męski głos.
                Podniosłaś wysoko głowę i zauważyłaś młodego chłopaka. Miał on wyjątkowo łagodne rysy i ciepłe spojrzenie. Gdy tylko zorientował się, że się na niego patrzysz, uśmiechnął się również przyjaźnie.
                - Nic ci się nie stało? – zapytał, pakując za ciebie wszystkie rozsypane rzeczy.
                - Nie, dziękuję za pomoc. – mruknęłaś odrobinę skrępowana, kiedy chłopak podał ci obie z powrotem załadowane reklamówki.
                - Pomóc ci to zanieść? Jest trochę ciężkie. – zaproponował powoli.
                - Poradzę sobie. – skłoniłaś się lekko i szybkim krokiem pokonałaś ostatnie kroki dzielące cię od klatki Changkyuna. Dopiero tam przystanęłaś i obejrzałaś dokładnie swoje podarte kolana.
                Obtarłaś je niedbale z piasku i zaczęłaś wspinaczkę na trzecie piętro. W takich chwilach oddałabyś wszystko za windę w tym bloku. Niestety, realia nie pozwoliły ci na wygodne rozwiązanie.
                - Jestem. – zawołałaś niepewnie, gdy nareszcie weszłaś do mieszkania swojego chłopaka.
                - Cześć. – szatyn stał naprzeciwko drzwi wejściowych. Ubrany był jeszcze w dresy, które używał jako piżamę.
                - Nie zamknąłeś drzwi. – upomniałaś go. Zawsze walczyłaś z nim o tym, ponieważ chłopak wiecznie o tym zapominał.
                - Zapomniałem. – wzruszył ramionami.
                - No nieważne. – uśmiechnęłaś się do niego i doniosłaś ciężkie zakupy do kuchni. Postawiłaś je na blat i zaczęłaś wypakowywać. – Jadłeś coś?
                - Jeszcze nie. Czekałem na ciebie. – odparł.
                - No to ja coś zrobię, a ty może idź się ubierz? – zaproponowałaś wesoło.
                - Spoko. – po wypowiedzeniu jednego słowa, momentalnie ulotnił się z kuchni.
                Ty jednak przyzwyczajona do jego dość oschłego traktowania zwyczajnie zabrałaś się za przygotowywanie jakiegoś ciepłego posiłku. Doskonale wiedziałaś, że gdyby nie ty, Changkyun żywił by się samymi zupkami z proszku i pizzą.
                Postanowiłaś przygotować yukgaejang. Sporo wykosztowałaś się na dobry kawałek wołowiny, ale jednak gdy myślałaś o wdzięczności chłopaka, zaraz o tym zapominałaś. Ważne dla ciebie było to, że będzie on zadowolony.
                W czasie, kiedy gulasz się gotował, ty postanowiłaś trochę posprzątać. Nie byłaś osobą pedantyczną, jednak to, co działo się w mieszkaniu Changkyuna można by było porównać do trzeciej wojny światowej.
                Zebrałaś wszystkie porozrzucane, brudne ubrania do kupy. Sprzątnęłaś wszystkie walające się i zgniecione kartki papieru, na których były prawdopodobnie nieudane teksty piosenek. Odkurzyłaś mieszkanie i otworzyłaś okna, żeby się wywietrzyło. Ostatnią rzeczą, jaką zrobiłaś przed nałożeniem jedzenia do misek, było umycie naczyń.
                Jak na zawołanie, kiedy postawiłaś śniadwani-obiad na stół, do salonu wszedł Changkyun. Jego włosy były jeszcze wilgotne, a sama jego osoba pachniała delikatnie żelem pod prysznic.
                - Idealne wyczucie czasu. – zaśmiałaś się i pokazałaś mu, by usiadł.
                Szatyn zajął miejsce obok ciebie, na kanapie i wziął do ręki łyżkę. Obserwowałaś uważnie, kiedy smakuje pierwszą porcję zrobionego przez ciebie z wielkim wysiłkiem posiłku. Już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, kiedy przerwał wam jego telefon. Chłopak odebrał połączenie.
                Ty odwróciłaś od niego momentalnie wzrok. Wpatrywałaś się w krajobraz za oknem. Wiedziałaś co zaraz nastąpi. Po usłyszeniu, że Lim skończył rozmowę, żołądek ścisnął ci się odruchowo, a ty dalej patrzyłaś tępo w ten sam kierunek.
                - Doyeol dzwonił. – zaczął swoim niskim tonem. – Muszę się z nim zaraz spotkać.
                Tak, dokładnie to przewidywałaś.
                - Poczekasz tutaj na mnie? Będę za jakieś trzy godziny. – mówił dalej. Po odgłosach słyszałaś, że już zaczął ubierać buty. – A, i zamknij okno. Zimno tu jak w psiarni.
                - Chciałam wywietrzyć. – powiedziałaś drżącym głosem. Łzy ponownie napływały do twoich oczu.
                - Co? – spytał.
                - Nieważne, idź. Baw się dobrze. – starałaś się brzmieć normalnie, co na szczęście ci się udało.
                - Spoko. – tak brzmiało jego pożegnanie. Zaraz usłyszałaś trzask drzwi i w tym samym momencie wybuchnęłaś płaczem.
                To od zawsze tak wyglądało. Byłaś z nim od jakichś trzech miesięcy. Niby razem, a jednak czułaś się, jakby on nie wiedział o waszym związku. Ty za to starałaś się za dwóch, robiłaś dla niego wszystko. Za każdym razem, kiedy swoim zachowaniem doprowadzał cię do płaczu, ty, jak głupia wmawiałaś sobie, że to będzie ten ostatni raz. Ale ostatni raz nigdy nie nadejdzie.
                Otarłaś łzy i spojrzałaś na stygnące powoli jedzenie. Tak bardzo starałaś się przygotować je jak najlepiej, a nie usłyszałaś nawet słowa podziękowań. Zacisnęłaś mocno dłonie i wstałaś od stołu. Zwyczajnie wyszłaś z jego domu, zamykając go uprzednio swoim kompletem kluczy.
                Postanowiłaś od razu pojechać do Changkyuna i je mu oddać. Chciałaś jak najszybciej zakończyć ten bolesny związek. Na szczęście on i jego przyjaciel spotykali się zawsze w tym samym miejscu. Odnalezienie go więc nie zajmie ci dużo czasu.
***
                Gdy byłaś coraz bliżej swojego celu, twoje nogi coraz bardziej drżały. Zresztą nie tylko nogi. Nie potrafiłaś utrzymać porządnie w ręce pęku kluczy, przez co brzęczały irytująco. Tobie to jednak nie przeszkadzało, miałaś w tamtej chwili wrażenie, że ogłuchłaś i jedyne, co słyszysz, to bicie twojego serca.
                Zobaczyłaś go tak, gdzie się spodziewałaś. Siedział na trawie, opierając się o jakieś puste o tej porze rampy. Podeszłaś więc niepewnym krokiem.
                - Changkyun. – zwróciłaś na siebie jego uwagę.
                - Co ty tu robisz? – spytał zdziwiony.
                - Możemy porozmawiać? – zacisnęłaś klucze mocno w dłoni.
                - Mów. – mruknął.
                - Na osobności. – spojrzałaś wymownie na jego przyjaciela.
                - Chodź. – Lim westchnął ciężko, ale ostatecznie wstał. Pociągnął cię kilka metrów dalej, staliście zasłonięci przez kilka szerokich drzew. – Czemu tu przyszłaś?
                - To twoje. – podałaś mu klucze.
