Znajdziesz tutaj fanfiction'y z k-pop'owymi zespołami/wokalistami, jak i z domieszkami innych zespołów.
Jeśli komentujesz to znaczy, że interesuje Cię nasza praca i chcesz dalej czytać. :)
Znajdują się tu treści erotyczne i odmienne orientacje!

środa, 31 grudnia 2014

#.Informejszyn! Nowa autorka na blogu.

Hello, tutaj nowa autorka na blogu~. Mówcie mi Ray ^^. Moim ulubionym zespołem jest ZE:A, ale uwielbiam także BTS, VIXX, EXO, Infinite i moją ostatnią obsesje - IKON XD Moim ultimate jest Kim Dongjun, ale jeśli w jakimś zespole jest raper, to na 90% jest moim biasem (wyjątek to właśnie tylko ultimate). Co do pisania, to mogę pisać wszystko, oprócz jakichś smętów, które niezbyt lubię. Tyle o mnie, dziękuję za uwagę~.

~Ray

środa, 27 sierpnia 2014

#.3.Jonghyun/Kibum-SHINee.

NOTKA OD AUTORA
Mam nadzieję,że to yaoi przypadnie Wam do gustu. Czy ktoś może zaproponuje jakiś paring na kolejne yaoi? :)

Zapraszam do czytania! <3

Perspektywa Jonghyuna

-Jonghyun! Możesz tutaj na chwilkę!
Usłyszałem krzyk Keya,zapewne z naszego pokoju. Oderwałem wzrok od telewizora i spojrzałem na Minho. Nie chcę swoimi krzykami zniszczyć jego pozytywne emocje oglądania meczu.
-Key no! Jak coś chcesz to sam tutaj przyjdź.
-Dinuś, proszę!
Westchnąłem i już chciałem wstać, ale Minho złapał mnie za kawałek koszuli.
-Odpuść. Nie choć tak na jego każde zawołanie.
-Mhm.
No i usiadłem z powrotem. W końcu nasza reprezentacja gra. Nawet, gdy jest to mecz towarzyski.

Perspektywa Key'a.

Trzasnąłem drzwiami by usłyszał moje rozczarowanie. Chociaż i tak weźmie to za divowskie pokazywanki. Czuję jak łzy wzbierają się w moich oczach. Usiadłem na łóżku przed moją długą pracą. Tak bardzo chciałem by zobaczył to. By pochwalił mnie i był zadowolony.
-Key?
Pukanie do drzwi i do naszego pokoju wszedł Taemin. Pamiętam jak na początku strasznie zazdrościł nam tego pomieszczenia. W końcu 40 metrów kwadratowych to nie tak mało i ogromne okno. Jest ona większe od normalnego o jakieś 50 razy. Ale nie zajmuje całej ściany naprzeciwko łóżka. Nawet nie chcieliśmy tak.
-Mhm.
Mruknąłem i pierwsze łzy wydostały się z moich oczu.
-Coś się stało? Słyszałem krzyki i potem trzaśnięcie drzwiami.
-Wszystko jest i nie jest okey.
-Oh hyung.
Dotknął mojego ramienia, ale po chwili zabrał dłoń, wydając jakiś nieokreślony dźwięk.
-Key! Ty sam to zrobiłeś! O ja cię kręcę! To jest boskie! Ile tu jest elementów?!?
-Trzydzieści tysięcy.
Wyszeptałem, patrząc na zadowolonego Taemina.
-Gdzie jest Onew i Minho!? Oni muszą to zobaczyć.
-Onew wyszedł, a Minho ogląda mecz, tak?
-Ano to nie będę mu przeszkadzał. Jak pozwolisz kiedy indziej z nim przyjdę i zobaczy. Gdzie będziesz zawieszał? Jonghyunowi na pewno się spodobało!
-Tsaa.
Mruknąłem i aż sam uśmiechnąłem się na zadowolenie Taemina
-Naprawdę piękne.
Posłał mi kolejny uśmiech i pomógł zawiesić to ogromne coś nad łóżkiem.
-Jakiegoś specjalnego kleju używałeś?
-Tak. Kupiłem w sklepie plastycznym.
-Gdzie ty to robiłeś,że nie widzieliśmy tego?
-W mojej kliteczce.
Wskazałem na róg pokoju przy oknie. Są tam czarne parawany i zazwyczaj nikt mi tam nie wchodzi. Tworzę tam stroje jak i inne rzeczy, które mają zadowalać, ale nie zawsze spełniają ten warunek.
-Gotowe!
-Dziękuję Taemin.
Przytuliłem się do niego. Zapewne jest zdziwiony. Rzadko przytulam się do kogoś innego niż Jonghyun.
-Dobrze hyung. Umówiłem się z mamą.
-Okey. Dziękuję!
-Paa.
Posłałem mu ostatni uśmiech i ponownie wylądowałem na łóżku. Zerknąłem na obraz z puzzli i się rozpłakałem. Nie chciał tego zobaczyć. A on wielbi takie krajobrazy. Ułożyłem się całym ciałem na swojej stronie łóżka i zasnąłem.

Perspektywa Jonghyuna.

Wszedłem do pokoju i zacząłem ściągać z siebie ciuchy. Ziewnąłem i ułożyłem mój dzisiejszy strój w szafie. Cicho zaśmiałem się i wszedłem do naszej łazienki. Brr. Zimno. Czyżby Kibum nie korzystał dzisiaj z łazienki? Zawsze chodziłem się po nim kąpać, a teraz jest strasznie zimno. Wyjrzałem z drzwi od łazienki i ujrzałem śpiącego Keya. Może jeszcze się obudzi.
Wyszedłem z łazienki po 30 minutach i stanąłem przed oknem. Te wszystkie światła. Słońce już dawno zaszło, w końcu jest jakoś po północy. W końcu wszedłem do łóżka i delikatnie przyciągnąłem Kibuma do siebie tak,że leżymy na łyżeczki. Oczywiście Bummie jest wyższy, ale i tak bardziej się skula. Ułożyłem swoją jedną rękę na jego brzuchu. Pocałowałem w kark i zasnąłem.

***

Otworzyłem oczy i starałem się przyzwyczaić do czegoś innego niż ciemność. Słońce jeszcze nie obudziło się. Nakierowałem wzrok w stronę okna i ujrzałem w nim Kibuma. Jego piękne plecy odziane w niebieską koszulę. Zszedłem troszkę niżej i ujrzałem białe spodnie. Ręce ma skrzyżowane, tak jak zwykle, gdy ogląda wschód słońca. Pociągnął nosem i chyba przetarł oczy. Czemu płacze? Może tęskni za tym wrednym psem. W końcu został u jego rodziców, a ma go od dzieciństwa.
-K..
Jeszcze głośniej skomlał i zakrył sobie usta. Wbiegł do łazienki. Wzdrygnąłem ramionami i przekręciłem się na drugą stronę. Jeszcze sobie pośpię, w końcu wolne.


