Znajdziesz tutaj fanfiction'y z k-pop'owymi zespołami/wokalistami, jak i z domieszkami innych zespołów.
Jeśli komentujesz to znaczy, że interesuje Cię nasza praca i chcesz dalej czytać. :)
Znajdują się tu treści erotyczne i odmienne orientacje!

poniedziałek, 23 marca 2015

#.5.Changjo/Ricky - TEEN TOP

Święta Bożego Narodzenia, lub zwyczajnie "Święta". Każdemu kojarzą się z czymś innym. Jednym z wieczerzą, przy której zbiera się cała rodzina, innym ze śniegiem, z promocjami w sklepach lub ogólnym szaleństwem zakupowym. Gorączka ogarnia każdego już na początku Grudnia, a szczególnie dzieci. Te zachowywał się jak w zegarku myśląc już o prezentach, które dostaną w Wigilię. 
Ja nie należałem jednak do żadnego rodzaju z tych ludzi. "Święta" kojarzyły mi się jedynie z długo wyczekiwanym urlopem, który wytwórnia dawała nam co roku w ten zimowy czas. 
Także i w tym roku postanowiliśmy spędzić razem kilka dni, a potem porozjeżdżać się do swoich rodzin. Tak, jak co roku wynajęliśmy przytulny domek letniskowy 40 kilometrów od miasta. Była to drewniana, nastrojowa chatka, idealna na takie wypady. 
- Gotowi na zabawę?! - zawołał podekscytowany C.A.P
- Tak! - wrzasnął Niel.
- Jak zawsze~. - zachichotał L.Joe. 
- Nareszcie przerwa między tymi ciągłymi treningami. - westchnął Chunji. 
- Kocham to, ale naprawdę czasami czuję się wypluty. - zamruczał Ricky. Oparł się przy tym o szybę samochodu i zmrużył oczy. 
- Po takiej dwutygodniowej przerwie wrócimy z nowym zapałem i dawką energii~. - powiedział zadowolony Byunghun. 
- Oby. - zamruczałem. Naprawdę uwielbiałem tańczyć i śpiewać przed fanami, jednak przy ciągle niewyspanych nocach i przepracowaniu, dostawałem przez to w kość. 
 - Jeszcze godzinka drogi i nasza wakacje można uznać oficjalnie za rozpoczęte. - powiedział spokojnie Chunji. Przeciągnął się i założył ręce za swój zagłówek. Musnął przy tym niechcąco po twarzy Rickyego, który momentalnie zmarszczył nos i machnął dłonią, jakby odganiał od siebie uciążliwą muchę. 
Zaśmiałem się delikatnie pod nosem, szczególnie po zobaczeniu zdegustowanej mini Chunjiego. Nie był zadowolony z faktu, że praktycznie wsadził palce do nosa młodszego chłopaka. Ricky natomiast jak gdyby nigdy nic poszedł spać dalej. Postanowiłem wziąć z niego przykład i już po chwili opierając się o pas bezpieczeństwa drzemałwem w najlepsze. 
*** 
- Changjo, wstawaj ty leniwa płaszczko~. - otworzyłem zaspane oczy na zirytowany głos Niela. 
- Płaszczko? - prychnąłem pod nosem. I odpiąłem pas. Bez zbędnych słów wysiadłem z auta. 
Widok był przepiękny. Brązowy, drewniany domek był zaśnieżony równie mocno, co sosny stojące niedaleko. Krajobraz jakby wyjęty z jakiejś świątecznej pocztówki. Przystanąłem na chwilę by pełną piersią zaciągnąć się świeżym powietrzem, jednak mój spokójnie trwał długo. 
- Bierz torbę bo zaraz zamarzniesz na tym mrozie. - Daniel nie delikatnie podał mi mój bagaż. 
- Ugh. - jęknąłem tylko na skutek uderzenia w brzuch. Skąd ta żaba miała tyle pary w łapach? Dalej mnie to zastanawia. 
Poprawiłem torbę, którą zarzuciłem na ramię i poszedłem za głównym wokalistą. Napadało sporo śniegu, przez który musieliśmy powoli brodzić do domku. 
- Mogłem założyć lepsze buty. - psioczył Niel pod nosem, gdy tylko weszliśmy na ganek. 
 - Faktycznie zabranie addidasów nie było dobrym pomysłem. - stwierdziłem spojrzawszy na jego zielone trampki.
- Przynajmniej pasują mi do czapki. - wzruszył ramionami. 