                - Czemu mi je oddajesz? – zmarszczył brwi.
                - To koniec. – powiedziałaś drżącym głosem.
                - Słucham? – w jego głosie mogłaś wyczuć nutę złości.
                - Mam tego dość.. – szepnęłaś. – Robię dla ciebie wszystko co w mojej mocy. Spełniam twoje zachcianki, jestem na każde twoje zawołanie i znikam tylko, kiedy powiesz choćby słówko o tym, że nie chcesz mnie widzieć.
                Spojrzałaś uważnie na chłopaka. Stał prosto i wpatrywał się w ciebie zacięcie. Wiedziałaś, że jak na razie nie ma zamiaru się odezwać.
                - Niestety ty masz to kompletnie gdzieś. – podsumowałaś. – Nawet nie wiesz ile razy płakałam. Teraz, jeśli się zastanowię, to chyba nie było dnia, kiedy nie uroniłam przez ciebie łzy. Jestem naprawdę głupia..
                - W takim razie droga wolna. – chłopak w końcu się odezwał. Jego ton był chłodny i twardy.
                - Czy ty mnie kiedykolwiek kochałeś? – kontynuowałaś, dając płynąć łzom po swoich policzkach. – Dlaczego zgodziłeś się ze mną być, kiedy nic do mnie nie czułeś? Dlaczego dawałeś mi głupią nadzieję na to, że mnie pokochasz?
                - Mam dość tej rozmowy. Po prostu już idź i nie dzwoń do mnie. – Changkyun mruknął nisko.
                - Nawet teraz nie potrafisz mi okazać swoich uczuć. – zauważyłaś. – Masz serce z kamienia? Nie rozumiem, kompletnie tego nie rozumiem.. Czy nie ma choć odrobiny nadziei, że twoje uczucia się zmienią? Nie możesz mnie pokochać.. Chociaż trochę polubić.. Tak powoli, powolutku.. ja..
                - Idź stąd! -  chłopak wrzasnął nagle. Podskoczyłaś przerażona na jego nagły wybuch. – Powiedziałem, że masz mnie zostawić w spokoju! Czego nie rozumiesz idiotko?!
                - Ja.. – zawahałaś się, jednak widząc jego minę, zamilkłaś. Lim w tym czasie odwrócił się i zwyczajnie odszedł.
                Patrzyłaś jak odchodzi, jak jego wizerunek staje się coraz mniejszy. Płakałaś znowu. To stało się już twoim nawykiem.
***
                Gdy wróciłaś do domu momentalnie zdjęłaś szpilki. Rzuciłaś je w kąt mieszkania i obolałym, przez długi spacer, krokiem ruszyłaś w stronę kanapy. Ułożyłaś się na niej w pozycji embrionalnej i westchnęłaś ciężko.
                Sama nie wiedziałaś jak masz się czuć. Z jednej strony czułaś, że nagle i bezpowrotnie straciłaś ogromną część siebie.  Było to tak, jakby ktoś szybko wyrwał ci twoje serce. Krwawiłaś w środku.
                Z drugiej strony jednak jak mogło cię boleć coś, co utraciłaś? Skoro Changkyun  już dawno zabrał ci twoje serce, jak mogłaś czuć jego ból? To był chore.
                O dziwo pogoda była irytująco piękna. Zawsze wyobrażałaś sobie, że kiedy będziesz zrywać to w deszczu, ogromnej ulewie, która ukryje twoje łzy. Dlaczego więc słońce pięknie świeciło, niebo było bezchmurne, a każdy inny, kogo spotkałaś na swojej drodze do domu śmiał się radośnie? To było idiotyczne.
***
                Od twojego rozstania z Changkyunem minęły dwa tygodnie. Ty w tym czasie siedziałaś przez ten cały czas z domu. Wychodziłaś jedynie raz na kilka dni do sklepu. Poza tym snułaś się po domu jak duch, wrak człowieka.
                Tak jak powiedział ci twój już były chłopak, nie kontaktowałaś się z nim. Chociaż bardzo chciałaś. Pomimo, że  przysporzył ci on tyle bólu, ty dalej go kochałaś. Nie potrafiłaś tak szybko pozbyć się kogoś, kto był dla ciebie wszystkim. Starałaś wmawiać sobie, że to kwestia czasu. Chciałaś wierzyć, że w końcu o nim zapomnisz.
                Twoje myśli przerwało pukanie do drzwi. Powoli ruszyłaś się z kanapy, czując przy tym, jak bardzo twoje ciało zdrętwiało przez siedzenie w jednej pozycji przez dłuższy czas.
                Jednak widok osoby, która stała za twoimi drzwiami sprawił, że każda komórka twoje ciała zaczęła żyć. Zrobiło ci się gorąco, ręce zaczęły ci się trząść, a do twoich oczu, jakby już z przyzwyczajenia zaczęły napływać łzy.
                - Nie płacz. – to były pierwsze słowa, jakie usłyszałaś od Changkyuna po tym wszystkim. – Błagam cię, nie rób tego. Nie przez kogoś takiego, jak ja.
                Patrzyłaś na niego zaskoczona. Miałaś dziwne odczucie, że to ktoś inny, ale jednak wszystkie zmysły upewniały cię, że to Changkyun.
                - Pytałaś się mnie dlaczego, dlaczego z tobą byłem. Odpowiem ci teraz. – spauzował na chwilę. – Nie wiem. Sam tego nie rozumiem. Nie rozumiem ani siebie, ani moich uczuć w stosunku do ciebie. Na początku, kiedy kazałem ci odejść, w ogóle się o ciebie nie martwiłem. Dopiero później, kiedy byłem sam zrozumiałem, że w tamtej chwili odrzuciłem wszystko, co ważne. Przez cały ten czas nie potrafiłem nic zrobić. Żaden napisany tekst nie był dobry, nie potrafiłem z nikim rozmawiać, zrobienie zwykłego ramenu mnie przerastało. Nawet nie wiesz, ile razy zaciąłem się przy goleniu. – zaśmiał się lekko. – Wiesz czemu?
                - Dlaczego? – spytałaś cicho.
                - Bo jestem bardziej twój, niż ty moja. – odparł i ułożył delikatnie dłonie na twoich policzkach. Przetarł wilgotne jeszcze ślady łez. – Musiałem być szalony, że pozwoliłem ci odejść. Sam, bez ciebie jestem niczym. – przybliżył delikatnie swoją twarz do twojej i pocałował cię.
                To był wasz pierwszy pocałunek. Marzyłaś o nim od dawna. Był jednak o wiele lepszy niż mogłaś to sobie wyobrazić. Changkyun muskał twoje usta powoli i z uczuciem. Po raz pierwszy mogłaś poczuć coś od niego. Była to tęsknota, żal i.. miłość.
                Kiedy wreszcie oderwał się od ciebie, oparł swoje czoło o twoje i uśmiechnął delikatnie.
                - Przepraszam, że przyszedłem tak późno. – wyszeptał. – Tak bardzo za tobą tęskniłem. Myślę, że nie wytrzymam już więcej naszej rozłąki, więc proszę, pozwól mi patrzeć na siebie codziennie.
                - Dobrze. – przytaknęłaś delikatnie.
                - I również nie płacz więcej. – złożył motyli pocałunek na twoich ustach. – Nie możesz. Wiesz dlaczego? Ponieważ cię kocham.
                - Ten ostatni raz.. – mruknęłaś, kiedy po twoim policzku spłynęła łza. Tym razem była to łza szczęścia. Byłaś naprawdę szczęśliwa. Jeśli to był sen, nie chciałaś się z niego obudzić za wszelką cenę.
                - Kocham cię _____. – powtórzył po raz kolejny i delikatnie otarł kciukiem twoją łzę.