Perspektywa Kibuma

-Dziękuję.
Mruknąłem, gdy Onew postawił przede mną kawę.
-Co chcesz zjeść?
-Wszystko jedno.
-Okey. Zrobię zwykłe płatki z mlekiem.
-Mhm.
W progu wejścia do kuchni stanął Taemin, robił sobie herbatę i usiadł naprzeciwko mnie. Uśmiechnął się do nas i oczywiście przywitał się. Nagle w jego po przedniejszym miejscu znalazł się Kim. Przeciągnął się w wejściu i podszedł do mnie. Chciał pocałować mnie w usta, ale przechyliłem głowę i trafił w policzek. Na pewno zwęził oczy w ten jego sposób i rozsiadł się obok mnie.
-Co ci rano spadło?
-Mhm.
To mleko jest zajebiście białe, a kulki czekoladowe są ciemne. Jak ja i Jonghyun.
-Bummie.
-Mhm.
-Key!
-Co!
Podniosłem głowę i napotkałem dziwne spojrzenie Jonga. Czego on chce.
-Patrzysz się w tą miskę od naprawdę pięciu minut, coś się stało kochanie? Jesteś zły za wczoraj? Przepraszam.
-Nie jestem zły za wczoraj.
Tylko za to wszystko.
-Bummie.
Położył swoją dłoń na moje kolano, a ja automatycznie spojrzałem się na jego dłoń. Położyłem swoją dłoń na jego dłoni i przeniosłem ją na jego kolano.
-Dziękuję.
Wstałem i wyszedłem z kuchni. Apatyczni ludzie nie powinni istnieć.

***

-Oh I don't know.Why you're not there.I give you my love,but you don't care.So what is right.. Oh.
Panorama całego miasta jest taka piękna. Cieszę się,że Jonghyunowi spodobał się mój pomysł, z tym oknem. Ale teraz nie ma nic znaczenia. Nawet chyba wiem co zrobię. Muszę odpocząć. Może Jonghyun zrozumie wtedy czym tak naprawdę dla niego znaczę.
-Key! Idziesz na obiad?
Podskoczyłem,słysząc czyjś głos. Minho.
-Tak, idę.
-No to choć. Przytrzymał mi drzwi i pierwszy zszedłem ze schodów i pojawiłem się w kuchni.
-Ramen?
-Tak! Mam nadzieję,że tym razem zjesz.
Jinki posłał mi słaby uśmiech i od razu usiadłem na swoim miejscu i zacząłem jeść. Póki nie ma Jonghyuna.
  -Dziękuję.
Mruknąłem i włożyłem naczynie do zmywarki.
-Idę się przejść.
-Tylko wróć,przed 23, dobrze?
-Dobrze Jinki.
Poprawiłem się trochę w pokoju i wyszedłem z domu z ulgą. Długi spacer na pewno mi posłuży.

***

-Oh I don't know. What can I do. What else can I say, it's up to you. I know we're one,just me and you.
Wszedłem do domu i na korytarzu ściągnąłem buty. Złapał mnie deszcz.
-Co tam śpiewasz?
-Nic.
Zbyłem Taemina i od razu skierowałem się do pokoju. Otworzyłem drzwi i ujrzałem Jonga siedzącego na łóżka. Ciekawe czy zauważył obraz. Położyłem buty na ich miejscu, najpierw je oczyszczając. Poprawiłem włosy i ściągnąłem bluzę i koszulę. Przemokłem do suchej nitki. Założyłem tym razem zwykły t-shirt i ściągnąłem spodnie. Mhm. W domu jest dość ciepło, ale może będzie trzeba gdzieś wyjść. No i wciągnąłem na siebie czarne spodnie. Skierowałem się do łazienki w celu wysuszenia mokrych ciuchów. Wstał. Tak jak się spodziewałem, usiadł na koszu z praniem.
-Kibum. Co się dzieje? Nie lubię, gdy nic nie mówisz.
-Nic.
Czemu mam tak bardzo ogromną ochotę go pocałować.
-Bummie.
Spojrzałem na niego w lustrze i zacząłem zmywać makijaż. A to oznacza,że już dzisiaj nigdzie nie wychodzę. Po zmyciu tego wszystkiego, umyłem twarz i zacząłem się kremować. A on nadal siedzi na tym pierdolonym koszu.
-Kibum. O co chodzi?
-O nic. Ile razy mam to mówić!?
Odwróciłem się w jego stronę i machnąłem dłońmi, co spowodowało,że krem pod oczy wyleciał mi z dłoni. Oczywiście znalazł się w wannie. Mój rozmach jest genialny. Pięć metrów. Jonghyun podniósł tubkę i położył ją za mną na umywalce, tym samym opierając się o nią po moich bokach. Nie dość,że wkurwiasz mnie, to jeszcze chcesz seksu.
-Może tak s...
-Nie, nie i jeszcze raz nie!
Wyrwałem się z jego ''objęć'' i wyszedłem z łazienki jak i z pokoju. Zawsze seks na zgodę u nas działał, ale teraz tutaj to nic nie da. Ważniejsze są słowa i czyny.
-Kibum!
-Mhm?
Zrezygnowałem z zejścia ze schodów i powędrowałem za Taeminem do pokoju jego i Minho. Usiadłem na ich kanapie i po prostu wtuliłem się w maknae.
-Słabe i ciche dni?
-Można tak powiedzieć.
-Nie martw się. Wszystko będzie dobrze.
-Też mam taką nadzieję.

***

Dobrze,że leżę na boku. Przynajmniej nie zachłysnę się własnymi łzami. Poduszka będzie cała mokra. Jak zawsze. Dosyć mam tego,że nie docenia mnie. Nie docenia mnie ta osoba, która powinna to robić. Ja go zawsze chwalę jak coś dobrze czy nawet nie do końca dobrze wyjdzie mu coś. Wsparcie jest bardzo ważne. Zawsze go potrzebuje. Wsparcia i Jonghyuna. Ostatnio coraz bardziej oddalamy się od siebie. Cicho wyszedłem z łóżka i usiadłem po turecku przed szybą. To piękne gwieździste niebo. Wszystkie światła i bardzo małe samochody. Wieżowce i kolejne szyby. Lecz i tak są za daleko by ktoś inny cokolwiek widział z innego apartamentowca. Już powoli zaczynam wątpić w to czy mnie kocha. Z Jonghyunem potrafiliśmy kochać się co drugą noc. Oczywiście jak pozwalały nam warunki zespołowe. A ostatnio robiliśmy to z dwa tygodnie temu. Nawet nie wiem kiedy, ale zasnąłem na podłodze przy oknie.

