Znajdziesz tutaj fanfiction'y z k-pop'owymi zespołami/wokalistami, jak i z domieszkami innych zespołów.
Jeśli komentujesz to znaczy, że interesuje Cię nasza praca i chcesz dalej czytać. :)
Znajdują się tu treści erotyczne i odmienne orientacje!

piątek, 26 czerwca 2015

#.9. I.M - Monsta X

Drugi fanfic mojego autorstwa przed Wami, jak można przeczytać w tytule bohaterem jesteś Ty i I.M z Monsta X C: Jak tam wszyscy uczcili ostatni dzień szkoły? Mam nadzieję, że dobrze się bawiliście i jesteście gotowi na dwa miesiące odpoczynku. Także miłego czytania i pozdrawiam serdecznie wszystkich :D



Westchnęłaś przeciągle po przeczytaniu wiadomości od swojego chłopaka – Changkyuna. Byliście umówieni na godzinę 18 przez wejściem do kina, mieliście iść na nowy film - Jurrasic World. Lim napisał jednak, że nie przyjdzie. Napisał to jakąś godzinę po tej właściwej, wyznaczonej na wasze spotkanie. A ty stałaś jak głupia przed tym kinem i martwiłaś się o niego.
                Odpisałaś mu szybko, że nie ma sprawy i wyjdziecie gdzieś następnym razem, potem schowałaś telefon do torebki. Zacisnęłaś dłonie w pięści i starałaś się zwyczajnie wyjść z kina. Twoje oczy jednak szybko zapełniły się łzami, którymi zaraz zaczęłaś się również dławić.
                Powolnym krokiem szłaś przez park. Oświetlało cię pomarańczowe światło zachodzącego słońca. Pomimo, że widok był dzisiaj wyjątkowo piękny, ty i tak nie potrafiłaś się nim cieszyć. Zwyczajnie wróciłaś do domu, gdzie po wzięciu tabletek na ból głowy, runęłaś na miękkie posłanie i zasnęłaś.
***
                Wstałaś z nowym pokładem energii. Sen dobrze ci zrobił, więc zaraz po prysznicu, zabrałaś się za przyrządzanie śniadania. W tym samym czasie napisałaś do Changkyuna czy ma dzisiaj jakieś konkretne plany.
                Jedząc kanapkę praktycznie się nią zakrztusiłaś po przeczytaniu jego odpowiedzi. Chłopak bowiem napisał, że nie i prosił byś przyszła do niego do domu. Napisałaś mu wiadomość, że będziesz za jakąś godzinę i rzuciłaś lekko nadgryzioną kanapkę w kąt. Szybko przebrałaś się w ładniejsze ubrania i umalowałaś idealnie. Wybiegłaś wręcz z domu w skowronkach. A to wszystko dzięki Changkyunowi.
***
                Wysiadłszy z autobusu skierowałaś swoje kroki w kierunku jego mieszkania. Wtedy z rytmu wybiła cię nowa wiadomość. To znowu Changkyun. Prosił cię o zrobienie małych zakupów po drodze, gdyż nie miał on nic aktualnie w lodówce.
                Westchnęłaś lekko, gdyż byłaś już przed jego klatką, ale i tak zawróciłaś do sklepu. Droga szła ci opornie, gdyż specjalnie założyłaś szpilki, a nie byłaś specjalistką od chodzenia w nich. Co jednak mogłaś począć?
                Po kupieniu składników na ulubione danie Changkyuna rozpoczęłaś drogę powrotną do mieszkania chłopaka. Ostatecznie przez krzywy chodnik i ciężkie reklamówki straciłaś równowagę i torby wyleciały ci z rąk.
                - Cholera. – przeklęłaś i zaczęłaś powoli pakować z powrotem produkty do siatek.
                - Pomogę ci. – usłyszałaś nagle czyjś męski głos.
                Podniosłaś wysoko głowę i zauważyłaś młodego chłopaka. Miał on wyjątkowo łagodne rysy i ciepłe spojrzenie. Gdy tylko zorientował się, że się na niego patrzysz, uśmiechnął się również przyjaźnie.
                - Nic ci się nie stało? – zapytał, pakując za ciebie wszystkie rozsypane rzeczy.
                - Nie, dziękuję za pomoc. – mruknęłaś odrobinę skrępowana, kiedy chłopak podał ci obie z powrotem załadowane reklamówki.
                - Pomóc ci to zanieść? Jest trochę ciężkie. – zaproponował powoli.
                - Poradzę sobie. – skłoniłaś się lekko i szybkim krokiem pokonałaś ostatnie kroki dzielące cię od klatki Changkyuna. Dopiero tam przystanęłaś i obejrzałaś dokładnie swoje podarte kolana.
                Obtarłaś je niedbale z piasku i zaczęłaś wspinaczkę na trzecie piętro. W takich chwilach oddałabyś wszystko za windę w tym bloku. Niestety, realia nie pozwoliły ci na wygodne rozwiązanie.