- No tak. Przynajmniej jesteś stylowy. - zaśmiałem się z mojego hyunga. Tylko on mógł założyć zielone addidasy w zimę przy 15 stopniach na mrozie. 
Zostawiwszy kurtkę i szalik na wieszaku ruszyłem dalej. W salonie L.Joe leżał juź rozwalony na kanapie, a Chunji walczył z telewizorem. 
- Obejrzyjmy film! - do salonu niespodziewanie wleciał C.A.P. 
- Film! Tak! - ze schodów na górę zbiegł Ricky. 
- Chunji skończ swoje porachunki z telewizorem, a ja zrobię popcorn. - powiedział spokojnie L.Joe. 
- Ta. Bo ty myślisz, że to tak łatwo podłączyć tą kupę złomu. - zamruczał niezadowolony wokalista przestawiając znowu w inne miejsce antenę. 
Ja wtenczas szybko ulotniłem się do swojego pokoju. Zawsze zajmowałem ten sam. Był blisko łazienki i miał idealny widok na las. Jakże się zdziwiłem, kiedy w moim ukochanym pokoiku, na miękkim łóżku leżała torba Rickyego. Położyłem swoją na krześle i momentalnie wróciłem do salonu.
 - Ricky twoja torba jakimś cudem znalazła się u mnie w pokoju. - mruknąłem. 
- Nie jakimś cudem tylko w jego pokoju jest zapsuty karolyfer. Dlatego będziecie spać w jednym. - powiedział C.A.P, który akurat kładł miski z kukurydzą na ławę. 
- Ale jak to.. czemu ze mną? - jęknąłem niezadowolony. Liczyłem na ciszę i spokój.
- Bo jesteś najmłodszy. - skwitował szybko lider, na co Ricky zachichotał. 
- Argument niepodważalny. - przytaknął Daniel. 
Prychnąłem tylko pod nosem i usiadłem na kanapie. Tuż obok mojego nowego współlokatora. Co z tego, że byłem najmłodszy. To przecież Ricky zachowywał się jak dziecko!
- OKEJ. NAPRAWIONE! - wrzasnął nagle Chunji, strasząc przy tym każdego. 
- Chryste, nie drzyj się tak. - jęknął Joe.
- Gdybyś tyle się męczył z tym przeklętym pudłem to byś zrozumiał. - prychnął Chanhee. - W ogóle mnie nie doceniacie. 
- Doceniamy, doceniamy. - zapewnił go Niel. 
- No. A teraz weź się przesuń, bo ze szkła to niestety nie jesteś. - mruknął Byunghun. 
Chunji burknął coś pod nosem i usiadł na kanapie obok Niela. Ahn już dawno trzymał na nogach miskę popcornu i jadł zawzięcie. Ja również zabrałem szybko drugą i przytuliwszy się do niej, czekałem, aż któryś włączy film.
W końch C.A.P włożył płytę do dvd i szybko skoczył na kanapę. Oczywiście źle wymierzył i zamiast obok Niela to spadł na niego. Mógł to również zrobić specjalnie gdyż uwielbiał dokuczać wokaliście. Nikt nie przejął się więc zbytnio krzykami zespołowej żaby tylko patrzył skupiony w telewizor. 
Szybko zorientowałem się co za film włączył lider. Kroniki Opętania oglądałem już raz i uśmiechnąłem się pod nosem. Będzie zabawa, szczególnie, że siedzący obok mnie Changhyun boi się duchów. Nie myliłem się i zamiast oglądać film patrzyłem jedynie na twarz przerażonego Rickyego. 
Sam nie wiem czemu wydawało mi się to takie zabawne. Może przez to, że już kilka razy dźgnąłem go w plecy, a on nie zorientował się kto to? W każdym razie ja bawiłem się przednio. Reszta nie bała się tak bardzo. L.Joe chyba się nawet trochę nudził. 
Film już dobiegał końca, byliśmy na kulminacyjnej scenie, kiedy to akcja działa się w szpitalu. Ricky trząsł się niesamowicie ze strachu, a ja ze śmiechu. Przecież to było komiczne, zachowywał się jak dziewczyna. 
W końcu Changhyun nie wytrzymał. Krzyknął przerażony i machnął ręką, uderzając przy tym w moją miskę z popcornem. Jej zawartość wysypała się cała na mnie, a ja wrzasnąłem przez to zirytowany. Wtedy Chunji momentalnie wstał z kanapy i zapalił światło. 
- Co jest? - zapytał szybko. Widocznie uznał mój krzyk za niepokojący. 