***

-Kibum? Kochanie?
-Mhmm.
Odwróciłem się w drugą stronę i podkuliłem nogi.
-Kibum. Obudź się!
-Nie śpię.
Odpowiedziałem ze swoistym spokojem, nawet nie otwerając oczu.
-Czemu nie spałeś w łóżku? Będzie cię wszystko teraz boleć.
Złapał mnie pod pachami i postawił na nogi. Ja tylko westchnąłem i powędrowałem w stronę szafy. Chciałbym go przytulić, dotknąć jego szyi i torsu. Ucałować te duże usta, ale nie mogę. Wyciągnąłem jakąś bluzkę i spodnie. Zerknąłem za okno i zapowiada się dość ciepło. W łazience wziąłem szybki prysznic, ubrałem się i zacząłem układać włosy. Jeszcze krem BB i czarna kredka, która w tym momencie tworzy ze mnie słodkiego szczeniaczka. Wyszedłem z łazienki i spojrzałem na Kim'a. Ten patrząc mi się w oczy, oblizał usta. Pojebało go i to do końca.

***

Perspektywa Onew'a.

Wytarłem dłonie w ściereczkę i wziąłem telefon do dłoni, szybko odbierając połączenie.
-Onew. Zgadzam się jakby co. Zasłużyliście.
-Emm? Na co?
-Kibum do mnie dzwonił w sprawie przedłużenia wam wolnego. Został Wam tydzień macie już miesiąc.
-Faktycznie przyda nam się dłuższa przerwa. Dziękujemy hyung.
-Okey. Do widzenia.
-Do widzenia.
Odłożyłem telefon i zamknąłem gaz. Od razu skierowałem się w stronę pokoju Keya i Jonghyuna. Już chciałem zapukać,lecz przerwał mi krzyk młodszego Kima.

Perspektywa Kibuma.

-Nie dotykaj mnie!
Ponownie wyłożyłem z szafy to co miało być już w walizce.
-Wytłumaczysz mi to.
Warknął i złapał mnie za nadgarstek. Posłałem mu złowrogie spojrzenie i w końcu wybuchłem.
-Mam dosyć tego,że nie doceniasz mnie! Nawet nie chciałeś zobaczyć mojego obrazu! Robiłem go także z myślą o tobie! Te bluzki. Widziałeś je chociaż?! Sam ci je zrobiłem. Kto sprząta, kto pierze, kto prasuje, kto cie chwali?! Zawsze cię chwalę, zawsze. Zrobisz coś dobrze, jestem z ciebie naprawdę zadowolony. Ale ty nie zauważasz moich czynników. Mi wystarczy jak podejdziesz do mnie, ucałujesz delikatnie i powiesz ''dobra robota Bummie''. Ale nawet nie ma dojrzenia tego. Ja wiem,że możesz nie widzieć tego jak piorę, sprzątam, bo gdy ma się ciągle czysto to nie zauważa się tego. Brakuje mi ciebie! Nie chodzi mi o zbliżenia, ale o zwykłe delikatne przytulenie. Może zrozumiesz to wszystko w ciągu tego miesiąca.
-Jakiego miesiąca?
Wyszeptał,patrząc na mnie dużymi oczyma.
-Mamy wolne cały miesiąc. Widać,że każdy z nas potrzebuje trochę spokoju. A ty najbardziej. Choć już masz go od półtora tygodnia.
Wziąłem jeszcze z łazienki ulubione kosmetyki i zgarnąłem wszystkie swoje szkice i inne tego podobne z mojego kącika. Wyszedłem z pokoju i pożegnałem się z chłopakami. Muszę odpocząć od Jonghyuna, od tego całego domu.

Perspektywa Onew'a.

-Jonghyun?
Drugi raz w życiu widzę jak Jonghyun płacze.
-Jestem idiotą. Czemu posłuchałem się wtedy Minho. Czemu posłuchałem się tego pierdolonego Choi! Widzisz to! Widzisz jakie to piękne! Widzę tutaj jego część serca.
Podążyłem wzrokiem za jego ręką i wydałem cichy okrzyk zadowolenia.
-Wow.
Kim wybuchnął jeszcze większym płaczem. Usiadłem obok niego i delikatnie dotknąłem jego ramienia. Zrozumiał to wszystko. Widzę to po nim. Szkoda,że Kibum trzyma wszystko w sobie. Nie wygaduje się nikomu.
-Wiesz gdzie on pojechał?
-Zapewne do swoich rodziców.
-No to pojedź tam. Ale daj mu trochę czasu.
-Myślisz,że to dobry pomysł?
-Nie proponowałbym wtedy.
Uśmiechnąłem się do niego i wyszedłem z pokoju. No to ja także muszę sobie zorganizować wakacje.

***


Perspektywa Kibuma.

Nie ma to jak zaszyć się we własnym pokoju. Z jednej strony cieszę się,że tu przyjechałem, ale chciałabym by Jonghyun był tu ze mną. Zawsze cieszył się jak mógł tutaj ze mną przyjechać. Mocniej wtuliłem się w poduszkę. To jest pierwsza nasza poważniejsza kłótnia. Choć mam teraz wyrzuty sumienia,że tak na niego krzyczałem.
-Hyung?
Oderwałem się od poduszki i zobaczył w progu swojego pokoju Alexa.
-Alex!
Krzyknąłem i szybko podbiegłem do niego, wtulając się.
-Cześć hyung. Dawno się nie widzieliśmy. Co cię sprowadza do Daegu?
-Chciałam przyjechać do rodziców.
-A jest Jonghyun hyung?
Alex zaczął rozglądać się po pokoju, lecz ne napotkał żadnej dodatkowej osoby.
-Został w Seulu.
-Szkoda, a przyjedzie jeszcze hyung?
Pierwszym powodem dla którego tak rzadko tu przyjeżdżam jest ciągłe ''hyung''. Drugim oczywiście praca.
-Raczej nie.
Mlasnąłem i zszedłem z chłopakiem do kuchni.
-Umma co dzisiaj na obiad?
-Ramen!
-Okey.
Westchnąłem i usiadłem z Alexem w salonie.
-Opowiadaj jak tam hyung!
-Wszystko okey. Mamy teraz cały wolny miesiąc. Zostaje tutaj chyba na dwa tygodnie.
-Jutro jest mecz! Chcesz iść hyung? Akurat Eva zrezygnowała.
-Eva? Ta Eva z Włoch?
-Tak! Jesteśmy razem.
-Ano to gratulacje Alex!
Klepnąłem go po plecach i szeroko się uśmiechnąłem. Zawsze będę pamiętać jak Eva wzdychała do Alexa.
-A to szkolny mecz, tak?
-Tak hyung.
Uśmiechnął się do mnie i poszliśmy do kuchni zjeść obiad.