                - Jestem. – zawołałaś niepewnie, gdy nareszcie weszłaś do mieszkania swojego chłopaka.
                - Cześć. – szatyn stał naprzeciwko drzwi wejściowych. Ubrany był jeszcze w dresy, które używał jako piżamę.
                - Nie zamknąłeś drzwi. – upomniałaś go. Zawsze walczyłaś z nim o tym, ponieważ chłopak wiecznie o tym zapominał.
                - Zapomniałem. – wzruszył ramionami.
                - No nieważne. – uśmiechnęłaś się do niego i doniosłaś ciężkie zakupy do kuchni. Postawiłaś je na blat i zaczęłaś wypakowywać. – Jadłeś coś?
                - Jeszcze nie. Czekałem na ciebie. – odparł.
                - No to ja coś zrobię, a ty może idź się ubierz? – zaproponowałaś wesoło.
                - Spoko. – po wypowiedzeniu jednego słowa, momentalnie ulotnił się z kuchni.
                Ty jednak przyzwyczajona do jego dość oschłego traktowania zwyczajnie zabrałaś się za przygotowywanie jakiegoś ciepłego posiłku. Doskonale wiedziałaś, że gdyby nie ty, Changkyun żywił by się samymi zupkami z proszku i pizzą.
                Postanowiłaś przygotować yukgaejang. Sporo wykosztowałaś się na dobry kawałek wołowiny, ale jednak gdy myślałaś o wdzięczności chłopaka, zaraz o tym zapominałaś. Ważne dla ciebie było to, że będzie on zadowolony.
                W czasie, kiedy gulasz się gotował, ty postanowiłaś trochę posprzątać. Nie byłaś osobą pedantyczną, jednak to, co działo się w mieszkaniu Changkyuna można by było porównać do trzeciej wojny światowej.
                Zebrałaś wszystkie porozrzucane, brudne ubrania do kupy. Sprzątnęłaś wszystkie walające się i zgniecione kartki papieru, na których były prawdopodobnie nieudane teksty piosenek. Odkurzyłaś mieszkanie i otworzyłaś okna, żeby się wywietrzyło. Ostatnią rzeczą, jaką zrobiłaś przed nałożeniem jedzenia do misek, było umycie naczyń.
                Jak na zawołanie, kiedy postawiłaś śniadwani-obiad na stół, do salonu wszedł Changkyun. Jego włosy były jeszcze wilgotne, a sama jego osoba pachniała delikatnie żelem pod prysznic.
                - Idealne wyczucie czasu. – zaśmiałaś się i pokazałaś mu, by usiadł.
                Szatyn zajął miejsce obok ciebie, na kanapie i wziął do ręki łyżkę. Obserwowałaś uważnie, kiedy smakuje pierwszą porcję zrobionego przez ciebie z wielkim wysiłkiem posiłku. Już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, kiedy przerwał wam jego telefon. Chłopak odebrał połączenie.
                Ty odwróciłaś od niego momentalnie wzrok. Wpatrywałaś się w krajobraz za oknem. Wiedziałaś co zaraz nastąpi. Po usłyszeniu, że Lim skończył rozmowę, żołądek ścisnął ci się odruchowo, a ty dalej patrzyłaś tępo w ten sam kierunek.
                - Doyeol dzwonił. – zaczął swoim niskim tonem. – Muszę się z nim zaraz spotkać.
                Tak, dokładnie to przewidywałaś.
                - Poczekasz tutaj na mnie? Będę za jakieś trzy godziny. – mówił dalej. Po odgłosach słyszałaś, że już zaczął ubierać buty. – A, i zamknij okno. Zimno tu jak w psiarni.
                - Chciałam wywietrzyć. – powiedziałaś drżącym głosem. Łzy ponownie napływały do twoich oczu.
                - Co? – spytał.
                - Nieważne, idź. Baw się dobrze. – starałaś się brzmieć normalnie, co na szczęście ci się udało.
                - Spoko. – tak brzmiało jego pożegnanie. Zaraz usłyszałaś trzask drzwi i w tym samym momencie wybuchnęłaś płaczem.
                To od zawsze tak wyglądało. Byłaś z nim od jakichś trzech miesięcy. Niby razem, a jednak czułaś się, jakby on nie wiedział o waszym związku. Ty za to starałaś się za dwóch, robiłaś dla niego wszystko. Za każdym razem, kiedy swoim zachowaniem doprowadzał cię do płaczu, ty, jak głupia wmawiałaś sobie, że to będzie ten ostatni raz. Ale ostatni raz nigdy nie nadejdzie.