środa, 24 czerwca 2015

#.8. Hansol - SEVENTEEN

Notka od autora:
Oto fan fiction z Vernonem ^^ Mam nadzieję,że spodoba się wszystkim fanom i innym czytającym. 
Jutro są apele w szkołach życzę Wam, by jak najwięcej razy wyczytywali Wasze nazwisko. :) Moje będzie. :D



Zanurzyłam dłonie w jego włosach,przyciągając jego głowę. Złączyłam nasze usta w szybkim pocałunku. Głośny jęk wydostał się z moich ust,czując penisa Hansola coraz głębiej. Zamknęłam oczy z rozkoszy i przeniosłam dłonie na plecy mojego chłopaka. On za to przejechał po mojej talii dłońmi,dochodząc do bioder,które przytrzymał,wykonując mocniejsze ruchy. Objęłam Hansola za szyję i przyciągnęłam go jeszcze bliżej. Na całym ramieniu zaczęłam czuć jego przyspieszony oddech. Powoli zaczęłam wychodzić mu na przeciw i tym spowodowałam,że objął moją talię,delikatnie mnie podnosząc. Gdy to zrobił wręcz krzyknęłam. Od prawie dwóch tygodni nie mogłam poczuć jego dotyku na moim ciele.
-Mhmm.Hansol.Mocniej.
Wyjąkałam,czując,że zaraz nadejdzie finał z mojej strony. Hansol podniósł swoją głowę i uśmiechnął się w ten swój sposób.Oczywiście jeszcze bardziej podnieciłam się i zawstydziłam.Odwróciłam głowę,ale on przeniósł ją na wcześniejsze miejsce. Ucałował moje usta i jak zwykle wyszeptał bym doszła. Wiele nie było trzeba,bym to zrobiła. Mój chłopak wykonał dosłownie dwa ruchy i również doszedł. Uśmiechnęłam się od ucha do ucha i przyciągnęłam go do namiętnego pocałunku,który oczywiście odwzajemnił. W takich momentach nie myślę o swoich problemach,jakie ma dziewczyna powoli wchodząca w dorosłość. Vernon wyszedł ze mnie i ułożył się obok,złączając nasze dłonie. Ja za to zdjęłam mu prezerwatywę i położyłem na szafce nocnej.
-Później wyrzucę.
Powiedziałam i położyłam głowę w jego zagłębieniu między ramieniem a szyją. Próbując unormować swój oddech,ucałowałam jego szyję.

***

Zaśmiałam się z żartu Joshuy i chciałam odwrócić się by udać się do kuchni, ale poczułam jak ktoś oplata mnie w talli i oddech tej osoby na swojej szyi. Uśmiechnęłam się.
-Cześć Hansol.
Wyszeptałam.
-Witaj.
Nagle jego dłoń znalazła się przede mną z piękną czerwoną różą. Przegryzłam wargę i odwróciłam głowę na bok. Pocałowałam go w policzek i zabrałam różę. Z różą udałam się do kuchni. Trzeba wstawić ją do wody.

***Perspektywa Wooziego.

-Tak więc przekaż performance team,że jutro mają próbę do występu o 8 rano. Idę wziąć prysznic.
Wstałem z krzesła i wszedłem po przeklętych schodach. Dzisiaj już tyle się nachodziłem. Od sali do sali,od studia do studia. Pełno schodów,bo winda była ozdobiona w kartkę z napisem"awaria". Odłożyłem torbę do swojego pokoju i udałem się do pokoju -twoje imię- . Cicho otworzyłem drzwi,chcąc zaskoczyć ją,ale to ja się zaskoczyłem,a raczej zszokowałem. Utkwiłem swój wzrok w całującej się -t.i- i Vernonie. Dlaczego ona jest bez bluzki i on również. Czy oni regularnie uprawiają seks? Czy są razem? Czy -t.i- niczego nie żałuje?
-Woozi. Przykro mi.
Usłyszałem przy uchu głos maknae. Nic nie odpowiedziałem. O co tu chodzi. Przecież -t.i- nie może mieć chłopaka. Przecież nie wypada jej przecież.
-Co jest Dino? O matko.
Tym razem głos D.K. Odwróciłem się w ich stronę,zamykając drzwi. Co to ma znaczyć?
-Czemu.Czemu oni. Oni są tam razem?
Ledwo wydałem się z siebie głos. Nic nie rozumiem.D.K podrapał się po karku i posłał mi niepewne spojrzenie.
-Dlaczego nie mogłeś być ty tam zamiast jego! Dlaczego to cholerny Hansol musi być z moją siostrą w łóżku? Czemu to nie ty D.K!
Ostatnie zdanie wykrzyknąłem i złapałem Seokmina za koszulkę. Zmarnowany dzisiejszym dniem,położyłem swoją głowę na jego torsie. Po chwili D.K wziął mnie na ręce,zapewne prowadząc do mojego pokoju,który dzielę z liderem i Jeonghwanem.