***

-Kibum!
Odwróciłem się i ujrzałem jakąś grupkę chłopaków zbliżającą się w moją stronę.
-Kibum! Ten Kibum?
I tym razem żeńskie głosy. Pierwsze podleciały dziewczyny.
-Key!
-Cześć dziewczyny.
-Dasz nam autografy, prawda?!
-Jasne, ale proszę w trakcie meczu i po dać mi spokój. Przyjechałem odpocząć.
-Oczywiście hyung!
No i zacząłem podpisywać różne kartki. Grupka chłopaków,którzy na początku zawołali mnie usiedli obok Alexa i zaczęli rozmawiać.
-Dzięki.
Uśmiechnąłem się do nich i dziewczyny odeszły z piskiem.
-Kim Kibum. Co cię tutaj sprowadza.
-A to już nie można obejrzeć mecz w którym bierze udział moja była szkoła?
Zaśmiałem się i próbowałem przypomnieć sobie trzech chłopaków.
-Heechul Kibum. Heechul.
-Czekaj. Ten Heechul,który zawsze musiał sprzątać szkołę?
-Tak ten.
-Ano to ty to Jinki i Eunhji.
-Czyli już pamiętasz wszystkich.
No i tak naprawdę przegadaliśmy cały mecz. Zdarzyło się,że ktoś z byłej szkoły poznał mnie. Czasem były to obelgi, a czasem krzyki zaskoczenia.
-Widzisz hyung ile osób cię pamięta.
-Kto nie pamiętałby ikony mody.
-Albo po prostu odważnego nastolatka?
Mruknął Jinki. Zaśmiałem się pod nosem.
-Nadal gustujesz w facetach?
-Boże ciszej! Tu są fani SHINee.
-Okey, okey.
A ja tylko pokiwałem głową. Skapneli się o co chodzi.
-Dość często nauczyciele cię wspominają. Jak zwykle stara jędza krytykuje twój wygląd. Właśnie nawet teraz przygląda się tobie.
-Naprawdę!? Gdzie jest.
Heechul wskazał mi dłonią, a mi szczena opadła. Jak 55 letnia kobieta może wyglądać jak na 40 po tym jak wyglądała na 60.
-To już jest chodzący plastik.
Poprawiłem włosy i uśmiechnąłem się do byłej nauczycielki. Skinąłem głową i ta odwzajemniła gest. Nie ten pierwszy ale drugi.
-Kim Kibum! Nie wierzę własnym oczom.
Przekręciłem głowę na prawo i ujrzałem emm właśnie kogo?
-Ja pierniczę. Spieprzaj.
Warknął Eunhji.
-Widzicie to. Kto tu się zjawił. Jedyny homo..
Szybko zatkałem mu usta dłonią, a ten ją odepchnął.
-Możesz być cicho!?! Nie wspominaj niczego. Są tu fani zespołu.
-No tak. Przecież Bummie dostał się do zespołu.
Przegryzłem wargę słysząc to jak mnie nazwał. Tylko Jonghyun może tak na mnie mówić. Nie cicho. Ja tu jestem by odpocząć od niego. Ja pierdole, jak mogę odpocząć od kogoś kogo kocham. Wstałem i zaśmiałem się w myślach. Jestem od niego wyższy o więcej niż głowę. To już Jonghyun jest wyższy od niego.
-Możesz odejść? Nie mamy ochoty na wasze towarzystwo.
-Choć Chan. Ma rację.
-Niech wam będzie.
Posłał mi złowrogie spojrzenie i odeszli. Usiadłem z powrotem i spojrzałem znacząco na Eunhjiego. Jest cały czerwony ze śmiechu.
-A temu co znowu?
-Nie może uwierzyć,że jesteś o tyle wyższy od Chana.
-Faktycznie.
Także się zaśmiałem i opuściliśmy trybunę. Moja była szkoła od zawsze była bogata i w to miejsce dali chyba najwięcej pieniędzy.
-Alex możesz mi powiedzieć kto to ten cały Chan?
-Nie pamiętasz go?
-Nie za bardzo.
-Przecież to on kręcił z dyrektorką szkoły.
-Czekaj, czekaj. Ten. O ja pierniczę.
Spojrzeliśmy na siebie znacząco i odprowadziłem Alexa do jego domu. W końcu hyung musi opiekować się młodszymi.
-Fajnie,że przyjechałeś.
Objął mnie w tali i wtulił swoją głowę w mój tors. Także go objąłem i pogłaskałem po głowie. Taemin także był taki jak on, gdy miał 17 lat.
-Cześć Alex.
-Pa hyung. Trzymaj się. Wszystko będzie dobrze.
Uśmiechnął się do mnie pocieszająco i zniknął za drzwiami swojego domu. Ja za to zacząłem kierować się w kierunku domu rodziców. Tak bardzo chciałbym by Jonghyun był tu ze mną. By mówił do mnie cokolwiek. Kocham jego głos. Jest taki specyficzny. Nie.Nie! Znowu będę płakać. Zacząłem biec w stronę domu.
-Kibum!
Już miałem wbiec do domu jak ktoś mnie zawołał. Odwróciłem się i ujrzałem ojca. Właśnie wysiadł z auta.
-Appa!
Przywitałem się z nim i weszliśmy do domu.
-Cześć Kochanie.
Mama pocałowała tatę i ojciec dał coś ummie.
-Byłem na wyjeździe służbowym. Zawsze przywożę coś twojej mamie.
-Rozumiem.
Te ich spojrzenia i uśmiechy. Złożyłem ręce jak do modlitwy i przystawiłem do ust. Nie mogę płakać. Nie mogę płakać.
-Jesteś sam czy z Jonghyunem? A może wszyscy przyjechali.
-Sam.
-Coś się stało?
-N-nie.
Zadrżałem.
-Co się stało Kibum.
Ojciec spojrzał na mnie ze zmartwieniem.
-Jonghyun ostatnio nie zauważa moich starań. Tak to ujmę.
-Nie chwali Cię?
-W końcu nasz Kibumek potrzebuje być ciągle chwalonym.
-Mamo.
Jęknąłem i zabrałem jej dłoń z moich włosów. Ta tylko pocałowała mnie w czubek głowy.
-Po prostu, brakuje mi tego zwykłego ''Piękne,Kochanie'' albo ''dobra robota Key!''.
-Może po prostu jest zapracowany?
-Albo jest leniem, gdy chcę by zobaczył co dla niego zrobiłem.
-O czym mówisz?
Mama położyła przed nami wszystko co do obiadu i zaczęliśmy sobie nakładać.
-Zrobiłem dla siebie jak i głownie Jonghyuna obraz z puzzli. Z trzydziestu tysięcy elementów. Piękny krajobraz. Zawołałem go, bo nie chciałem ryzykować ściągając to na dół. Ale ten nawet nie przyszedł. I nie zauważył obrazu przez trzy dni, póki mu wszystkiego nie wykrzyczałem.
-A co on wtedy robił?
-Chyba oglądał mecz z Minho.
-A może Minho coś mu powiedział?
-Nie mam pojęcie, ale to nie pierwszy raz.
Mruknąłem i zacząłem jeść. Tata spojrzał na mnie ze zmartwieniem. Ehh.

***

Perspektywa Jonghyuna.