- Jestem cały w maśle. - mruknąłem strzepując z siebie kukurydzę. - Idę się wykąpać. - westchnąłem i wstałem.
 - Będziemy oglądać bez ciebie. - powiedział spokojnie L.Joe. 
- Spoko. - machnąłem ręką. Psiocząc pod nosem na to, że zrobili popcorn z masłem, a nie solą. Zabrałem z pokoju ręcznik i płyn do kąpieli i poszedłem do łazienki. 
Gdy szorowałem dokładnie włosy moim ukochanym cytrusowym szamponem nagle zgasło światło. Zamarłem na chwilę, ale znając chłopaków to pewnie oni chcieli być zabawni i wyłączyli oświetlenie w pomieszczeniu. Myłem się więc spokojnie dalej gdyż światło księżyca wpadało przez małe okienko. 
Gdy w końcu wyszedłem z łazienki w dresach i zwykłym podkoszulku coś przyczepiło się do mnie momentalnie.  
- Changjo.. - usłyszałem cichy głos Rickyego. 
- Co jest? - spytałem zdziwiony faktem, że chłopak się do mnie przytula. To nie było dla mnie zbyt komfortowe.
- Chłopaki pojechali. - powiedział. 
- Co? Gdzie niby? - zmarszczyłem brwi.
- No korki wyleciały jak Niel hyung odpalił mikrofalę. - wyjaśnił. 
- Aaa. To dlatego światła nie ma. - dopiero teraz zauważyłem, że stoimy w egipskich ciemnościach. - Jesteśmy sami? 
Ricky zamiast odpowiedzieć przytaknął powoli. Westchnąłem cicho czując jak chłopak drży. 
- Ech.. Changhyun boisz się? - spytałem cicho.
- Trochę. - odparł powoli. 
- Nie masz czego. To tylko film. - powiedziałem i podniosłem rękę. Zawahałem się, jednak w końcu pogłaskałem go delikatnie po włosach. Z zaskoczeniem stwierdziłem, że są nad wyraz miękkie i miłe w dotyku. 
- Wiem.. ale i tak.. - wymruczał. 
- Chodź pozapalamy świeczki. Nie będziemy przecież siedzieć tak w ciemnościach. - postanowiłem i odkleiłem go od siebie. 
- Changjo! - zawołał, gdy tylko zrobiłem krok do przodu.
Westchnąłem ciężko. To chyba nie był dobry pomysł by go straszyć. Teraz muszę go niańczyć. 
Szybko złapałem go za rękę i pociągnąłem za sobą. Świecąc latarką z komórki przeszukiwałem szafki w kuchni w poszukiwaniu jakichś świeczek. 
- A ty się nie boisz? - zapytał niepewnie Ricky. 
- Nie mam czego.. - mruknąłem dalej skupiony na poszukiwaniach.
- Ja wiem, że nie ma czego, ale po prostu.. Nie chcę zostać sam.. - powiedział cicho. 
- Nie zostaniesz. Przecież jestem tu obok, a pokój też dzielimy razem. - odwróciłem się w jego stronę i uśmiechnąłem delikatnie. - Znalazłem. - uniosłem wysoko trzy świeczki do góry. 
Usiedliśmy na kanapie w salonie, a ja szybko podpaliłem świeczki. Ich słabe światło oświetlało nasze twarze. Dopiero teraz zobaczyłem, że Ricky ma lekko podpuchnięte i zaczerwienione oczy. Musiał płakać. Westchnąłem przeciągle. Chłopak naprawdę się bał. 
- Ciekawe kiedy wrócą. Dawno pojechali? - spytałem przerywając ciszę. 
- No praktycznie od razu jak zgasło światło. - odparł otulając się wełnianym kocem, który leżał na kanapie. Faktycznie robiło się zimno, grzejniki widocznie musiały być elektryczne. Przysiadłem się obok chłopaka i również okryłem kocem. 
- I cały czas siedziałeś tam pod łazienką w ciemności? - spojrzałem na niego. 
- No a co miałem robić? - wydął uroczo wargę. Oplotłem go ramieniem dookoła by choć trochę dodać mu otuchy. 
I co mogliśmy więcej robić? Siedzieliśmy oświetlani tylko słabym światłem bijącym od świeczek i czekaliśmy na wybawienie w postaci prądu i reszty zespołu. Wpatrywałem się przy tym w Rickyego. Nie mogłem uwierzyć, że jeden, głupi film zmienia ten wulkan pozytywnej energii w trzęsącą się ze strachu
osobę. 