                Otarłaś łzy i spojrzałaś na stygnące powoli jedzenie. Tak bardzo starałaś się przygotować je jak najlepiej, a nie usłyszałaś nawet słowa podziękowań. Zacisnęłaś mocno dłonie i wstałaś od stołu. Zwyczajnie wyszłaś z jego domu, zamykając go uprzednio swoim kompletem kluczy.
                Postanowiłaś od razu pojechać do Changkyuna i je mu oddać. Chciałaś jak najszybciej zakończyć ten bolesny związek. Na szczęście on i jego przyjaciel spotykali się zawsze w tym samym miejscu. Odnalezienie go więc nie zajmie ci dużo czasu.
***
                Gdy byłaś coraz bliżej swojego celu, twoje nogi coraz bardziej drżały. Zresztą nie tylko nogi. Nie potrafiłaś utrzymać porządnie w ręce pęku kluczy, przez co brzęczały irytująco. Tobie to jednak nie przeszkadzało, miałaś w tamtej chwili wrażenie, że ogłuchłaś i jedyne, co słyszysz, to bicie twojego serca.
                Zobaczyłaś go tak, gdzie się spodziewałaś. Siedział na trawie, opierając się o jakieś puste o tej porze rampy. Podeszłaś więc niepewnym krokiem.
                - Changkyun. – zwróciłaś na siebie jego uwagę.
                - Co ty tu robisz? – spytał zdziwiony.
                - Możemy porozmawiać? – zacisnęłaś klucze mocno w dłoni.
                - Mów. – mruknął.
                - Na osobności. – spojrzałaś wymownie na jego przyjaciela.
                - Chodź. – Lim westchnął ciężko, ale ostatecznie wstał. Pociągnął cię kilka metrów dalej, staliście zasłonięci przez kilka szerokich drzew. – Czemu tu przyszłaś?
                - To twoje. – podałaś mu klucze.
                - Czemu mi je oddajesz? – zmarszczył brwi.
                - To koniec. – powiedziałaś drżącym głosem.
                - Słucham? – w jego głosie mogłaś wyczuć nutę złości.
                - Mam tego dość.. – szepnęłaś. – Robię dla ciebie wszystko co w mojej mocy. Spełniam twoje zachcianki, jestem na każde twoje zawołanie i znikam tylko, kiedy powiesz choćby słówko o tym, że nie chcesz mnie widzieć.
                Spojrzałaś uważnie na chłopaka. Stał prosto i wpatrywał się w ciebie zacięcie. Wiedziałaś, że jak na razie nie ma zamiaru się odezwać.
                - Niestety ty masz to kompletnie gdzieś. – podsumowałaś. – Nawet nie wiesz ile razy płakałam. Teraz, jeśli się zastanowię, to chyba nie było dnia, kiedy nie uroniłam przez ciebie łzy. Jestem naprawdę głupia..
                - W takim razie droga wolna. – chłopak w końcu się odezwał. Jego ton był chłodny i twardy.
                - Czy ty mnie kiedykolwiek kochałeś? – kontynuowałaś, dając płynąć łzom po swoich policzkach. – Dlaczego zgodziłeś się ze mną być, kiedy nic do mnie nie czułeś? Dlaczego dawałeś mi głupią nadzieję na to, że mnie pokochasz?
                - Mam dość tej rozmowy. Po prostu już idź i nie dzwoń do mnie. – Changkyun mruknął nisko.
                - Nawet teraz nie potrafisz mi okazać swoich uczuć. – zauważyłaś. – Masz serce z kamienia? Nie rozumiem, kompletnie tego nie rozumiem.. Czy nie ma choć odrobiny nadziei, że twoje uczucia się zmienią? Nie możesz mnie pokochać.. Chociaż trochę polubić.. Tak powoli, powolutku.. ja..
                - Idź stąd! -  chłopak wrzasnął nagle. Podskoczyłaś przerażona na jego nagły wybuch. – Powiedziałem, że masz mnie zostawić w spokoju! Czego nie rozumiesz idiotko?!
                - Ja.. – zawahałaś się, jednak widząc jego minę, zamilkłaś. Lim w tym czasie odwrócił się i zwyczajnie odszedł.
                Patrzyłaś jak odchodzi, jak jego wizerunek staje się coraz mniejszy. Płakałaś znowu. To stało się już twoim nawykiem.
***
                Gdy wróciłaś do domu momentalnie zdjęłaś szpilki. Rzuciłaś je w kąt mieszkania i obolałym, przez długi spacer, krokiem ruszyłaś w stronę kanapy. Ułożyłaś się na niej w pozycji embrionalnej i westchnęłaś ciężko.
                Sama nie wiedziałaś jak masz się czuć. Z jednej strony czułaś, że nagle i bezpowrotnie straciłaś ogromną część siebie.  Było to tak, jakby ktoś szybko wyrwał ci twoje serce. Krwawiłaś w środku.