Stoję pod tymi drzwiami już dobre pół godziny. Nie wiem czy zapukać czy nie. Jeszcze Key ma włączoną na cały dom muzykę. Słysze bardzo doskonale bo jego okno znajduje się nad drzwiami wejściowymi. I coś tam jęczy razem z piosenką. Dobra. Muszę to robić, muszę przeprosić mojego Kibuma. Zapukałem. Zrobiłem to.
-Och! Jonghyun. Witaj.
-Dzień doby Pani Kim.
Ukłoniłem się kobiecie i już chciałem coś powiedzieć, ale muzyka ucichła i ze schodów zbiegł Bummie.
-Przyszły moje książki?!
-Raczej coś lepszego.
-Pani Kim.
Key stanął w drzwiach i spojrzał się na mnie beznamiętnie. Tak jak to robił przez ostatnie dni w Seulu.
-Bummie.
-Po co tu przyjechałeś?
-Chciałem z tobą porozmawiać.
-Ale.
-Wejdź Jonghyun.
Oboje przepuścili mnie w drzwiach i położyłem swoją torbę obok schodów. W odbiciu lustra ujrzałem jak Key ociera oczy i potem całą twarz.
-Kibum my i tak z ojcem wychodzimy, mam nadzieję,że nie zabijesz Jonghyuna?
-Mamo.
Warknął, a jego mama tylko się zaśmiała.
-Dzień dobry.
Skłoniłem się przed ojcem Kibuma i jego rodzice wyszli.
-Nie wierzę,że tu przyjechałeś.
-To źle?
Już dawno przyzwyczaiłem się,że Key nie zwraca się do mnie formalnie. Sam mu tego zakazałem od początku naszego poznania. Westchnął i spojrzał na mnie z łzami w oczach. W czasie jego wyjazdu przeszukałem cały nasz pokój. Odkryłem te bluzki, jeszcze jakieś bluzy i cały ten porządek. Kibum naprawdę wkłada w całe nasze cztery kąty wiele miłości. Złapałem jego dłonie i spojrzałem się w jego oczy. Cholerna szyja. Autobus był strasznie niewygodny a jeszcze Bummie jest ode mnie wyższy.
-Przepraszam. Za wszystko. Wiem,że nie zauważałem twoich starań. Wiem,że zaniedbywałem cię ostatnio. Chcę byś wiedział,że kocham cię i nie chcę byś czuł się nie dowartościowany.
Mój króliczek wtulił się we mnie. Objąłem go w talii, przyciskając jeszcze bardziej do siebie.
-Ten obraz jest naprawdę piękny. Dodałem zdjęcie na instagrama,że dostałem go od wyjątkowej mi osoby.
-Ciesze się,że ci się podoba.
-Podoba mi się tak jak ty.
Delikatnie odsunąłem go od siebie i spojrzałem w jego oczy. Po chwili na usta i znowu w oczu. Kibum wsunął swoje dłonie w moje włosy i złączył upragnione wargi w pocałunku. Przejechałem dłońmi po jego plecach i zatrzymałem się na ich końcu. Złączyłem swoje dłonie i przyciągnąłem Kibuma do siebie. Uwielbiam czuć jego ciało. A najlepiej gdy nie mamy górnej części garderoby. W pewnym momencie poczułem coś mokrego na policzkach. Otworzyłem oczy i nie przerywając pocałunku, zacząłem obserwować wylatujące łzy z jego pięknych oczy. Moja lewa dłoń znalazła się w pewnym sensie kawałek na szyi i na szczęce Kibuma. Nasze pocałunki zaczęły być coraz leniwsze,aż oderwaliśmy się od siebie. Kibum oparł swoje czoło o moje.
-Nie płacz Bummie. Ja wiem,że łzy pokazują jak wiele człowiek przeżył i jak jest mocny,ale nie płacz.
Delikatnie otarłem jego łzy pod oczami. Nagle Key oderwał się ode mnie i ściągnął bluzkę, także zrobił to samo z moją.
-Łazienka?
Zapytałem i on tylko pokiwał głową na ''tak''. Weszliśmy pod schodach do łazienki i rozebraliśmy się do końca. Kibum odkręcił wodę i przez chwilę czekaliśmy aż wanna zapełni się do połowy. Weszliśmy do niej i Kibum oparł całe swoje ciało o moje. Już nigdy więcej nie posłucham się Minho, ani nie zaniedbam mojego króliczka.

***

Perspektywa Kibuma.


-Kibum wróciliśmy !
Usłyszałem krzyk mamy, dokładnie po tym jak doszliśmy. Odetchnąłem i krzyknąłem ''dobrze''.
-Gdzie jesteście?
-W łazience.
-Skąd wiedziałaś,że nie śpią?
-To akurat było do przewidzenia.
Usłyszeliśmy ostatnie słowa rodziców zanim weszli do swojego pokoju. Ledwo wyszedłem z wanny i wziąłem dwa ręczniki. Rzuciłem jeden Jonghyunowi i następnie ubrałem się w czyste bokserki i jakąś koszulkę. Oczywiście nie zapomniałem o moim skarbie.
-Nom. To ile jeszcze tutaj zostaniesz?
-Zostaniemy jeszcze tydzień. Na spokojnie zajmiemy się sobą.
I ponownie złączyłem nasze usta.

Czasem zwykły czas potrafi pokazać pewne rzeczy.


xiexie,
H.T

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

#.2.JR-NU'EST.

Notka od autora:
Mam nadzieję,że ff się spodoba i także,że nie ma zbyt wielu błędów.