***

-Masakra.
Wyszeptałam sama do siebie i ponownie spróbowałam wyprostować rąbek mojej jasno różowej koszuli. Z nerwów jest teraz cały pognieciony. Nagle światła zgasły,a ja automatycznie wyprostowałam się i zawiesiłam wzrok na scenie. Za chwilę pojawi się na niej mój kochany brat i reszta zespołu. Jest to ich pierwszy występ przed wszystkimi najważniejszymi ludźmi z całej wytwórni. Nie dość,że muszą tańczyć to jeszcze śpiewać. Jest to cholernie trudne,a czym bardziej skomplikowany układ tym gorzej. Światła sceny zgasły i po paru sekundach znów się zapaliły i całą salę wypełniła muzyka. Chłopacy zaczęli tańczyć i śpiewać. Zaczęłam poruszać głową w rytm piosenki. Już wiele razy ją słyszałam i całkowicie zawładnęła moim sercem. Zawiesiłam wzrok na Hansolu. Poprawiłam włosy,gdy nasze spojrzenie się spotkały,a on uśmiechnął się. Najpiękniej jak potrafi. Jego białe zęby chyba oświetliły cała salę. Odwzajemniłam uśmiech i nagle pojawił się mój brat. Podniosłam do góry dłoń,ukazując mu i reszcie,że trzymam kciuk. Będzie dobrze. Będzie idealnie!

*** Twoja perspektywa.

-Ach.
-Co jest?
Przeniosłam wzrok na Vernona i posłałam mu słaby uśmiech.
-Naprawdę jest mi przykro i głupio,że Woozi nie wie,że jesteśmy razem.
-Spokojnie,wszystko będzie dobrze. Zobaczysz.
Hansol podniósł się i objął moją twarz. Złączył nasze usta w wolnym pocałunku. Gdy nasze usta oderwały się od siebie,od razu wtuliłam się w jego nagi tors.

***Perspektywa Wooziego.

-To jest niemożliwe.
Wyszeptałem już któryś raz to samo zdanie w ciągu pięciu minut. Cały czas w głowie biję się ze swoimi myślami,nie mówiąc za bardzo nic nowego na głos.
-Woozi,ogarnij się. Wszystko będzie okey.
-Ile już o nich wiecie? Czemu ja nic nie widziałem!
-Bo ostatnio mało spędzasz czasu z -t.i.-, nie zauważyłeś tego? Kiedy ostatnio robiliście coś razem?
Pytania Hoshiego od razu zawładnęły całym mną. To moja wina. Gdybym cały czas spędzał z nią czas,nie doszłoby do czegoś takiego. Nie doszłoby do tego,że moja siostra wylądowała w łóżku z Vernonem.
-Przecież szykujemy już drugą płytę. Ja i S.Coups mamy najwięcej roboty.
-Wiemy o tym,lecz twoja siostra od zawsze była dla Ciebie ważna.
-Masz racę. Mogłem trochę częściej patrzeć się na nią.
-Naprawdę nie widziałeś ja Hansol dawał -t.i- różne kwiaty i jakieś inne duperele? Często to robił.
Nagle w pokoju znalazł się Seunghwan. Spojrzałem na na niego zdziwiony.
-Cały czas ze sobą flirtowali i nadal to robią.
-Nadal? To jednak są razem!
-No tak..
Tym razem odezwał się Dino. Zakryłem twarz dłońmi. Przecież ona nie jest jeszcze gotowa na poważniejszy związek.
-Czemu nie chcesz by oni byli razem?Poszczęściło się im. Hansol jedyny ma dziewczynę.
Westchnąłem na słowa lidera. Może ma rację,ale przeszłość czasem jest dwa kroki przed teraźniejszością.

***Kolejny dzień. ; Twoja perspektywa.

-Masz jakieś plany na dzisiaj?
-Muszę iść do szkoły po papiery i zanieść je do Pana Junga. Również umówiłam się na obiad z Ashley.
-Ok.No to spotkamy się dopiero wieczorem?
-Mam nadzieję.
Posłałam uśmiech Vernonowi i otworzyłam drzwi od pokoju.Chciałam wyjść,ale odwróciłam się z powrotem wpadając na jego tors.
-Czytamy sobie chyba w myślach.
Powiedział i pochylił się nade mną. Puściłam mu oczko i ucałowałam te cudowne usta. Jeszcze jeden cmok i zawiesiłam ręce na jego szyi. Hansol objął mnie w talii. Zatopiliśmy swoje usta w namiętnym pocałunku.Musi nam starczyć na cały dzień,bo nie mogę za często wpadać na próby chłopaków.Nie teraz gdy mają do nauki nową choreografię. Przegryzłam mu wargę i delikatnie klepnęłam go w pośladek. W duchu zaczęłam się śmiać. Pisnęłam,gdy on również mnie klepnął. Szybko odwróciłam się i pocałowałam go. Gdy oderwałam się od niego,od razu zasypały mnie i Hansola powitania.
-Cześć -t.i-.
-Cześć Hansol. Witaj -t.i.-.
I tak razy pięć. Bo zabrakło mojego brata i lidera. Wszyscy zaczęliśmy schodzić na dół na śniadanie. Oczywiście mój brat zapewne już się tym zajął,a lider mu pomaga. Zazwyczaj jeszcze rozmawiają przy przygotowaniu czegokolwiek dla reszty mieszkańców. Zostałam w tyle z D.K.
-Uważajcie.
Powiedział,a ja zdębiałam.Co to znaczy? Na co mam uważać? I "uważajcie". Już chciałam zapytać się o co chodzi,ale nie zdążyłam. D.K zbiegł po schodach,nie oglądając się za siebie.

