Westchnęłaś
przeciągle po przeczytaniu wiadomości od swojego chłopaka – Changkyuna.
Byliście umówieni na godzinę 18 przez wejściem do kina, mieliście iść na nowy film - Jurrasic World. Lim napisał jednak, że nie przyjdzie. Napisał to jakąś
godzinę po tej właściwej, wyznaczonej na wasze spotkanie. A ty stałaś jak
głupia przed tym kinem i martwiłaś się o niego.
Odpisałaś mu szybko, że nie ma sprawy i wyjdziecie gdzieś następnym razem,
potem schowałaś telefon do torebki. Zacisnęłaś dłonie w pięści i starałaś się
zwyczajnie wyjść z kina. Twoje oczy jednak szybko zapełniły się łzami, którymi
zaraz zaczęłaś się również dławić.Powolnym krokiem szłaś przez park. Oświetlało cię pomarańczowe światło zachodzącego słońca. Pomimo, że widok był dzisiaj wyjątkowo piękny, ty i tak nie potrafiłaś się nim cieszyć. Zwyczajnie wróciłaś do domu, gdzie po wzięciu tabletek na ból głowy, runęłaś na miękkie posłanie i zasnęłaś.
***
Wstałaś z nowym pokładem energii. Sen dobrze ci zrobił, więc zaraz po
prysznicu, zabrałaś się za przyrządzanie śniadania. W tym samym czasie
napisałaś do Changkyuna czy ma dzisiaj jakieś konkretne plany. Jedząc kanapkę praktycznie się nią zakrztusiłaś po przeczytaniu jego odpowiedzi. Chłopak bowiem napisał, że nie i prosił byś przyszła do niego do domu. Napisałaś mu wiadomość, że będziesz za jakąś godzinę i rzuciłaś lekko nadgryzioną kanapkę w kąt. Szybko przebrałaś się w ładniejsze ubrania i umalowałaś idealnie. Wybiegłaś wręcz z domu w skowronkach. A to wszystko dzięki Changkyunowi.
***
Wysiadłszy z autobusu skierowałaś swoje kroki w kierunku jego mieszkania. Wtedy
z rytmu wybiła cię nowa wiadomość. To znowu Changkyun. Prosił cię o zrobienie
małych zakupów po drodze, gdyż nie miał on nic aktualnie w lodówce. Westchnęłaś lekko, gdyż byłaś już przed jego klatką, ale i tak zawróciłaś do sklepu. Droga szła ci opornie, gdyż specjalnie założyłaś szpilki, a nie byłaś specjalistką od chodzenia w nich. Co jednak mogłaś począć?
Po kupieniu składników na ulubione danie Changkyuna rozpoczęłaś drogę powrotną do mieszkania chłopaka. Ostatecznie przez krzywy chodnik i ciężkie reklamówki straciłaś równowagę i torby wyleciały ci z rąk.
- Cholera. – przeklęłaś i zaczęłaś powoli pakować z powrotem produkty do siatek.
- Pomogę ci. – usłyszałaś nagle czyjś męski głos.
Podniosłaś wysoko głowę i zauważyłaś młodego chłopaka. Miał on wyjątkowo łagodne rysy i ciepłe spojrzenie. Gdy tylko zorientował się, że się na niego patrzysz, uśmiechnął się również przyjaźnie.
- Nic ci się nie stało? – zapytał, pakując za ciebie wszystkie rozsypane rzeczy.
- Nie, dziękuję za pomoc. – mruknęłaś odrobinę skrępowana, kiedy chłopak podał ci obie z powrotem załadowane reklamówki.
- Pomóc ci to zanieść? Jest trochę ciężkie. – zaproponował powoli.
- Poradzę sobie. – skłoniłaś się lekko i szybkim krokiem pokonałaś ostatnie kroki dzielące cię od klatki Changkyuna. Dopiero tam przystanęłaś i obejrzałaś dokładnie swoje podarte kolana.
Obtarłaś je niedbale z piasku i zaczęłaś wspinaczkę na trzecie piętro. W takich chwilach oddałabyś wszystko za windę w tym bloku. Niestety, realia nie pozwoliły ci na wygodne rozwiązanie.
- Jestem. – zawołałaś niepewnie, gdy nareszcie weszłaś do mieszkania swojego chłopaka.
- Cześć. – szatyn stał naprzeciwko drzwi wejściowych. Ubrany był jeszcze w dresy, które używał jako piżamę.
- Nie zamknąłeś drzwi. – upomniałaś go. Zawsze walczyłaś z nim o tym, ponieważ chłopak wiecznie o tym zapominał.