Jego uśmiech, jego szczęście, jego dusza,jego oczy,jego włosy. Prawie co wieczór usiedliśmy przed kominkiem. Ren jak zwykle położył swoją głowę na moje kolana, a ja musiałam go głaskać jak szczeniaczka. Zawsze się z tego śmieję, jak o tym myślę. On wie, że to ja w tym domu uwielbiam jak ktoś maca moje włosy, no ale zazwyczaj od odwdzięcza mi się w łazience, a raczej podczas naszych wspólnych kąpieli. Zmieniając temat. Nigdy bym nie pomyślała,że taki niewyżyty seksualnie może być. Jego twarz,ego postura, no cały on! Nie widać tego po nim. Zamknęłam oczy. Dzisiejszy dzień był wyczerpujący. Ale w jego otoczeniu mogę przebiec cały 30 kilometrowy maraton, by tylko odetchnąć z nim. Już od jutra nie będzie tak samo. Wprowadzi się tutaj nowy członek zespołu. Jason. Po jego pierwszej wizycie nie spodobał mi się, oczywiście z charakteru. Boje się,że za dużo namiesza nam w życiu. Nie chcę zmian, jest dobrze, chociaż. Gdyby JR dał mi spokój. Opowiem od początku.
Gdy się tutaj wprowadziłam udając, tak udając, dziewczynę Ren'a, jego kumpel namieszał mi w głowie. O tak. JR on, on na początku był po prostu cudowny. Ten jego charakter, głos, twarz i ten sposób w jaki ze mną rozmawiał. Jak do dziś pamiętam jak wykorzystał mnie. Po namiętnej i gorącej nocy on perfidnie wygonił mnie z swojego pokoju. Ten płacz. Przegryzam wargę na same wspomnienie. Myślałam,że to będzie wspaniały związek,a  okazało się,że jest on zwykłym dupkiem. Chociaż ten zwrot i tak ma za małą moc jak na niego. Teraz on usiłuje nam zakłócić spokój. Jest już coraz rzadziej, ale podczas naszej wspólnej kolacji z Jason'em zauważyłam,że to będą bratnie dusze. Boję się, tak cholernie się boję. Z małą pomocą Ren'a podciągnęłam go bliżej mojej klatki piersiowej i wtuliłam go w siebie.
-Co się dzieje?
Otworzyłam oczy i spotkałam jego wzrok.
-Nie chcę zmian. Lubię je, ale nie takie, które przyniosą mi wiele problemów.
-Nie martw się, Jason wydaje się spoko. Zobaczysz jeszcze będziecie się przyjaźnić.
-Mówisz teraz jak jakaś matka.
Powiedziałam z wyrzutem i wstałam. Wyszłam z salonu i weszłam do łazienki. Widząc JR, charakterystycznie odchrząknęłam. Ten odwrócił się w moją stronę. Zrobiłam minę i gest rękoma ''no kurwa, może wyjdziesz''.
Przechodząc koło mnie, stanął i złapał mój podbródek. Moje oczy zazwyczaj mnie zdradzają. Boże błagam  bym moje źrenice nie rozszerzyły się na jego widok.
-Nie martw się kochanie.
Czule przejechał kciukiem po moich ustach. Ten jego urok. Nie, czekaj!
-Nie.Dotykaj.Mnie.
Wyrwałam się mu.
-Miałaś już kiedyś okazję, ale nie skorzystałeś.
Wychrapałam i wypchnęłam go z łazienki, szczelnie ją zamykając. Oparłam się o nie i odetchnęłam. Idiota. Ale, on ciągle siedzi mi w głowie. Coraz częściej ma takie chwile czułości. Podeszłam do lustra i głośno przeklęłam. Moje źrenice. Są.Ogromne! Nie, nie! Nie! Podparłam się o umywalkę i głęboko odetchnęłam. Usłyszałam wesołe krzyki chłopaków. Serio krzyki, bo w tej łazience często nic nie słychać. Z zewnątrz, jak i w wewnątrz. Dlatego zawsze z Ren'em lubimy tutaj się hmmm, zabawiać? Może być. Uśmiechnęłam się do siebie w lustrze i śmiało wyszłam z łazienki. Jason. On, tu kurwa stoi! I z uśmiechem patrzy się na mnie.
-Cześć ........(to Twoje imię)!
-Taaa, ohajo!
-Jak zwykle zabawna.
Spojrzałam się na niego krzywo i powędrowałam do kuchni. Nie wiem ,kiedy i jak, ale zaczęłam podśpiewywać. Przygotowałam sobie galaretkę na gorąco z mufinkami, które dzisiaj rano kupił Aron.
Co jak co, ale gościu mnie najbardziej rozumie. Usiadłam i zaczęłam jeść. Wlepiłam wzrok w obraz przed sobą. Przedstawia on mnie. Takk, obraz z moją podobizną w kuchni. Wiem, zajebiście. Jestem tyłem i mam na sobie sukienkę, którą rozwiewa wiatr. Widać mi połowę twarzy, ponieważ mam głowę przechyloną w lewą stronę. Minki chciał by takie coś było w kuchni. Zawsze jak ktoś nas odwiedzi padają pytania ''Kto to?'',''Kto wykonał to zdjęcie?'', ''Kto jest na tym obrazie?''. To ani obraz, ani zdjęcia. Sama nie wiem co to jest.
-....... gdzie znajdę herbatę?
-Zależy jaką.
-Zieloną?
Górna szafka, pierwsza od lodówki.
Przechyliłam głowę w jego stronę i mój wzrok zawisł ma jego szerokich ramionach.
-Ren powiedział,żebyś poszła do niego na górę.
-C-co?
Spojrzał na mnie dziwnie.
-Masz iść na górę do Ren'a.
-Okey.
Odpowiedziałam niepewnie i włożyłam naczynia do zmywarki.

***

-Czemu Ty mi to robisz?
Wysapałam,bardziej odchylając szyję.
-Zdziwisz się, ale Minki powiedział,że podzieli się Tobą.
-Coo?
-Mhm.
I złączyliśmy nasze usta. Czemu nie czuję takiego uczucia. Tego,gdy się kogoś zdradza?
-Jesteśmy sami w domu.
Złapał mnie za pośladki i objęłam nogami jego biodra. Te dziwne uczucie w brzuchu,gdy on mnie dotyka i całuje.
Mocne ugryzienie na brzuchu i kolejne przeciągłe jęknięcie. Plecy wygięte w łuk.
Mocno zacisnęłam oczy i ponownie otworzyłam je. Wylądowałam na łóżku. Na tym samym co kiedyś. Ściągnął koszulkę i ponownie złączył nasze usta. Oddaje każdy pocałunek z pasją. Tak bardzo go pragnę. Tym razem ja wylądowałam na jego biodrach. Jonghyun wpatrując mi się w oczy, delikatnie dotykał mojego policzka.
-Jestem idiotką.
Powiedziałam po zdjęciu bluzki i biustonosza.
-Ale za to moją.
Ponownie wylądowałam na białej pościeli.
Spojrzenie pełne namiętności i krzyk przepełniony pozytywnymi emocjami. 
-Prezerwatywa.
-Zaraz.
No i pojawił się śmiech.
-Cholera no. Gdzie ona jest. Noo.
-Tu masz całe opakowanie.
Wskazałam na pudełko wystające pod łóżkiem. JR szybko się nim zajął i krzyk wypełnił cały pokój. Źle robię, wiem o tym. Ale jestem po prostu głupio zakochana.


***


-Naprawdę to zrobiliście?
-No tak. Mówię Ci o tym od godziny.
-I było tak samo jak wtedy?
Spojrzała się na mnie niepewnie.
-Właśnie nie. Obudziłam się i ujrzałam go.
-Co robił!?
-Na pewno nie to o czym myślisz. Patrzył się na mnie.
-Noo, co dalej!
-Uśmiechnął się i pocałował.
-No to troszkę inaczej.
-Nie wiem co mu tak nagle.
-Może po prostu spodobałaś mu się.
-Chyba to nastało od początku.
-No fakt.
-Dobra. Muszę wracać do domu.
-No to powodzenia.
Spojrzałam tylko na zaciśnięte kciuki siostry i wyszłam z domu. Przyjemne ciepło po deszczu uderzyło mnie w twarz. Uśmiechnęłam się do siebie szeroko. To co było tej nocy z liderem, nie jest tym samym co z Minkim. To z JR jest bardziej...namiętniej. Więcej uczuć w tym jest. Jestem bardzo ciekawa co będzie jak wrócę do domu. Jeszcze wypada zajść na kawę do Bubble Tea.