***Perspektywa Hansola.

Uśmiechnąłem się,gdy ujrzałem -t.i- leżącą na swoim łóżku,które ostatnio tak często z nią dzielę. Podszedłem bliżej i pochyliłem się nad moją dziewczyną. Ucałowałem jej czoło i przykryłem kołdrą. Ponownie ucałowałem ją,ale tym razem delikatnie w usta. Podniosłem się i podskoczyłem w miejscu. Mój boże. Jak tam można straszyć człowieka? Woozi.
Podniosłem na niego wzrok. Czy on to wszystko widział? Co on tu robi?
-Widziałem was wczoraj.
Moje oczy chyba zrobiły się jeszcze większe. Kiedy mógł nas widzieć?
-Byliście świeżo po seksie.
O kurwa. Widział nas. Z nerwów złapałem się za włosy,by ponownie podskoczyć w miejscu.
-Jak mogłeś uprawiać z nią seks?! Jak mogłeś uwodzić ją!
Woozi wybuchnął, a ja stanąłem jak drzewo. Pierwszy raz czuję jak ten mały chłopak jest na mnie wkurzony. I to prawda,że aż ciarki przechodzą po całym ciele.
-Nie wierzę w to! Ty! Jeszcze gdyby to był ktoś inny,ale ty!
Woozi podniósł się i zaczął bić mnie w klatkę piersiową pięściami. Złapałem jego nadgarstki,choć trochę próbując obrobić się przed niechcianymi siniakami. Nie mogę się z nim bić.
-Jesteś jednym zwykłym skurwielem! Po tym wszystkim masz czelność całować i dotykać moją siostrę! Ona nie ma nikogo oprócz mnie!
-Od pewnego czasu ma jeszcze mnie.
Warknąłem i odepchnąłem go. Jihoon lekko zatoczył się.
-Jak możesz uprawiać z nią seks! Jak ona mogła się na to zgadzać! To że kiedyś była molestowana nie starcza jej! Czemu chcesz mi odebrać jedyną ważną mi osobę.
-Możesz przestać wygadywać takie głupoty! Nikogo Ci nie odbieram! Zakochałem się! To nie moja wina.
-Taak.Ty się zakochałeś. Już to widzę.Chcesz się tylko nią pobawić!
-Aż tak chcesz dostać w pysk?! Proszę bardzo.
Szybko złapałem go za ramiona i uderzyłem pięścią w policzek. Chciałem ponownie go uderzyć,ale nagle między nami znalazła się -t.i-.
-Hansol! Zostaw go! Nie bij go.
Duże łzy zaczęły lecieć po jej bladych policzkach,rozmazując makijaż. Przegryzłem wargę i opuściłem ręce. Nie będę bił go przy -t.i-.
-Wrócimy jeszcze do tej rozmowy.
Wychrapał i wyszedł z pokoju w towarzystwie Senghwana. Przejechałem dłonią po włosach i spojrzałem na -t.i-.
-Przepraszam.
Wyszeptałem i usiadłem na łóżku.
-Jak on się dowiedział?Ktoś mu powiedział?
-Widział nas.
-t.i- głośno wciągnęła powietrze.
-Wczoraj po seksie w tym łóżku.
-Niech to.
-t.i- ciężko upadła na łóżko obok mnie. Westchnąłem zrezygnowany i objąłem moją ukochaną. Cztery miesiące jesteśmy razem,ale nigdy bym nie pomyślał,że Woozi tak zareaguje. Mieliśmy powiedzieć mu na dniach,ale samo wyszło.Nie dziwię się,że jest na mnie wściekły. Od prawie początku naszej znajomości dokuczałem mu,potem nie było na to czasu,aż jego siostra zamieszkała z nami,bo rodzice Wooziego i -t.i- zginęli w wypadku.
-Idź weź prysznic. Ja też wezmę i przyjdę do Ciebie,ok?
-Dobrze.
-No to mykaj..
-t.i- wolnym krokiem udała się do swojej łazienki. Oddaliśmy jedynej dziewczynie w tym domu pokój z łazienką. Nie chcieliśmy by korzystała z tych samych pryszniców co my. Mamy dużą łazienkę z czterema prysznicami i oddzielonymi od siebie toaletami. Również jest ich cztery. Jakoś na szczęście wyrabiamy się. Również wstałem i poszedłem po ciuchy na zmianę i swój ręcznik. Wziąłem szybki prysznic,będąc sam w części z prysznicami. Wróciłem do wcześniejszego pokoju i już zastałem -t.i- w łóżku. Ułożyłem się obok niej i objąłem ją.
-Wytłumaczymy z nim wszystko.Nie martw się. Chyba nie zabroni być nam razem,prawda?
-Chyba nie.
-t.i- odwróciła się całym ciałem w moją stronę i pocałowała mnie. Odwzajemniłem pocałunek i poprawiłem swoje włosy.
-Idź spać.
-Mhm.
Kolejny pocałunek i jakoś spróbowaliśmy zasnąć.

***Twoja perspektywa.

-Co w tym złego,że będziemy razem? I zamknij się Hoshi.Tu nie ma znaczenie długość no!
-Jak to nie! My Azjaci mamy dość małe,są wyjątki jak Mingyu i D.K! I ty,ale ty to mieszaniec.
-Nie mów tak na mnie.
Vernon warknął do blondyna i Woozi usiadł na krześle. Obudzili mnie swoim głośnym gadaniem. Wszyscy członkowie zespołu tutaj są.
-Jak byliśmy dziećmi nasi rodzice molestowali nas i gwałcili. Wiesz co to znaczy,gdy karzą Ci uprawiać seks z własną siostrą! Nie chcę by -t.i- przeżywała podobne chwile. Chcę bronic ją jako jej brat i prawny opiekun.
-Molestowana?
Hansol niepewnie rozejrzał się po wszystkich.Wszyscy są tak samo zszokowani jak mój chłopak. To było dawno Woozi. Zaczynam już tego nie pamiętać.
-Co. Co da Ci jak zakażesz się nam spotykać? Musielibyśmy przeczekać te dwa miesiące i -t.i- byłaby już pełnoletnia. Na jedno by wyszło.
-Taka prawda.
Powiedziałam wchodząc do pokoju. Wszyscy utkwili we mnie wzrok. Już przyzwyczaiłam się do tak dużej ilości par oczu.
-Pamiętam wszystko Woozi,ale nie mogę żyć tym co było. Teraz jestem szczęśliwa.
Złapałam Hansola za dłoń i wtuliłam się w niego.
-Co tu robisz?
-Obudziliście mnie
Odpowiedziałam również szeptem Hansolowi.
-Mam na co dzień mojego braciszka,Hansola i was wszystkich. Uwielbiam Was. Dobrze się z Wami czuję i dziękuje Wam,że tak mnie wspieracie. Woozi zapomnij o tym. Bądź również szczęśliwy co ja.
Podeszłam do mojego brata i przytuliłam go. Po chwili wtulił się w nas Vernon,potem Dino,Wonwoo i cała reszta zespołu. Jednak szybko musieliśmy wyjść z tego uścisku,bo brak tlenu zaczął się udzielać.