- Zapomniałem. – wzruszył ramionami.
- No nieważne. – uśmiechnęłaś się do niego i doniosłaś ciężkie zakupy do kuchni. Postawiłaś je na blat i zaczęłaś wypakowywać. – Jadłeś coś?
- Jeszcze nie. Czekałem na ciebie. – odparł.
- No to ja coś zrobię, a ty może idź się ubierz? – zaproponowałaś wesoło.
- Spoko. – po wypowiedzeniu jednego słowa, momentalnie ulotnił się z kuchni.
Ty jednak przyzwyczajona do jego dość oschłego traktowania zwyczajnie zabrałaś się za przygotowywanie jakiegoś ciepłego posiłku. Doskonale wiedziałaś, że gdyby nie ty, Changkyun żywił by się samymi zupkami z proszku i pizzą.
Postanowiłaś przygotować yukgaejang. Sporo wykosztowałaś się na dobry kawałek wołowiny, ale jednak gdy myślałaś o wdzięczności chłopaka, zaraz o tym zapominałaś. Ważne dla ciebie było to, że będzie on zadowolony.
W czasie, kiedy gulasz się gotował, ty postanowiłaś trochę posprzątać. Nie byłaś osobą pedantyczną, jednak to, co działo się w mieszkaniu Changkyuna można by było porównać do trzeciej wojny światowej.
Zebrałaś wszystkie porozrzucane, brudne ubrania do kupy. Sprzątnęłaś wszystkie walające się i zgniecione kartki papieru, na których były prawdopodobnie nieudane teksty piosenek. Odkurzyłaś mieszkanie i otworzyłaś okna, żeby się wywietrzyło. Ostatnią rzeczą, jaką zrobiłaś przed nałożeniem jedzenia do misek, było umycie naczyń.
Jak na zawołanie, kiedy postawiłaś śniadwani-obiad na stół, do salonu wszedł Changkyun. Jego włosy były jeszcze wilgotne, a sama jego osoba pachniała delikatnie żelem pod prysznic.
- Idealne wyczucie czasu. – zaśmiałaś się i pokazałaś mu, by usiadł.
Szatyn zajął miejsce obok ciebie, na kanapie i wziął do ręki łyżkę. Obserwowałaś uważnie, kiedy smakuje pierwszą porcję zrobionego przez ciebie z wielkim wysiłkiem posiłku. Już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, kiedy przerwał wam jego telefon. Chłopak odebrał połączenie.
Ty odwróciłaś od niego momentalnie wzrok. Wpatrywałaś się w krajobraz za oknem. Wiedziałaś co zaraz nastąpi. Po usłyszeniu, że Lim skończył rozmowę, żołądek ścisnął ci się odruchowo, a ty dalej patrzyłaś tępo w ten sam kierunek.
- Doyeol dzwonił. – zaczął swoim niskim tonem. – Muszę się z nim zaraz spotkać.
Tak, dokładnie to przewidywałaś.
- Poczekasz tutaj na mnie? Będę za jakieś trzy godziny. – mówił dalej. Po odgłosach słyszałaś, że już zaczął ubierać buty. – A, i zamknij okno. Zimno tu jak w psiarni.
- Chciałam wywietrzyć. – powiedziałaś drżącym głosem. Łzy ponownie napływały do twoich oczu.
- Co? – spytał.
- Nieważne, idź. Baw się dobrze. – starałaś się brzmieć normalnie, co na szczęście ci się udało.
- Spoko. – tak brzmiało jego pożegnanie. Zaraz usłyszałaś trzask drzwi i w tym samym momencie wybuchnęłaś płaczem.
To od zawsze tak wyglądało. Byłaś z nim od jakichś trzech miesięcy. Niby razem, a jednak czułaś się, jakby on nie wiedział o waszym związku. Ty za to starałaś się za dwóch, robiłaś dla niego wszystko. Za każdym razem, kiedy swoim zachowaniem doprowadzał cię do płaczu, ty, jak głupia wmawiałaś sobie, że to będzie ten ostatni raz. Ale ostatni raz nigdy nie nadejdzie.
Otarłaś łzy i spojrzałaś na stygnące powoli jedzenie. Tak bardzo starałaś się przygotować je jak najlepiej, a nie usłyszałaś nawet słowa podziękowań. Zacisnęłaś mocno dłonie i wstałaś od stołu. Zwyczajnie wyszłaś z jego domu, zamykając go uprzednio swoim kompletem kluczy.