                Z drugiej strony jednak jak mogło cię boleć coś, co utraciłaś? Skoro Changkyun  już dawno zabrał ci twoje serce, jak mogłaś czuć jego ból? To był chore.
                O dziwo pogoda była irytująco piękna. Zawsze wyobrażałaś sobie, że kiedy będziesz zrywać to w deszczu, ogromnej ulewie, która ukryje twoje łzy. Dlaczego więc słońce pięknie świeciło, niebo było bezchmurne, a każdy inny, kogo spotkałaś na swojej drodze do domu śmiał się radośnie? To było idiotyczne.
***
                Od twojego rozstania z Changkyunem minęły dwa tygodnie. Ty w tym czasie siedziałaś przez ten cały czas z domu. Wychodziłaś jedynie raz na kilka dni do sklepu. Poza tym snułaś się po domu jak duch, wrak człowieka.
                Tak jak powiedział ci twój już były chłopak, nie kontaktowałaś się z nim. Chociaż bardzo chciałaś. Pomimo, że  przysporzył ci on tyle bólu, ty dalej go kochałaś. Nie potrafiłaś tak szybko pozbyć się kogoś, kto był dla ciebie wszystkim. Starałaś wmawiać sobie, że to kwestia czasu. Chciałaś wierzyć, że w końcu o nim zapomnisz.
                Twoje myśli przerwało pukanie do drzwi. Powoli ruszyłaś się z kanapy, czując przy tym, jak bardzo twoje ciało zdrętwiało przez siedzenie w jednej pozycji przez dłuższy czas.
                Jednak widok osoby, która stała za twoimi drzwiami sprawił, że każda komórka twoje ciała zaczęła żyć. Zrobiło ci się gorąco, ręce zaczęły ci się trząść, a do twoich oczu, jakby już z przyzwyczajenia zaczęły napływać łzy.
                - Nie płacz. – to były pierwsze słowa, jakie usłyszałaś od Changkyuna po tym wszystkim. – Błagam cię, nie rób tego. Nie przez kogoś takiego, jak ja.
                Patrzyłaś na niego zaskoczona. Miałaś dziwne odczucie, że to ktoś inny, ale jednak wszystkie zmysły upewniały cię, że to Changkyun.
                - Pytałaś się mnie dlaczego, dlaczego z tobą byłem. Odpowiem ci teraz. – spauzował na chwilę. – Nie wiem. Sam tego nie rozumiem. Nie rozumiem ani siebie, ani moich uczuć w stosunku do ciebie. Na początku, kiedy kazałem ci odejść, w ogóle się o ciebie nie martwiłem. Dopiero później, kiedy byłem sam zrozumiałem, że w tamtej chwili odrzuciłem wszystko, co ważne. Przez cały ten czas nie potrafiłem nic zrobić. Żaden napisany tekst nie był dobry, nie potrafiłem z nikim rozmawiać, zrobienie zwykłego ramenu mnie przerastało. Nawet nie wiesz, ile razy zaciąłem się przy goleniu. – zaśmiał się lekko. – Wiesz czemu?
                - Dlaczego? – spytałaś cicho.
                - Bo jestem bardziej twój, niż ty moja. – odparł i ułożył delikatnie dłonie na twoich policzkach. Przetarł wilgotne jeszcze ślady łez. – Musiałem być szalony, że pozwoliłem ci odejść. Sam, bez ciebie jestem niczym. – przybliżył delikatnie swoją twarz do twojej i pocałował cię.
                To był wasz pierwszy pocałunek. Marzyłaś o nim od dawna. Był jednak o wiele lepszy niż mogłaś to sobie wyobrazić. Changkyun muskał twoje usta powoli i z uczuciem. Po raz pierwszy mogłaś poczuć coś od niego. Była to tęsknota, żal i.. miłość.
                Kiedy wreszcie oderwał się od ciebie, oparł swoje czoło o twoje i uśmiechnął delikatnie.
                - Przepraszam, że przyszedłem tak późno. – wyszeptał. – Tak bardzo za tobą tęskniłem. Myślę, że nie wytrzymam już więcej naszej rozłąki, więc proszę, pozwól mi patrzeć na siebie codziennie.
                - Dobrze. – przytaknęłaś delikatnie.
                - I również nie płacz więcej. – złożył motyli pocałunek na twoich ustach. – Nie możesz. Wiesz dlaczego? Ponieważ cię kocham.
                - Ten ostatni raz.. – mruknęłaś, kiedy po twoim policzku spłynęła łza. Tym razem była to łza szczęścia. Byłaś naprawdę szczęśliwa. Jeśli to był sen, nie chciałaś się z niego obudzić za wszelką cenę.
                - Kocham cię _____. – powtórzył po raz kolejny i delikatnie otarł kciukiem twoją łzę.