***

-Czekajcie na nas!
Krzyk lidera doszedł do naszych uszu i od razu zatrzymaliśmy się całą siódemką. Uśmiechnęłam się do Hansola i mocniej ścisnęłam jego dłoń. Gdy reszta dotarła do nas,już wolniejszym krokiem zaczęliśmy iść w stronę lunaparku. Dawno nie byłam w takim miejscu i Mingyu uratował nas od spędzenia wolnego dnia w domu. Cieszę się,że nie mam już żadnych tajemnic przed moim bratem. Wkrótce planujemy podzielić się naszym związkiem z fanami z całego świata.

piątek, 29 maja 2015

#.7. Jonghyun/Kibum - SHINee

Notka od autora:
Cześć Wszystkim! Tak, więc JongKey idzie w Wasze rączki, a raczej w umysły. Mam nadzieje,że pojawią się tutaj minimum dwa komentarze. :) Miłego weekendu!! 

Czy wiesz czy znasz to uczucie, gdy nie wiesz czy możesz zaryzykować? Ja mam tak od dwóch lat. Boję się mu wyznać swoich uczuć. Nie dlatego,że nie chcę odrzucenia tylko dlatego by nie było już zespołu. Przecież takie coś mogłoby zniszczyć wszystko. Co z tego,że Minho i Taemin skrycie od czterech lat uprawiają seks. Nie wiem czy Jonghyun i Onew to wiedzą,ale ja wiem bo widziałem ich parę razy. Oni oczywiście nie wiedza,że ja o nich wiem. Ani nikt oprócz mojego psa nie wie,że jestem homoseksualny.
Rzuciłem krótkie spojrzenie Jonghyunowi, zahaczając wzrokiem o te piękne włosy.Białe włosy.Cieszę się,że jesteśmy ze sobą tak blisko. Mogę ich dotykać. Mi pozwala na to jako jedynemu z całego zespołu. Zdjąłem koszulę i zacząłem przeglądać w szafie czegoś na zmianę. Spociłem się jak cholera. To wszystko przez gadanie menadżera. Że on rozumie,że może mamy jakiś ukryty związek, że może uprawiamy grupowy seks. Myślałem,że zemdleję słysząc same słowo ''kochać''.
-Co tam Kibum?
Podskoczyłem, czując jego oddech przy uchu i ręce owijające moją talię.
-Jonghyun! Nie dotykaj mnie. Jestem cały spocony.
Zacząłem mocować się z jego dłońmi, ale na marne.
-Przesadzasz.
Poczułem jego nos na karku.
-Nadal pachniesz perfumami, więc nie jesteś aż tak spocony.
Ty za to jesteś codziennie po siłowni. Uwielbiam wtedy patrzeć na jego włosy,które są ułożone w różnych kierunkach. Uwielbiam wtedy patrzeć na jego spoconą bluzkę, która podkreśla jego mięśnie.
-Chodź ze mną pod prysznic.
-Co?! Nie!
-Bummie.
-Nie. Chcę sam. Ty też chcesz sam.
Tym razem udało mi się zabrać jego ręce z mojej talii i wziąłem pierwszą lepszą bluzkę i szybkim krokiem znalazłem się w łazience. Po drodze zgarnąłem ręcznik i nowy żel pod prysznic.Zdjąłem ciuchy,układając je i kładąc na pralkę. Wskoczyłem pod prysznic z żelem i odkręciłem letnią wodę.
-Achh.
Westchnąłem i zacząłem nakładać nowy żel. Tym razem cytrynowy. Omo! Jest boski. Wracając do Jonghyuna. Kiedyś ciągle braliśmy wspólne prysznice. Ale wtedy po pierwsze nie byłem w nim zakochany, po drugie nie miał tak pięknego ciała jak teraz i po trzecie nie podniecały mnie same jego włosy. Kolejne westchnięcie.
-Jezus maria.
Odstawiłem żel na półeczkę i zakręciłem wodę. Czarnym ręcznikiem zacząłem się wycierać. Na koniec owinąłem się nim w pasie. Zapomniałem o bokserkach i spodniach. Wyszedłem tak jakby zza ścianki i szukając kremu z kosmetyczki, usłyszałem odchrząknięcie. Ponownie podskoczyłem i odwróciłem się. Na sedesie siedzi Jonghyun.
-Co ty tu robisz?
-Czekam.
Uśmiechnął się do mnie co odwzajemniłem tylko mój uśmiech jest troszkę mniejszy. Ponownie odwróciłem się do niego tyłem i zacząłem nakładać krem na twarz. Oczywiście wcześniejszy makijaż zmyłem od razu po powrocie do dormu.
-Uświadomiłem sobie pewną rzecz.
-Mhm.
Po rozprowadzeniu kremu, wziąłem go jeszcze troszkę i tym razem zacząłem go wklepywać.
-Kibum ile my się już znamy?
-9 lat będzie 1 września.
-Menadżer dał nam wolne tego dnia. I pomyślałem,że możemy to jakoś uczcić.
-Chętnie.
Odwróciłem się do niego,opierając o umywalkę. Nie mam tak dobrze zbudowanego ciała jak on, ale nie narzekam.
-No to teraz ja idę i potem wybieram się na siłownie. Idziesz ze mną?
-Keke. Pobiegam sobie.
Puściłem mu oczko i wziąłem swoje rzeczy. Zostawiłem go samego w łazience. No to muszę założyć jednak co innego i najpierw obiad.