Postanowiłaś od razu pojechać do Changkyuna i je mu oddać. Chciałaś jak najszybciej zakończyć ten bolesny związek. Na szczęście on i jego przyjaciel spotykali się zawsze w tym samym miejscu. Odnalezienie go więc nie zajmie ci dużo czasu.
***
Gdy byłaś coraz bliżej swojego celu, twoje nogi coraz bardziej drżały. Zresztą
nie tylko nogi. Nie potrafiłaś utrzymać porządnie w ręce pęku kluczy, przez co
brzęczały irytująco. Tobie to jednak nie przeszkadzało, miałaś w tamtej chwili
wrażenie, że ogłuchłaś i jedyne, co słyszysz, to bicie twojego serca.Zobaczyłaś go tak, gdzie się spodziewałaś. Siedział na trawie, opierając się o jakieś puste o tej porze rampy. Podeszłaś więc niepewnym krokiem.
- Changkyun. – zwróciłaś na siebie jego uwagę.
- Co ty tu robisz? – spytał zdziwiony.
- Możemy porozmawiać? – zacisnęłaś klucze mocno w dłoni.
- Mów. – mruknął.
- Na osobności. – spojrzałaś wymownie na jego przyjaciela.
- Chodź. – Lim westchnął ciężko, ale ostatecznie wstał. Pociągnął cię kilka metrów dalej, staliście zasłonięci przez kilka szerokich drzew. – Czemu tu przyszłaś?
- To twoje. – podałaś mu klucze.
- Czemu mi je oddajesz? – zmarszczył brwi.
- To koniec. – powiedziałaś drżącym głosem.
- Słucham? – w jego głosie mogłaś wyczuć nutę złości.
- Mam tego dość.. – szepnęłaś. – Robię dla ciebie wszystko co w mojej mocy. Spełniam twoje zachcianki, jestem na każde twoje zawołanie i znikam tylko, kiedy powiesz choćby słówko o tym, że nie chcesz mnie widzieć.
Spojrzałaś uważnie na chłopaka. Stał prosto i wpatrywał się w ciebie zacięcie. Wiedziałaś, że jak na razie nie ma zamiaru się odezwać.
- Niestety ty masz to kompletnie gdzieś. – podsumowałaś. – Nawet nie wiesz ile razy płakałam. Teraz, jeśli się zastanowię, to chyba nie było dnia, kiedy nie uroniłam przez ciebie łzy. Jestem naprawdę głupia..
- W takim razie droga wolna. – chłopak w końcu się odezwał. Jego ton był chłodny i twardy.
- Czy ty mnie kiedykolwiek kochałeś? – kontynuowałaś, dając płynąć łzom po swoich policzkach. – Dlaczego zgodziłeś się ze mną być, kiedy nic do mnie nie czułeś? Dlaczego dawałeś mi głupią nadzieję na to, że mnie pokochasz?
- Mam dość tej rozmowy. Po prostu już idź i nie dzwoń do mnie. – Changkyun mruknął nisko.
- Nawet teraz nie potrafisz mi okazać swoich uczuć. – zauważyłaś. – Masz serce z kamienia? Nie rozumiem, kompletnie tego nie rozumiem.. Czy nie ma choć odrobiny nadziei, że twoje uczucia się zmienią? Nie możesz mnie pokochać.. Chociaż trochę polubić.. Tak powoli, powolutku.. ja..
- Idź stąd! - chłopak wrzasnął nagle. Podskoczyłaś przerażona na jego nagły wybuch. – Powiedziałem, że masz mnie zostawić w spokoju! Czego nie rozumiesz idiotko?!
- Ja.. – zawahałaś się, jednak widząc jego minę, zamilkłaś. Lim w tym czasie odwrócił się i zwyczajnie odszedł.
Patrzyłaś jak odchodzi, jak jego wizerunek staje się coraz mniejszy. Płakałaś znowu. To stało się już twoim nawykiem.
***
Gdy wróciłaś do domu momentalnie zdjęłaś szpilki. Rzuciłaś je w kąt mieszkania
i obolałym, przez długi spacer, krokiem ruszyłaś w stronę kanapy. Ułożyłaś się
na niej w pozycji embrionalnej i westchnęłaś ciężko.Sama nie wiedziałaś jak masz się czuć. Z jednej strony czułaś, że nagle i bezpowrotnie straciłaś ogromną część siebie. Było to tak, jakby ktoś szybko wyrwał ci twoje serce. Krwawiłaś w środku.
Z drugiej strony jednak jak mogło cię boleć coś, co utraciłaś? Skoro Changkyun już dawno zabrał ci twoje serce, jak mogłaś czuć jego ból? To był chore.