***


No i wchodzę do domu.
-Halo?
Nikogo nie ma? Dziwne. Weszłam w głąb mieszkania i ujrzałam w salonie Jonghyuna i Jasona. Wiedziałam,że się dogadają.
-Wygrałeś. Trzymaj.
Jakaś koperta powędrowała w stronę lidera.
-Nie chcę.
I tu pojawia się zdziwiona mina chińskiego członka.
-Co?
-Ten zakład mi nawet pomógł coś zrozumieć.
Zakład?
-Zakochałem się i to dawno. Nie przyjmuję pieniędzy.
-Nie rozumiem. Jak mogłeś się w niej zakochać!
-A co w tym złego?
-A co z Minkim?
-Gdyby go naprawdę kochała to by nie spędziła ze mną nocy.
-Czyli.
-Czyli Minki jest wolny. Dzisiaj nawet z nim rozmawiałem. Powiedział,ze i tak musiało kiedyś do tego dojść i za bardzo nie cierpiał.
I w tym momencie JR zauważył mnie. W końcu stoję oparta o ogromną szafę, która jest przed wejściem do salonu.
-Ale wiesz co. Jednak wezmę te pieniądze.
-Gorzej niż baba w ciąży.
-I dam je komuś kto na nie zasłużył. Za cierpienie.
-Czy ty coś brałeś?
I w tym momencie JR podszedł do mnie i wręczył kopertę. Złapał za podbródek i pocałował. To się chyba nazywa pierwszy wspólny pocałunek. Namiętny, pokazujący wszystkie emocje. Wtuliłam się z Jonghyuna i wyszeptałam do Jasona ''xiexie''.

"Zas­kocze­nie jest ele­men­tem budującym całą zabawę. Myśli­my so­bie, że dob­rze jest jak jest, a tu nag­le świat od­wra­ca się do góry no­gami. Nie poj­mu­jemy ciągów następujących po so­bie wy­darzeń...Bez­miar myśli ogar­nia nasze ciało... Po­tem zbiera­my się, przyj­mu­jemy wszys­tko z po­korą, bo być może już ko­niec niespodzianek...
Życie to nie wzór ma­tema­tyczny, nie ob­liczy­my go, nie zmieni­my pro­por­cji do po­ziomu ideału." ~literacka



xiexie,
H.T

#.1.LuHan EXO-M

Notka od autora:
I w ten sposób pojawia się pierwszy fanfiction na tym blogu. Mam nadzieję,że nie ma za wiele błędów i się spodoba. :)




Wybiegłam szybko z terenu szkoły. Coraz więcej łez zbierało się w moich oczach. Poprawiłam swój plecak i po długim dystansie zapukałam dość głośno do drzwi. Wiedziałam kto je otworzy więc gdy drzwi się ruszyły, pchnęłam je i zaczęłam bić klatkę piersiową mojego.. właśnie kogo?
-Jak mogłeś! Jak. Powiedz mi jak!!

Zaczęłam płakać. Mój wzrok nadal tkwił w podłodze. Lu Han złapał moje dłonie i próbował mnie uspokoić. Wyrwałam się mu i spojrzałam w te oczy. Oczy w których się zakochałam. Mój wzrok był wściekły i wymagający. On oblizał usta w ten swój sposób-wziął je do środku jamy ustnej i oblizał je. Podrapał się po karku i niepewnie spojrzał się na mnie.
-Na prawdę?-zapytałam załamanym głosem-Nie masz mi nic do powiedzenia? Naprawdę.
Zamknęłam oczy i wyminęłam go. Na schodach spotkałam zdziwionego Kai'ego. Zebrałam swoje rzeczy z pokoju blondyna i wcisnęłam wszystko do mojego plecaka. Znalazłam swoją torebkę i do niej tez powkładałam różne rzeczy. Zeszłam po schodach i weszłam do salonu gdzie Sehun i Suho śmiali się w najlepsze. Wzięłam swoje książki i podeszłam do drzwi. Charakterystycznie odchrząknęłam, czekając aż mój były chłopak otworzy drzwi, bo ja nie mam jak. On niepewnie je otworzył.
-Proszę.
Wyszeptał. Wyszeptał. Posłałam mu złowrogie spojrzenie i wyszłam z domu. Widząc chmury,odetchnęłam. Wszystkie rzeczy spadły mi na chodnik razem ze mną. Zaczęłam jeszcze głośniej płakać i walić pięściami o kafelki. Czemu. Czemu!

Oczami LuLu.

Oparłem się o drzwi i zjechałam na podłogę. Czemu to zrobiłem. Nie rozumiem samego siebie. Przecież było mi tak dobrze. Sam nie chciałem iść z nią do łóżka. Ale, ale czemu poszedłem z jej siostrą. Czemu. 
-Emm, wyjaśnisz mi o co chodzi?
Spojrzałem na D.O i zacząłem płakać.
-Ja.Ja.-nagle dostałem czkawki- zdradziłem. Zdradziłem.
Wyszeptałem i padłem na lewy bok. 
-Ej! Czemu 'Twoje imię' leży na podłodze, a raczej chodniku?
Natychmiast wstałem i wybiegłem z mieszkania. Rozglądając się zauważyłem moją ukochaną. Odwróciłem ją w swoją stronę i szybko wziąłem na ręce. D.O zebrał wszystkie rzeczy'Twoje imię'. 
  Po jakimś czasie zjawił się nasz lekarz. Nie wiem, jak. Ale on wszystko potrafi. No i odgadł. Wykrył jakimś cudem cukrzycę u 'Twoje imię'. Jeszcze bardziej się załamałem i wyszedłem z pokoju. Nie rozumiem tego wszystkiego. Ona. Jezus maria. Jakby Kai nie zauważył jej, to ona. Boże. Usiadłem na swoim łóżku i z bezsilności zapaliłem pierwszego papierosa. 'Twoję imię' zapewne zapomniała ich wziąć. Czy wszystko będzie tak jak dawniej?

Twoimi oczami.