środa, 24 czerwca 2015

#.8. Hansol - SEVENTEEN

Notka od autora:
Oto fan fiction z Vernonem ^^ Mam nadzieję,że spodoba się wszystkim fanom i innym czytającym. 
Jutro są apele w szkołach życzę Wam, by jak najwięcej razy wyczytywali Wasze nazwisko. :) Moje będzie. :D



Zanurzyłam dłonie w jego włosach,przyciągając jego głowę. Złączyłam nasze usta w szybkim pocałunku. Głośny jęk wydostał się z moich ust,czując penisa Hansola coraz głębiej. Zamknęłam oczy z rozkoszy i przeniosłam dłonie na plecy mojego chłopaka. On za to przejechał po mojej talii dłońmi,dochodząc do bioder,które przytrzymał,wykonując mocniejsze ruchy. Objęłam Hansola za szyję i przyciągnęłam go jeszcze bliżej. Na całym ramieniu zaczęłam czuć jego przyspieszony oddech. Powoli zaczęłam wychodzić mu na przeciw i tym spowodowałam,że objął moją talię,delikatnie mnie podnosząc. Gdy to zrobił wręcz krzyknęłam. Od prawie dwóch tygodni nie mogłam poczuć jego dotyku na moim ciele.
-Mhmm.Hansol.Mocniej.
Wyjąkałam,czując,że zaraz nadejdzie finał z mojej strony. Hansol podniósł swoją głowę i uśmiechnął się w ten swój sposób.Oczywiście jeszcze bardziej podnieciłam się i zawstydziłam.Odwróciłam głowę,ale on przeniósł ją na wcześniejsze miejsce. Ucałował moje usta i jak zwykle wyszeptał bym doszła. Wiele nie było trzeba,bym to zrobiła. Mój chłopak wykonał dosłownie dwa ruchy i również doszedł. Uśmiechnęłam się od ucha do ucha i przyciągnęłam go do namiętnego pocałunku,który oczywiście odwzajemnił. W takich momentach nie myślę o swoich problemach,jakie ma dziewczyna powoli wchodząca w dorosłość. Vernon wyszedł ze mnie i ułożył się obok,złączając nasze dłonie. Ja za to zdjęłam mu prezerwatywę i położyłem na szafce nocnej.
-Później wyrzucę.
Powiedziałam i położyłam głowę w jego zagłębieniu między ramieniem a szyją. Próbując unormować swój oddech,ucałowałam jego szyję.

***

Zaśmiałam się z żartu Joshuy i chciałam odwrócić się by udać się do kuchni, ale poczułam jak ktoś oplata mnie w talli i oddech tej osoby na swojej szyi. Uśmiechnęłam się.
-Cześć Hansol.
Wyszeptałam.
-Witaj.
Nagle jego dłoń znalazła się przede mną z piękną czerwoną różą. Przegryzłam wargę i odwróciłam głowę na bok. Pocałowałam go w policzek i zabrałam różę. Z różą udałam się do kuchni. Trzeba wstawić ją do wody.

***Perspektywa Wooziego.

-Tak więc przekaż performance team,że jutro mają próbę do występu o 8 rano. Idę wziąć prysznic.
Wstałem z krzesła i wszedłem po przeklętych schodach. Dzisiaj już tyle się nachodziłem. Od sali do sali,od studia do studia. Pełno schodów,bo winda była ozdobiona w kartkę z napisem"awaria". Odłożyłem torbę do swojego pokoju i udałem się do pokoju -twoje imię- . Cicho otworzyłem drzwi,chcąc zaskoczyć ją,ale to ja się zaskoczyłem,a raczej zszokowałem. Utkwiłem swój wzrok w całującej się -t.i- i Vernonie. Dlaczego ona jest bez bluzki i on również. Czy oni regularnie uprawiają seks? Czy są razem? Czy -t.i- niczego nie żałuje?
-Woozi. Przykro mi.
Usłyszałem przy uchu głos maknae. Nic nie odpowiedziałem. O co tu chodzi. Przecież -t.i- nie może mieć chłopaka. Przecież nie wypada jej przecież.
-Co jest Dino? O matko.
Tym razem głos D.K. Odwróciłem się w ich stronę,zamykając drzwi. Co to ma znaczyć?
-Czemu.Czemu oni. Oni są tam razem?
Ledwo wydałem się z siebie głos. Nic nie rozumiem.D.K podrapał się po karku i posłał mi niepewne spojrzenie.
-Dlaczego nie mogłeś być ty tam zamiast jego! Dlaczego to cholerny Hansol musi być z moją siostrą w łóżku? Czemu to nie ty D.K!
Ostatnie zdanie wykrzyknąłem i złapałem Seokmina za koszulkę. Zmarnowany dzisiejszym dniem,położyłem swoją głowę na jego torsie. Po chwili D.K wziął mnie na ręce,zapewne prowadząc do mojego pokoju,który dzielę z liderem i Jeonghwanem.