***

-Ja już nie mogę.
Usiadłem obok Jonghyuna. Padam z nóg. Normalnie gorzej niż po ciężkim treningu. Naprawdę muszę chociaż co drugi-trzeci dzień chodzić czy na siłownie biegać czy normalnie bo zdycham. Jeszcze on ściągnął to głupią koszulkę. Muszę gdzie indziej zawiesić wzrok. Bieżnia? Nie bo wykończyła mnie. Jakaś dziewczyna,która specjalnie ubrała zajebiście obcisłą bluzkę,że zaraz piersi jej wypadną? Automatycznie skrzywiłem się i wspomnienie pojawiło się w mojej głowie. Pamiętam jak koleżanka z klasy, która nawet podobała mi się przyszła do mnie no i oczywiście miało co do czego dojść. Gdy zacząłem zajmować się jej piersiami nic nie czułem. Żadnego podniecenia, ani nic. Pocałunki, widok nagiej górnej części ciała dziewczyny? Kobiety? Wtedy powiedziałem jej,że nie pociąga mnie. Oczywiście wytłumaczyłem wszystko, bo nie chciałem jej obrazić.Na szczęście zaprzyjaźniliśmy się wtedy. Do tej pory utrzymujemy kontakty, choć już one słabną. Ale dziewczyna wyjechała do Europy, a ja zająłem się karierą.
-Bummie?
Ocknąłem się i przeniosłem wzrok wprost w oczy Jonghyuna. Są piękne naprawdę.
-C-co?
-Zamyśliłeś się?
-Ehem.
-Zbierajmy się.Ja tutaj wezmę prysznic. Nie wiem jak ty.
Pomógł mi wstać i pierwszy skierowałem się w stronę szatni. Czemu czuję jakby ktoś gapił mi się na tyłek.
-Czeeeść kochany. Jakieś plany na wieczór? Chętnie zapełnię ci ten czas.
Spojrzałem się krzywo na jakiegoś faceta. Czy on sobie kurwa jaja robi? Wyminąłem go,idąc dalej. Teraz czuję rękę na dole moich pleców.
-Spieprzaj koleś! Ślepy jesteś!
Odwróciłem się w jego stronę i uderzyłem z całej siły w ramię. Jako gwiazda nie mogę sobie za dużo pozwalać.
-Yah! Ok,ok.
Chłopak podniósł ręce w geście obronnym patrząc to na mnie to na Jonga. Jonghyun posłał mu ostatnie złowrogie spojrzenie i zarzucił mi rękę na ramię.
-Wspólny prysznic?
Moje spojrzenie w jego stronę mówi wszystko.

***

-To macie zamiar gdzieś iść czy my mamy?
Od jakiś dwudziestu minut rozmawiamy wszyscy o moim świętowaniu.
-Key jesteś uke,prawda?
Spojrzałem dziwnie na Minho.
-Czy on ci wygląda na seme?
-No dzięki Jonghyun!
Uderzyłem go w klatkę piersiową.
-To bolało skarbie.
Złapał się za miejsce w które oberwał i pochylił się nade mną. O matko boska. Moje serce wariuje.
-Boże, nie przy ludziach!
Krzyknął Onew i wszyscy spojrzeliśmy na niego dziwnie.
-Boże. Możecie uprawiać jakieś grupowe orgie, ale beze mnie!
-Ale o co ci chodzi?
Mruknąłem. Przecież J...
-Czy ty myślisz,że przed chwilą. Ja z Jonghyunem? Co!
Gwałtownie wstałem i ruszyłem do kuchni. Ktoś za mną idzie. Jak będzie to Jonghyun to naprawdę przywalę mu tym razem w te seksowne,pełne usta.
-Hyung. Ja wiem.
-O czym?
Mruknąłem znudzony i nastawiłem wodę na herbatkę. W końcu trzeba dbać o swoje zdrowie. A gdy ma się troszkę kaski, można kupować zupełnie naturalne herbatki, prosto z skądś tam.
-O tym,że jesteś gejem.
I jakby to była u mnie normalna rzecz,wyplułem to co miałem w ustach.
-O czym ty mówisz?
-Ty też wiesz,że ja i Minho. Myślisz,że nie było słychać Twoich westchnień i zarazem nagłego wdychania powietrza?
-Jestem, ale co z tego?
-Podoba ci się Jonghyun, to wszyscy wiemy.
-NAWET ON!?
-Głośniej hyung, głośniej.
-Ehh.
-Mam nadzieję,że wyznasz mu to w waszą rocznicę.
-Myślisz,że on też?
-Jeszcze wspomnisz moje słowa. On ciągle pożera cię wzrokiem. Najchętniej zgarnąłby cię na ramię i przesiedział tysiąc lat z tobą w łóżku.
-Aż tak?
-Nooo. Hyung powiedz mu to. Zobaczysz będzie dobrze.
-Zobaczymy Taemin. Zobaczymy.
Wziąłem herbatę i przez salon powędrowałem na schody. Specjalnie lekko odwróciłem głowę, udając czy czegoś nie zostawiłem na schodku. On naprawdę gapi się na mnie. I nawet chyba na mój tyłek. Może naprawdę on coś do mnie czuję? Tak bardzo boję się zniszczyć to. Zniszczyć zespół i przyjaźń..

***

-Naprawdę podoba ci się?
-Bardzo.
Ponownie pisnąłem i wtuliłem się w Jonghyuna. Trochę to trudno,bo jestem prawie wyższy o głowę. Prawie.
-Bardzo mnie to cieszy,że podoba ci się to. Ale nie wydurniaj się. -Zaśmiał się.-Wiem,że jestem niski.
-Oj tam! Dlatego jesteś Jonghyunem.
Pociągnąłem go za rękę w stronę jedynego stolika na tym wzgórzu. Jest pięknie. Cały dzień spędziliśmy na mieście. Byliśmy w kinie, na obiedzie. Potem na kawie i teraz tutaj. Dosłownie przy sercu trzymam swój prezent dla Jonghyuna. Mam nadzieję,że spodoba mu się. Usiedliśmy przy stoliku. Ledwo powstrzymałem go, przed tym by odsunął mi krzesło. Czy aż tak bardzo wyglądam na kobietę!?
-To już dziewięć lat. Nie mogę w to uwierzyć.
-Piękna liczba. Jednak są takie przyjaźnie,które przetrwają wszystko. Poszczęściło nam się z tym,że trafiliśmy do jednego zespołu.
-Naprawdę nie mogę w to uwierzyć. Tak się cieszę,że nadal przy mnie jesteś.
-Nie rozumiem czemu miałbym nie być.
Posłałem mu uśmiech i zatonąłem w jego oczach.
-Wziąłem białego szampana. Lubisz go nadal, prawda?
-Mhm.
Tym razem zawiesiłem swój wzrok na jego ramieniu. Tak napakowany jest idealny. Muszę go nadal przekonywać by już odpuszczał powoli tą siłownię. Jego dłonie. Takie delikatne. Jak jego twarz,włosy.
-Nie przyglądaj mi się tak.
I w tym momencie zaśmiał się. Naprawdę, mógłbym go słuchać całe życie. Także zaśmiałem się i wznieśliśmy toast. Za wieczność.