- Może puścić jakąś muzykę? - spytałem w końcu wyciągając z kieszeni spodni telefon. Nie czekając na odpowiedź puściłem nasze Missing. 
Cicho śpiewałem przy moich częściach i to samo po chwili robił Ricky. Siedzieliśmy po chwili już i okryci kocem śpiewaliśmy nie tylko swoje partie, ale całą piosenkę. Śmiałem się z niego, kiedy naśladował rap L.Joe. Sam nie wiem kiedy usnęliśmy, ale obudziło mnie głośne trzaśnięcie drzwiami i głosy chłopaków. 
- I jak? Gdzie światło? - spytałem, gdy ci zdążyli wejść do salonu. 
- Światło się na nas ostatecznie wypięło. - mruknął Byunghun. 
- Przepaliły się bezpieczniki. - wyjaśnił Chunji widząc moją zdezorientowaną minę. 
 - Jutro dopiero ktoś przyjdzie to naprawić. - powiedział C.A.P. - Także nie ma co, idziemy spać. 
Wszyscy szybko rozeszli się do swoich pokoi zanim zdążyłem wstać z kanapy. Bez wahania wziąłem śpiącego Rickyego na ręce i zaniosłem do naszego wspólnego pokoju. 
Nie był ciężki, więc delikatnie położyłem go na łóżku i sam zająłem miejsce obok. Byłem zbyt zmęczony żeby teraz biegać i awanturować się z przenoszeniem łóżka z drugiego pokoju. Gdy tylko ułoźyłem się wygodnie, poczułem jak Ricky przytula się do mojego boku. 
- Dziękuję. - usłyszałem jego zaspany głos. 
- Za co znowu? - spytałem zamykając oczy. 
- Za to, że dotrzymywałeś mi towarzystwa, kiedy tego potrzebowałem. - odparł. 
- To mój obowiązek. - mruknąłem.
- Obowiązek jako kogo? - zapytał nagle.
 Mój mózg chciał odpowiedzieć od razu, że jako przyjaciela. Dlaczego więc te słowa nie chciały mi przejść przez usta? Zacząłem myśleć. Bo czy naprawdę czułem się nie komfortowo, kiedy Ricky przytulał się do mnie? Później sam złapałem jego rękę i przytuliłem do niego. - Jeśli się wahasz, to.. - Changhyun podniósł się delikatnie i zrobił coś, czego się nie spodziewałem. 
Jego usta spotkały się z moimi. Ku mojemu zaskoczeniu były przyjemnie ciepłe i delikatne, dlatego więc zamiast go odtrącić oddałem pocałunek. Dałem się ponieść chwili, ale czy będę tego żałował?
Gdy skończyło nam się powietrze oderwaliśmy się od siebie. Ricky uśmiechał się szeroko i dyszał delikatnie. Nie, na pewno nie będę żałował. 
- To była odpowiedź na moje pytanie? - wydyszał zadowolony. 
- A czy to był mój prezent świąteczny? - spytałem unosząc jedną brew. Chłopak uśmiechnął się delikatnie. Ja nie czekając na odpowiedź przytuliłem go do siebie i zamknąłem ponownie oczy.
- Idziemy spać. - zarządziłem.
- Dlaczego mi rozkazujesz? To ja jestem starszy! - usłyszałem jego buntowniczy głos.
- Bądźmy realistami, kto z naszej dwójki jest bardziej męski? - spytałem spokojnym tonem. Specjalnie chciałem mu dokuczyć. Wiedziałem, że zrobi tą swoją słynną, oburzoną minę.
- Yah! - krzyknął zaraz.
- Cicho. Chcę spać. - westchnąłem i zwyczajnie wtuliłem go w swoją klatkę. Sam oparłem głowę o czubek jego głowy. 
- Podaruję ci to tym razem. - mruknął, przytulając się do mnie.
- Tak, tak.
Powoli zasypiałem z uśmiechem na ustach. Muszę powiedzieć, że chyba polubię ten okres świąteczny, jeśli tylko takie miłe niespodzianki, jak ta, będą się przez niego przewijały.
 XXX
Notka od autora: Także tego, trochę spóźnione bo jeszcze o tematyce świątecznej, ale mam nadzieję, że i tak się podoba ^^''. Moje pierwsze ff na tym blogu, a więc zapraszam do zapoznania się z moimi umiejętnościami pisania~. Yup, to na tyle, trzymajcie się ~ ;D

Obserwatorzy