***

-Masakra.
Wyszeptałam sama do siebie i ponownie spróbowałam wyprostować rąbek mojej jasno różowej koszuli. Z nerwów jest teraz cały pognieciony. Nagle światła zgasły,a ja automatycznie wyprostowałam się i zawiesiłam wzrok na scenie. Za chwilę pojawi się na niej mój kochany brat i reszta zespołu. Jest to ich pierwszy występ przed wszystkimi najważniejszymi ludźmi z całej wytwórni. Nie dość,że muszą tańczyć to jeszcze śpiewać. Jest to cholernie trudne,a czym bardziej skomplikowany układ tym gorzej. Światła sceny zgasły i po paru sekundach znów się zapaliły i całą salę wypełniła muzyka. Chłopacy zaczęli tańczyć i śpiewać. Zaczęłam poruszać głową w rytm piosenki. Już wiele razy ją słyszałam i całkowicie zawładnęła moim sercem. Zawiesiłam wzrok na Hansolu. Poprawiłam włosy,gdy nasze spojrzenie się spotkały,a on uśmiechnął się. Najpiękniej jak potrafi. Jego białe zęby chyba oświetliły cała salę. Odwzajemniłam uśmiech i nagle pojawił się mój brat. Podniosłam do góry dłoń,ukazując mu i reszcie,że trzymam kciuk. Będzie dobrze. Będzie idealnie!

*** Twoja perspektywa.

-Ach.
-Co jest?
Przeniosłam wzrok na Vernona i posłałam mu słaby uśmiech.
-Naprawdę jest mi przykro i głupio,że Woozi nie wie,że jesteśmy razem.
-Spokojnie,wszystko będzie dobrze. Zobaczysz.
Hansol podniósł się i objął moją twarz. Złączył nasze usta w wolnym pocałunku. Gdy nasze usta oderwały się od siebie,od razu wtuliłam się w jego nagi tors.

***Perspektywa Wooziego.

-To jest niemożliwe.
Wyszeptałem już któryś raz to samo zdanie w ciągu pięciu minut. Cały czas w głowie biję się ze swoimi myślami,nie mówiąc za bardzo nic nowego na głos.
-Woozi,ogarnij się. Wszystko będzie okey.
-Ile już o nich wiecie? Czemu ja nic nie widziałem!
-Bo ostatnio mało spędzasz czasu z -t.i.-, nie zauważyłeś tego? Kiedy ostatnio robiliście coś razem?
Pytania Hoshiego od razu zawładnęły całym mną. To moja wina. Gdybym cały czas spędzał z nią czas,nie doszłoby do czegoś takiego. Nie doszłoby do tego,że moja siostra wylądowała w łóżku z Vernonem.
-Przecież szykujemy już drugą płytę. Ja i S.Coups mamy najwięcej roboty.
-Wiemy o tym,lecz twoja siostra od zawsze była dla Ciebie ważna.
-Masz racę. Mogłem trochę częściej patrzeć się na nią.
-Naprawdę nie widziałeś ja Hansol dawał -t.i- różne kwiaty i jakieś inne duperele? Często to robił.
Nagle w pokoju znalazł się Seunghwan. Spojrzałem na na niego zdziwiony.
-Cały czas ze sobą flirtowali i nadal to robią.
-Nadal? To jednak są razem!
-No tak..
Tym razem odezwał się Dino. Zakryłem twarz dłońmi. Przecież ona nie jest jeszcze gotowa na poważniejszy związek.
-Czemu nie chcesz by oni byli razem?Poszczęściło się im. Hansol jedyny ma dziewczynę.
Westchnąłem na słowa lidera. Może ma rację,ale przeszłość czasem jest dwa kroki przed teraźniejszością.