O dziwo pogoda była irytująco piękna. Zawsze wyobrażałaś sobie, że kiedy będziesz zrywać to w deszczu, ogromnej ulewie, która ukryje twoje łzy. Dlaczego więc słońce pięknie świeciło, niebo było bezchmurne, a każdy inny, kogo spotkałaś na swojej drodze do domu śmiał się radośnie? To było idiotyczne.
***
Od twojego rozstania z Changkyunem minęły dwa tygodnie. Ty w tym czasie
siedziałaś przez ten cały czas z domu. Wychodziłaś jedynie raz na kilka dni do
sklepu. Poza tym snułaś się po domu jak duch, wrak człowieka. Tak jak powiedział ci twój już były chłopak, nie kontaktowałaś się z nim. Chociaż bardzo chciałaś. Pomimo, że przysporzył ci on tyle bólu, ty dalej go kochałaś. Nie potrafiłaś tak szybko pozbyć się kogoś, kto był dla ciebie wszystkim. Starałaś wmawiać sobie, że to kwestia czasu. Chciałaś wierzyć, że w końcu o nim zapomnisz.
Twoje myśli przerwało pukanie do drzwi. Powoli ruszyłaś się z kanapy, czując przy tym, jak bardzo twoje ciało zdrętwiało przez siedzenie w jednej pozycji przez dłuższy czas.
Jednak widok osoby, która stała za twoimi drzwiami sprawił, że każda komórka twoje ciała zaczęła żyć. Zrobiło ci się gorąco, ręce zaczęły ci się trząść, a do twoich oczu, jakby już z przyzwyczajenia zaczęły napływać łzy.
- Nie płacz. – to były pierwsze słowa, jakie usłyszałaś od Changkyuna po tym wszystkim. – Błagam cię, nie rób tego. Nie przez kogoś takiego, jak ja.
Patrzyłaś na niego zaskoczona. Miałaś dziwne odczucie, że to ktoś inny, ale jednak wszystkie zmysły upewniały cię, że to Changkyun.
- Pytałaś się mnie dlaczego, dlaczego z tobą byłem. Odpowiem ci teraz. – spauzował na chwilę. – Nie wiem. Sam tego nie rozumiem. Nie rozumiem ani siebie, ani moich uczuć w stosunku do ciebie. Na początku, kiedy kazałem ci odejść, w ogóle się o ciebie nie martwiłem. Dopiero później, kiedy byłem sam zrozumiałem, że w tamtej chwili odrzuciłem wszystko, co ważne. Przez cały ten czas nie potrafiłem nic zrobić. Żaden napisany tekst nie był dobry, nie potrafiłem z nikim rozmawiać, zrobienie zwykłego ramenu mnie przerastało. Nawet nie wiesz, ile razy zaciąłem się przy goleniu. – zaśmiał się lekko. – Wiesz czemu?
- Dlaczego? – spytałaś cicho.
- Bo jestem bardziej twój, niż ty moja. – odparł i ułożył delikatnie dłonie na twoich policzkach. Przetarł wilgotne jeszcze ślady łez. – Musiałem być szalony, że pozwoliłem ci odejść. Sam, bez ciebie jestem niczym. – przybliżył delikatnie swoją twarz do twojej i pocałował cię.
To był wasz pierwszy pocałunek. Marzyłaś o nim od dawna. Był jednak o wiele lepszy niż mogłaś to sobie wyobrazić. Changkyun muskał twoje usta powoli i z uczuciem. Po raz pierwszy mogłaś poczuć coś od niego. Była to tęsknota, żal i.. miłość.
Kiedy wreszcie oderwał się od ciebie, oparł swoje czoło o twoje i uśmiechnął delikatnie.
- Przepraszam, że przyszedłem tak późno. – wyszeptał. – Tak bardzo za tobą tęskniłem. Myślę, że nie wytrzymam już więcej naszej rozłąki, więc proszę, pozwól mi patrzeć na siebie codziennie.
- Dobrze. – przytaknęłaś delikatnie.
- I również nie płacz więcej. – złożył motyli pocałunek na twoich ustach. – Nie możesz. Wiesz dlaczego? Ponieważ cię kocham.
- Ten ostatni raz.. – mruknęłaś, kiedy po twoim policzku spłynęła łza. Tym razem była to łza szczęścia. Byłaś naprawdę szczęśliwa. Jeśli to był sen, nie chciałaś się z niego obudzić za wszelką cenę.
- Kocham cię _____. – powtórzył po raz kolejny i delikatnie otarł kciukiem twoją łzę.