***

-No Key. Nie bój się.
Powoli upuściłem nogi do ogromnego miasta. Ta skarpa jest trochę przerażająca, ale z nim moge wszystko. Gwałtownie złapałem się jego kolana i podniosłem na niego wzrok. Jego uśmiech. Naprawdę jest piękny.
-Nie bój się.
Splótł nasze dłonie i oparłem swoją głowę o jego ramie. Te wszystkie światła. Dobrze,że nałożyłem soczewki. Byłbym ślepy,gorzej niż kret. To wszystko jest takie piękne.
-Jonghyun.
-Tak?
-Cieszy mnie to,że znamy się już dziewięć lat. Że tyle razem przeżyliśmy. Że nadal przyjaźnimy się i mam nadzieję,że dalej będziemy.-Przełknąłem głośno ślinę.-Mam nadzieję,że to nie zniszczy niczego, ale kocham Cię.
Poważny, zawiesiłem swój wzrok na jego oczach. Ten jeszcze szerzej uśmiechnął się i położył dłoń na moim lewym policzku.
-Także kocham cię. Już tak długo.
Dreszcz przeszedł całe moje ciało. Dotarł także do dołu brzucha.
-Naprawdę?
Te jego oczy. Czemu nie mogę się napatrzeć?
-Już od dłuższego czasu.
Zakryłem sobie dłonią usta. On naprawdę mnie kocha! On to powiedział.
-Tylko.-Spojrzałem niepewnie w dół.-Tylko możemy usiąść gdzie indziej?
-Jasne.
Pierwszy wstał i tak jak pomógł mi usiąść tak pomógł wstać. Gdy tylko stanąłem na nogi ten złapał mnie w talii i lekko zadarł głowę do góry. Nasze ciała są tak blisko siebie. Kocham go. Kocham jak głupi. Widząc do czego zamierza,pochyliłem się nad nim i zacząłem patrzeć na jego oczy to na usta. I tak z trzy razy. Wplotłem swoje palce w jego cudowne włosy i złączyłem wargi. Kolejny dreszcz tylko dwa razy mocniejszy. On mnie dotyka, on mnie całuje. On powiedział,że mnie kocha. Powoli zjechał swoimi dłońmi po moich bokach i delikatnie oderwaliśmy się od siebie. Przeniósł swoje pocałunki na moją szyję. Od razu jęknąłem.
-Kurwa.
-Celibat to nie dziwmy się.
Mruknął i zjechał na obojczyk.
-Jonghyun. Nie tutaj. W domu. Ich na pewno i tak nie ma.
-Skąd wiesz?
Pocałował mnie w brodę i znów złączyliśmy usta.
-Taemin na pewno to załatwił.
-Wierzę ci.
Pomogłem poznosić wszystko do samochodu. Naprawdę postarał się. Jeszcze tylko świeczki. A może on chciał wyznać mi to. Kurcze. Kiedyś się go o to na pewno zapytam. Zamknąłem bagażnik i wsiadłem na miejsce pasażera. Jonghyun podparł się dłonią o moje siedzenie, patrząc na mnie.
-Od dzisiaj jesteś mój.
-W całości.
Odpowiedziałem i złączyłem nasze usta. Oderwałem się od niego i oparłem swoje czoło o jego. Uśmiechnąłem się, mrużąc oczy. Ostatni raz cmoknąłem jego usta i Jonghyun ruszył. Zerknąłem na jego spodnie i już widać wybrzuszenie. Jestem z siebie tak cholernie zadowolony.

***

Gwałtownie zderzyłem się z ścianą, z rękoma w górze. Trochę to dziwnie musi wyglądać. No bo w końcu Jonghyun jest niższy ode mnie.
-Tak długo na to czekałem.
-Ile?
-Dziewięć lat.
-Ty tak serio?
Cmoknął moją szyję i spojrzał w oczy.
-Gdy Cię zobaczyłem już pragnąłem cię.
Mogę sobie rękę uciąć,że na moich policzkach widnieją rumieńce. Tym razem ja złączyłem nasze usta. Dłońmi znalazłem się pod jego koszulką, delikatnie dotykając brzucha. Na początku wszystkie mięśnie spięły się, ale po chwili rozluźniły się. Całą dłonią zacząłem jechać coraz wyżej. Zahaczyłem o jego sutek i dotknąłem obojczyka. Dłonią ponownie znalazłem się na jego brzuchu.
-Mój czy twój?
-Obojętnie.
Wyszeptałem i nagle straciłem grunt pod nogami. Zacząłem się śmiać. Jonghyun wziął mnie na ręce i wbiegł do swojego pokoju. Mamy swoje pokoje, ale są naprawdę małe. Cmoknął mnie w usta i położył na łóżku. Usiadł na moich biodrach i ściągnął swoją koszulkę. Nachylił się nade mną i znów cmoknął w usta.
-Kocham cię Kibum.
Mruknąłem jak kotek i poczułem ciekawy ból na szyi. Czyżby zrobił mi malinkę? Złożył pocałunek na mojej linii szczęki. Delikatnie wplątałem palce w jego włosy i przyciągnąłem do pocałunku. Tym razem mój tors zaczął być badany przez jego piękne dłonie. Gdy poczułem jego język na swoich ustach szybko je otworzyłem. Zaczepiłem jego język swoim i pogłębiłem pocałunek. Ta noc naprawdę będzie świetna.

***

Dmuchnąłem powietrzem z moich ust, czując coś na nich. Powoli podniosłem powieki i ujrzałem czuprynę Jonghyuna. Trzyma on swoją głowę na mojej szyi? Klatce piersiowej? Coś takiego w każdym bądź razie. Hehe. A przecież on tutaj jest górą. Dmuchnąłem w jego włosy i poruszył się delikatnie. Automatycznie zdębiałem, czekając co będzie dalej.
-Bummmmmmie.
Mruknął i mocniej objął mnie w pasie.
-Śpisz?
Duknął coś. Czemu serce tak szybko mi wali?
-I tak wiem,że nie śpisz.
Zaśmiał się i podniósł na łokciu. Jego głowa dosłownie jest nad moją.
-Dzień dobry.
Pisnąłem i uśmiechnąłem się. Delikatnie pocałował mój policzek, potem kącik ust i w końcu połączyliśmy usta w leniwym pocałunku. Splątałem ręce na jego szyi. Tak bardzo cieszę się,że on też coś do mnie czuje. Że też mnie równie pragnie i że chce być ze mną. Jestem ciekawy w jakim stopniu nie będę mógł chodzić, ani stać. W końcu tyle czasu bez no ten tego. Ostatni raz robiłem to trzy lata temu! Masakra. Naprawdę, ta noc była bardzo upojna. Może też w większym stopniu dlatego,że z kim możemy to robić? W końcu dwa ciała,dwie dusze spotkały się.


Obserwatorzy