***Kolejny dzień. ; Twoja perspektywa.

-Masz jakieś plany na dzisiaj?
-Muszę iść do szkoły po papiery i zanieść je do Pana Junga. Również umówiłam się na obiad z Ashley.
-Ok.No to spotkamy się dopiero wieczorem?
-Mam nadzieję.
Posłałam uśmiech Vernonowi i otworzyłam drzwi od pokoju.Chciałam wyjść,ale odwróciłam się z powrotem wpadając na jego tors.
-Czytamy sobie chyba w myślach.
Powiedział i pochylił się nade mną. Puściłam mu oczko i ucałowałam te cudowne usta. Jeszcze jeden cmok i zawiesiłam ręce na jego szyi. Hansol objął mnie w talii. Zatopiliśmy swoje usta w namiętnym pocałunku.Musi nam starczyć na cały dzień,bo nie mogę za często wpadać na próby chłopaków.Nie teraz gdy mają do nauki nową choreografię. Przegryzłam mu wargę i delikatnie klepnęłam go w pośladek. W duchu zaczęłam się śmiać. Pisnęłam,gdy on również mnie klepnął. Szybko odwróciłam się i pocałowałam go. Gdy oderwałam się od niego,od razu zasypały mnie i Hansola powitania.
-Cześć -t.i-.
-Cześć Hansol. Witaj -t.i.-.
I tak razy pięć. Bo zabrakło mojego brata i lidera. Wszyscy zaczęliśmy schodzić na dół na śniadanie. Oczywiście mój brat zapewne już się tym zajął,a lider mu pomaga. Zazwyczaj jeszcze rozmawiają przy przygotowaniu czegokolwiek dla reszty mieszkańców. Zostałam w tyle z D.K.
-Uważajcie.
Powiedział,a ja zdębiałam.Co to znaczy? Na co mam uważać? I "uważajcie". Już chciałam zapytać się o co chodzi,ale nie zdążyłam. D.K zbiegł po schodach,nie oglądając się za siebie.

***Perspektywa Hansola.

Uśmiechnąłem się,gdy ujrzałem -t.i- leżącą na swoim łóżku,które ostatnio tak często z nią dzielę. Podszedłem bliżej i pochyliłem się nad moją dziewczyną. Ucałowałem jej czoło i przykryłem kołdrą. Ponownie ucałowałem ją,ale tym razem delikatnie w usta. Podniosłem się i podskoczyłem w miejscu. Mój boże. Jak tam można straszyć człowieka? Woozi.
Podniosłem na niego wzrok. Czy on to wszystko widział? Co on tu robi?
-Widziałem was wczoraj.
Moje oczy chyba zrobiły się jeszcze większe. Kiedy mógł nas widzieć?
-Byliście świeżo po seksie.
O kurwa. Widział nas. Z nerwów złapałem się za włosy,by ponownie podskoczyć w miejscu.
-Jak mogłeś uprawiać z nią seks?! Jak mogłeś uwodzić ją!
Woozi wybuchnął, a ja stanąłem jak drzewo. Pierwszy raz czuję jak ten mały chłopak jest na mnie wkurzony. I to prawda,że aż ciarki przechodzą po całym ciele.
-Nie wierzę w to! Ty! Jeszcze gdyby to był ktoś inny,ale ty!
Woozi podniósł się i zaczął bić mnie w klatkę piersiową pięściami. Złapałem jego nadgarstki,choć trochę próbując obrobić się przed niechcianymi siniakami. Nie mogę się z nim bić.
-Jesteś jednym zwykłym skurwielem! Po tym wszystkim masz czelność całować i dotykać moją siostrę! Ona nie ma nikogo oprócz mnie!
-Od pewnego czasu ma jeszcze mnie.
Warknąłem i odepchnąłem go. Jihoon lekko zatoczył się.
-Jak możesz uprawiać z nią seks! Jak ona mogła się na to zgadzać! To że kiedyś była molestowana nie starcza jej! Czemu chcesz mi odebrać jedyną ważną mi osobę.
-Możesz przestać wygadywać takie głupoty! Nikogo Ci nie odbieram! Zakochałem się! To nie moja wina.
-Taak.Ty się zakochałeś. Już to widzę.Chcesz się tylko nią pobawić!
-Aż tak chcesz dostać w pysk?! Proszę bardzo.
Szybko złapałem go za ramiona i uderzyłem pięścią w policzek. Chciałem ponownie go uderzyć,ale nagle między nami znalazła się -t.i-.
-Hansol! Zostaw go! Nie bij go.
Duże łzy zaczęły lecieć po jej bladych policzkach,rozmazując makijaż. Przegryzłem wargę i opuściłem ręce. Nie będę bił go przy -t.i-.
-Wrócimy jeszcze do tej rozmowy.
Wychrapał i wyszedł z pokoju w towarzystwie Senghwana. Przejechałem dłonią po włosach i spojrzałem na -t.i-.
-Przepraszam.
Wyszeptałem i usiadłem na łóżku.
-Jak on się dowiedział?Ktoś mu powiedział?
-Widział nas.
-t.i- głośno wciągnęła powietrze.
-Wczoraj po seksie w tym łóżku.
-Niech to.
-t.i- ciężko upadła na łóżko obok mnie. Westchnąłem zrezygnowany i objąłem moją ukochaną. Cztery miesiące jesteśmy razem,ale nigdy bym nie pomyślał,że Woozi tak zareaguje. Mieliśmy powiedzieć mu na dniach,ale samo wyszło.Nie dziwię się,że jest na mnie wściekły. Od prawie początku naszej znajomości dokuczałem mu,potem nie było na to czasu,aż jego siostra zamieszkała z nami,bo rodzice Wooziego i -t.i- zginęli w wypadku.
-Idź weź prysznic. Ja też wezmę i przyjdę do Ciebie,ok?
-Dobrze.
-No to mykaj..
-t.i- wolnym krokiem udała się do swojej łazienki. Oddaliśmy jedynej dziewczynie w tym domu pokój z łazienką. Nie chcieliśmy by korzystała z tych samych pryszniców co my. Mamy dużą łazienkę z czterema prysznicami i oddzielonymi od siebie toaletami. Również jest ich cztery. Jakoś na szczęście wyrabiamy się. Również wstałem i poszedłem po ciuchy na zmianę i swój ręcznik. Wziąłem szybki prysznic,będąc sam w części z prysznicami. Wróciłem do wcześniejszego pokoju i już zastałem -t.i- w łóżku. Ułożyłem się obok niej i objąłem ją.
-Wytłumaczymy z nim wszystko.Nie martw się. Chyba nie zabroni być nam razem,prawda?
-Chyba nie.
-t.i- odwróciła się całym ciałem w moją stronę i pocałowała mnie. Odwzajemniłem pocałunek i poprawiłem swoje włosy.
-Idź spać.
-Mhm.
Kolejny pocałunek i jakoś spróbowaliśmy zasnąć.