Powoli zaczęłam otwierać oczy. Zamrugałam kilkakrotnie i usiadłam na kanapie. Co ja tu nadal robię. Wstałam i chciałam zrobić krok, ale potknęłam się. Mój Lul. Co on tu robi? Od razu wyobraziłam sobie jak on dla mnie śpiewa. Tą cudowną piosenkę Wolf.. Zamknęłam oczy i uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Nie! Nie! 
-Lu-LuHan.
Delikatnie dźgnęłam jego ramię. 
-Mhmm.
No i przytulił się do mojej nogi. Znów czuję tą szklistą taflę w moich oczach. On mnie zdradził. Od początku się tego bałam, ale nie robiłam żadnych fanaberii. Aż skończyłam myśleć o tym,stało się. Wyrwałam swoją nogę z jego ramion i zaczęłam szukać swoich rzeczy. Czyżby je specjalnie schował? 
-Cholera no.
Kolejna szafka LuHan'a. 
-I co ci to da?
Aż podskoczyłam w miejscu. Odwróciłam się i ujrzałam Jongina na na-współ-LuHana łóżku. Może jeszcze na tym łóżku przewracał ją.
-Nie rozumiem.
Wytarłam kciukami oczy i spojrzałam na niego.
-To całe odejście? Będziesz cierpieć i on też. 
-Ja nie wpakowałam się jego koledze z zespołu do łóżka.
Warknęłam i w końcu znalazłam pod biurkiem wszystkie moje rzeczy. Już zostawię te książki, bo nie będę miała jak otworzyć drzwi. 
-''Twoje imię'' przemyśl to.
Nie wiadomo skąd w pokoju pojawił się D.O. Ach. 
-Czy Ty chciałbyś nadal całować te same usta, spać w jego ramionach, gdyby zdradził Cię?
Wskazałam na Jongina.
-Czemu to zawsze ja?
-Bo każda by chętnie wlazła do twojego łóżka?
Zaśmiałam się na odpowiedź Kyungsoo.
-Pff.
-Więc wiesz o co mi chodzi. Nadal to nie trafia do mojej świadomości.
-Masz cukrzycę.
-Co?
Tym razem całym ciałem odwróciłam się w stronę Kyungsoo. 
-Jak?
-Zemdlałaś przed dormem. Nasz lekarz jakimś cudem wykrył u Ciebie tą chorobę. Masz stawić się u lekarza rodzinnego.
-Cukrzycę?
Nie mogę w to uwierzyć. Nigdy bym nie pomyślała,że mogę mieć cukrzycę. 
-Okey.
Przełknęłam głośno ślinę i ponownie wzięłam w swoje ramiona moje rzeczy. Schodząc po schodach, zauważyłam LuHana przy wejściu do salonu. Od razu skierowałam wzrok w inną stronę.
-Cześć ''Twoje imię''!
Zaśmiał się wesoło SeHun. On tylko na to czekał. W stu procentach.
-Nie odzywaj się do mnie.
-Wohoho. A co się stało? Huh! Gorąca!
Mruknął, dotykając mojego ramienia jednym paluszkiem.
-Spieprzaj. 
Ten się tylko uśmiechnął i poszedł na górę,posyłając całusa LuHanowi. Oh zawsze musiał mi dokuczać, zawsze. Pierdoła jedna. 
-Czemu.
Usłyszałam tylko jego szept i wyszłam z mieszkania. Gdzie ja teraz będę się uczyć? Zawsze robiłam to przy biurku LuHana,które zakupił specjalnie dla mnie. Z kim będę spędzać dni wolne. Z kim będę mogła dzielić się sukcesami. Jeśli w ogóle będą. Moja siostra. Ona, jest taka sama jak SeHun. Zawsze miała jakieś wąty do mnie, a jak pojawiło się moje jedyne szczęście, ktoś musiał je zniszczyć, zawsze tak było. Teraz na pewno jest zadowolona z tego wszystkiego. Ona zawsze miała co chce, zawsze wszystko zdobywała swoim dużym tyłkiem. Mnie nigdy nikt nie doceniał. Tylko on. On znał mnie na wylot, a on sam zrobił to. Zniszczył mnie jeszcze bardziej.
-Patrzcie! To dziewczyna Xiao!
Zrobiłam tylko duże oczy i przyspieszyłam. I tak wiem,że mnie dogonią. Westchnęłam i schowałam się w jakiś zaułek. 
-No gdzie ona jest?
-Poszła już zapewne, jak usłyszała Twoje krzyki, Suli.
-Zamknij się. Ehh.
No i chyba poszły. Wyszłam z ciemnego miejsca i powróciłam do głównej drogi. 
Jednym zdaniem-Moje życie diametralnie się -znów- zmieniło.

***

-Jeśli znów będzie mnie nawiedzać w szkole bądź pracy to normalnie pójdę do jego menadżera.
-Nie przesadzaj (Twoje imię). Powinnaś się cieszyć,że się o Ciebie stara.
-Oszalałaś? Było mnie nie zdradzać.
Wyszeptałam i poszłam zając się klientką. 

***

Nie sądziłam,że to wszystko będzie aż tak długo ciągnąc się za mną. Minęło już pełne pół roku, a to wszystko co dzień wbija się we mnie ze dwojoną siła. Kocham LuHana. Nie ma co tu ukrywać. Los dał mi ogromne szczęście tylko na jakiś czas. Musiał je odebrać bym znów wiedziała co to ból. LuHan codziennie przesyła mi różne upominki, które za każdym razem karzę podwieźć naszemu koledze pod ich dorm. Także LuHan co dwa-trzy dni ''odwiedza'' mnie. W pracy ochrona go wyprowadza, a w szkole już nawet dyrektor zareagował. 
-(Twoje imię) (Twoje imię) (Twoje imię).
-Co za mantra.
-(Twoje imię) (Twoje imię) (Twoje imię).
Otworzyłam gwałtownie oczy i ujrzałam przed sobą LuHana. Co on tu robi? No tak. Jest już po 20. Czyli sklep powinien być zamknięty.
-(Twoje imię). Proszę, wybacz mi.
-Wyjdź stąd.
-Nie widzisz jak się o Ciebie staram. 
-Odejdź.
-Przyjmij chociaż to.
LuHan przesunął pudełeczkiem po oddzielającym nas blacie. Spojrzałam na niego niepewnie, czując napływające łzy. Od rozstania codziennie płaczę. Powoli otworzyłam białe pudełeczko i z wrażenia aż usiadłam na swoim miejscu.
-Co-co to ma być?
-Kocham cię i chcę spędzić z Tobą całe życie. Ja mam już 27 lat, a ty 25 lat. To już ten czas.
Spojrzałam się na niego i oddałam mu pudełeczko. Czy ja mu wybaczyłam?
-Bądź ze mną na zawsze.
Czy...
-Kochaj mnie każdego dnia.
Ja...
-Całuj mnie każdego dnia na powitanie.
Mu...
-Pozwól doznawać szczęścia każdego dnia. 
Wybaczyłam...?
-Tak, LuHan. Tak!
Weszłam na ladę i uwiesiłam się na jego szyi. Niepewnie spojrzałam na jego usta i potem na jego oczy. 
-Pocałuj mnie.
Wyszeptał i połączyłam nasze usta. LuHan pomógł usadzić mi się tyłkiem na blacie. Owinęłam nogami jego biodra. Czuję jego ciało na swoim. Czuję jego ciepło. Gwałtownie złapałam jego talię, którą uwielbiam. Uwielbiam jak jego oczy. Uwielbiam jak jego słodkie usta. Uwielbiam jak jego nocne lęki. Uwielbiam jak jego pot z ciężkiego treningu. 

                                Nigdy nie ufaj drugi raz osobom,którzy zranili Cię już wiele razy.



xiexie,
H.T

Obserwatorzy