***Twoja perspektywa.

-Co w tym złego,że będziemy razem? I zamknij się Hoshi.Tu nie ma znaczenie długość no!
-Jak to nie! My Azjaci mamy dość małe,są wyjątki jak Mingyu i D.K! I ty,ale ty to mieszaniec.
-Nie mów tak na mnie.
Vernon warknął do blondyna i Woozi usiadł na krześle. Obudzili mnie swoim głośnym gadaniem. Wszyscy członkowie zespołu tutaj są.
-Jak byliśmy dziećmi nasi rodzice molestowali nas i gwałcili. Wiesz co to znaczy,gdy karzą Ci uprawiać seks z własną siostrą! Nie chcę by -t.i- przeżywała podobne chwile. Chcę bronic ją jako jej brat i prawny opiekun.
-Molestowana?
Hansol niepewnie rozejrzał się po wszystkich.Wszyscy są tak samo zszokowani jak mój chłopak. To było dawno Woozi. Zaczynam już tego nie pamiętać.
-Co. Co da Ci jak zakażesz się nam spotykać? Musielibyśmy przeczekać te dwa miesiące i -t.i- byłaby już pełnoletnia. Na jedno by wyszło.
-Taka prawda.
Powiedziałam wchodząc do pokoju. Wszyscy utkwili we mnie wzrok. Już przyzwyczaiłam się do tak dużej ilości par oczu.
-Pamiętam wszystko Woozi,ale nie mogę żyć tym co było. Teraz jestem szczęśliwa.
Złapałam Hansola za dłoń i wtuliłam się w niego.
-Co tu robisz?
-Obudziliście mnie
Odpowiedziałam również szeptem Hansolowi.
-Mam na co dzień mojego braciszka,Hansola i was wszystkich. Uwielbiam Was. Dobrze się z Wami czuję i dziękuje Wam,że tak mnie wspieracie. Woozi zapomnij o tym. Bądź również szczęśliwy co ja.
Podeszłam do mojego brata i przytuliłam go. Po chwili wtulił się w nas Vernon,potem Dino,Wonwoo i cała reszta zespołu. Jednak szybko musieliśmy wyjść z tego uścisku,bo brak tlenu zaczął się udzielać.

***

-Czekajcie na nas!
Krzyk lidera doszedł do naszych uszu i od razu zatrzymaliśmy się całą siódemką. Uśmiechnęłam się do Hansola i mocniej ścisnęłam jego dłoń. Gdy reszta dotarła do nas,już wolniejszym krokiem zaczęliśmy iść w stronę lunaparku. Dawno nie byłam w takim miejscu i Mingyu uratował nas od spędzenia wolnego dnia w domu. Cieszę się,że nie mam już żadnych tajemnic przed moim bratem. Wkrótce planujemy podzielić się naszym związkiem z fanami z całego świata.

Obserwatorzy